Legijna rzeczywistość w ostatnim czasie maluje się w ciemnych barwach. Zamiast walczyć o mistrza, będziemy bronić się przed spadkiem. Klub, w którym zakontraktowano dwóch dyrektorów sportowych, od miesiąca nie ma pierwszego trenera, a zarząd winduje ceny biletów jakbyśmy grali jak mistrzowie świata, w dodatku sądząc, że Sparta Praga, Samsunspor oraz Gibraltarczycy jeżdżący Lincolnem to rywale pokroju Chelsea i Aston Villi...
Chore ceny biletów na mecze Ligi Konferencji zbulwersowały tym bardziej, że gra piłkarzy w tym sezonie jest nie do zniesienia. Z tego też powodu, Nieznani Sprawcy zrezygnowali z organizacji swojego 20-lecia właśnie na tym spotkaniu, przekładając jednocześnie urodziny na 14 grudnia, kiedy przy Ł3 podejmować będziemy Piasta Piastów. Wróć, Gliwice. Ceny zrobiły swoje, to co prezentują na murawie piłkarze zapewne również i w efekcie mieliśmy skromne 17,7 tys. kibiców na trybunach w najciekawiej zapowiadającym się domowym meczu fazy ligowej LK.
Fani Sparty przyjechali z Pragi do oddalonej o 750 km Warszawy głównie transportem kołowym w bardzo dobrej liczbie, ok. 1600 osób. W dniu meczu mieli przygotowany i pilnowany przez policję pub na Polu Mokotowskim. Stamtąd zostali przetransportowani na nasz stadion i ze sporym zapasem zajęli miejsca w klatce. Sektor gości ozdobili wieloma niewielkimi flagami, w tym wieloma płótnami fanklubów z różnych czeskich miejscowości (choć były i austriackie FC). Tych łącznie było co najmniej 30, w tym m.in. Prazska Sparta, Falanga, Bandits from the north, Prusanky, Korovice, Sparta Praga Dobris, Veteranos Pirates, AC Sparta Vir, Republic Boys, Sparta Patriots, Pardubice, Bohnice, Casuals Letna, Bystřice pod Hostýnem, Sedlice, Pisek, Hradec Kralove, Horovice, Gate E Members. Swoją obecność zaznaczyli już z pół godziny przed rozpoczęciem meczu. Dopingowali momentami nie najgorzej, ale daleeeeeko im było do śpiewów, jakie w sierpniu (podczas rundy kwalifikacyjnej Ligi Konferencji) uskuteczniali na naszym stadionie fani Banika.

Tego dnia na Żylecie wywieszony został baner w rocznicę śmierci dwóch chłopaków z Marek - Ś.P. Fileta i Pajera, którzy zginęli wracając przez 11-tu laty z wyjazdu do Lokeren. Na naszym gnieździe zawisła flaga "Legia To My", z której hasło wielokrotnie w trakcie meczu było przez nas śpiewane.
Przed meczem z naszej strony śpiewane były m.in. "Czeska k...a aejaejao", czy "Hej Legio jazda z k...i!", zgodnie z myślą przewodnią jednej z naszych flag (wywieszonej zresztą tego wieczora) - "Nienawidzimy wszystkich". W 25. minucie spotkania odśpiewaliśmy hymn. Później zaś pod adresem obecnego na trybunie zachodniej prezydenta RP Żyleta skandowała "Hej Karol zaśpiewaj z nami", by po chwili ryknąć "Raz sierpem, razm młotem..." oraz "J...ć UPA i Banderę, hej!". Warto dodać, że tego dnia w naszym młynie zawisł transparent "Ziobro, k... je...a! Zapraszamy za więzienne bramy, tam rachunki wyrównamy!".

