Wystarczyło wygrać z Termaliką Nieciecza oraz Lechią Gdańsk i zamiast oglądać się za siebie, Legia miałaby 23 pkt. i niezłą pozycję wyjściową, żeby atakować miejsca dające europejskie puchary. Niestety zdobyliśmy tylko punkt z niżej notowanymi rywalami. Czy to oznacza, że zagranicznych wojażach w przyszłym sezonie możemy tylko pomarzyć?
Na ten moment Legia zdobyła w Ekstraklasie 18 pkt. w 15 meczach, co daje średnią 1,2 pkt./mecz. Do końca sezonu pozostało 19 kolejek. Można mieć podejście mocno optymistyczne, które zakłada, że do 4. miejsca mamy tylko 6 punktów straty. Przecież to tylko dwa mecze. Szczególnie, że sytuacja w lidze jest dynamiczna, gdyż tabela jest dosyć spłaszczona i różnice pomiędzy drużynami relatywnie niewielkie. Wystarczy złapać serię zwycięstw i gotowe. W porządku, sprawdźmy.
W obecnych rozgrywkach cztery najlepsze drużyny będą miały gwarantowany start w eliminacjach do europejskich pucharów. W przypadku, gdy któraś z czołowych drużyn zdobędzie Puchar Polski, wówczas premiowana będzie drużyna z 5. miejsca. Jednak zamiast liczyć na splot sprzyjających okoliczności, sprawdziliśmy, jak powinniśmy punktować, żeby zająć co najmniej 4. miejsce w tabeli.
Cztery zwycięstwa na pięć meczów?
Pod uwagę wzięliśmy cztery ostatnie sezony, gdyż do rozgrywek 2021/2022 Ekstraklasa ponownie liczy 18 drużyn, co daje 34 spotkania per zespół. Ówczesne zmagania były wyjątkowo kiepskie dla Legii. Po zdobyciu mistrzostwa Polski stołeczny klub zaczął pikować i z dorobkiem 43 pkt. uplasował się na 10. miejscu. Dla porównania ekipy z miejsc 3-4 zdobyły odpowiednio 65 i 57 punktów. W kolejnym sezonie Legia powetowała sobie haniebne karty historii i pod wodzą Kosty Runjaicia sięgnęła po srebrny medal. 66 punktów pozwoliło wyprzedzić trzeciego Lecha (61 pkt.) i czwartą Pogoń (60 pkt.). W 2023/2024 miało być mistrzostwo, zamiast tego legioniści idealnie wstrzelili się w ostatnie miejsce na podium z dorobkiem 59 pkt. mając za plecami rywali ze Szczecina, którzy uzbierali 55 “oczek”. Natomiast w minionych rozgrywkach Puchar Polski osłodził gorycz piątej lokaty w lidze, gdzie mając 54 pkt. musieliśmy oglądać plecy m.in. "Portowców" (58 pkt.) oraz Jagiellonii (61 pkt.).
Powyższe pokazuje, że aby realnie myśleć o miejscach dających europejskie puchary w nadchodzącym sezonie trzeba uzbierać ok. 58-62 pkt. Co to oznacza dla Legii w praktyce? Do końca rozgrywek powinniśmy zdobyć 40-44 pkt., czyli średnio… 2,11-2,32 pkt. na mecz! Dla pełnego uzmysłowienia: w pięciu kolejnych meczach Legia powinna notować bilans np. 4 zwycięstwa i 1 porażkę albo 3 wygrane i 2 remisy. Na dziś to brzmi jak science-fiction, bo "Wojskowi" nie potrafili do tej pory wygrać dwóch meczów z rzędu w tym sezonie ligowym. Totalne "mission impossible".
Utrzymanie na luzie?
Oczywiście od razu pojawią się głosy; "Jakie europejskie puchary? Z czym do ludzi! Przecież musimy bronić się przed spadkiem, a nie myśleć o czołowych lokatach".
Wszelkich pesymistów i fanów czarnych scenariuszy może uspokoić… historia. W ostatnich czterech sezonach dwukrotnie 38 pkt. dało utrzymanie odpowiednio Śląskowi Wrocław i Radomiakowi Radom. Choć były momenty, kiedy wystarczyło uzbierać ok. 32-33 punkty, aby mieć zachowany byt. To oznacza, że jeśli zachowamy obecny poziom punktowania (1,2), to powinniśmy spokojnie się utrzymać, gdyż nawet ok. 1,1 pkt. powinno dać miejsca nad strefą spadkową. W ekstremalnie korzystnej sytuacji nawet zjazd od tego momentu do ok. 0,8 pkt / mecz mógłby dać prawo gry w sezonie 2026/2027. Choć podobnie jak patrząc w górne rejony, tak i tu należy mieć na uwadze niewielkie różnice. Dość powiedzieć, że różnica między ostatnią Lechią Gdańsk a Motorem Lublin (10. miejsce) wynosi zaledwie... 5 punktów!
Powtórka sprzed czterech lat?
Europejskie puchary czy walka o utrzymanie do samego końca? W tej chwili najbardziej prawdopodobna wydaje się powtórka scenariusza sprzed czterech lat. Szczególnie, że i kandydatów do spadku oraz ekip z europejskimi ambicjami nie brakuje. Klubów, które są poukładane, które mają mniej problemów, które mają na siebie pomysł i plan. Legia może się starać, ale mając przed sobą dalsze zawirowania (nadal brak trenera!) z zarządzaniem na czele, można przyjąć, że na koniec rozgrywek wylądujemy w środkowej części tabeli. A wszystko po to, żeby dać kolejnemu trenerowi czas i móc budować wszystko od nowa. A potem to już tylko mistrzostwo, puchary, świetlana przyszłość...