W pierwszej połowie przyjezdni zaprezentowali malowaną, wycinaną sektorówkę z herbem klubowym otoczonym wieńcem laurowym. Ta rozwinęła im się nieco przekrzywiona (początkowo mieli w ogóle problem, bo mocno im się pozwijała), delikatnie zbyt szeroka względem wielkości sektora. Kiedy powiewała nad głowami Czechów przez kilka minut, czekaliśmy, aż odpalą do niej pirotechnikę... Ale nie doczekaliśmy się - zwinęli płótno i tyle było prezentacji. Ultrasi Sparty, w obawie przed karami dla klubu, nie palą pirotechniki w europucharach.
Jeden z fanów Legii postanowił sprawdzić czujność przyjezdnych i w pewnym momencie ruszył po jedną z flag wywieszonych przez Czechów na dolnej kondygnacji klatki. Legionista zerwał płótno w całości, ale następnie rzuciło się na niego kilku ochroniarzy, którzy po wyrwaniu legioniście czeskiej flagi, odrzucili ją na sektor Sparty. Można mówić, że ci prezentują styl kibicowski zbliżony do polskiego pod względem dopingu, opraw itp., ale nie kibolskich zasad. W naszym kibolskim kodeksie nie mieści się bowiem... wieszanie z powrotem straconej (a nikt z fanów Sparty nie próbował jej odbijać) flagi, którą oddaje ochrona, czy policja. Jak widać u naszych południowych sąsiadów zasady są nieco inne. Niestety ochrona wyprowadziła kibica Legii tunelem przy sektorze gości, pośród okrzyków z Żylety - "Hej k...o zostaw kibica" oraz "Ochroniarze, ch... wam w twarze!".

Jeśli ktoś łudził się, że piłkarze pokażą się z lepszej strony, chcąc się choćby wypromować w europucharach... to nic takiego nie miało miejsca. Nasze grajki wyglądały jak dzieci we mgle, które przyszły na pierwszy mecz w życiu, ucząc się dopiero przyjęcia piłki, czy celnego podania. Parę stworzonych przez siebie sytuacji w I połowie zmarnowali w fatalny sposób, a następnie pod koniec pierwszej części gry Colak zaliczył stratę pod naszą bramką (przy okazji nabawił się kontuzji mięśniowej), zakończoną stratą bramki. Cieszyli się więc przyjezdni, a my znów śpiewaliśmy "Legia to my".
Choć nie było podstaw ku temu, by wierzyć, że cokolwiek zmieni się po zmianie stron, to jednak próbowaliśmy pobudzać nasze gwiazdy okrzykami "Legia walcząca do końca", czy choćby dopingiem. Chciałoby się powiedzieć "głośnym dopingiem", ale tego dnia - nie oszukujmy się - nie byliśmy w najwyższej dyspozycji. Na nic zdawała się ciągła mobilizacja ze strony Kamila. W przeszłości wiele razy bywało tak, że w mniejszej liczbie, byliśmy w stanie stworzyć o wiele lepszą atmosferę niż przy pełnych trybunach. Tego dnia takiego efektu nie było. Może było parę lepszych momentów, może parę razy udało się poderwać do wspólnych śpiewów (i tańców) kibiców z pozostałych trybun, to jednak nasza forma wokalna daleka była od naszych możliwości.

W drugiej połowie na boisku nie zmieniło się nic. I właściwie przez 45 minut nic się nie działo. Nasze grajki prezentowały się jakby pierwszy raz w życiu grały w piłkę. A jeśli to najlepsze co w życiu potrafią, strach pomyśleć, czym by się zajmowali, gdyby nie to ich udawanie gry w piłkę... Szanse na awans do kolejnego etapu rozgrywek Ligi Konferencji wyraźnie spadły - wszak przed nami w tabeli są takie tuzy jak Noah, czy Lincoln Red Imps, z którymi jeszcze przyjdzie nam rywalizować. A przed nami poniedziałkowy wyjazd do Lublina. Na stadionie Motoru już dawno wszystkie wejściówki zostały wyprzedane. Szkoda, że tamtejsi działacze przed obecnym sezonem zdecydowali się na zmniejszenie klatki...
Frekwencja: 17 743
Kibiców gości: ok. 1600
Flagi gości: ok. 30
Autor: Bodziach
