Legia Warszawa znajduje się w największym dołku od czterech lat, kiedy to w sezonie 2020/2021 uwikłała się w pewnym momencie w walkę o utrzymanie w Ekstraklasie. Już od siedmiu spotkań czekamy na zwycięstwo „Wojskowych”. W czwartek kolejna porażka stała się faktem, a beznadziejna druga połowa przyniosła jedynie salwy ironicznych oklasków z trybun. W poprawnej pierwszej połowie postacią wyróżniającą się był Wojciech Urbański, któremu postanowiliśmy przyjrzeć się bliżej.
Tego dnia legioniści postawili na bezpośrednią piłkę. Plan taktyczny zakładał, że bez futbolówki gracze Legii ustawiali się w średnim bloku, zapraszając przyjezdnych na swoją połowę. Tam następowało podwojenie krycia i próba odebrania piłki, a następnie długie zagranie prostopadłe. W podobny sposób zachował się Wojciech Urbański, który już w 4. minucie po przechwyceniu futbolówki zagrał długą piłkę na drugie skrzydło, gdzie na wolną przestrzeń wybiegał Paweł Wszołek. Podanie przeciął jeden z defensorów gości, jednak pochwalić można Urbańskiego za szybką decyzję po przejęciu piłki.
Ciężko uwierzyć, że tego dnia Wojciech Urbański nie zdobył bramki. Pierwszą sytuację miał w 9. minucie, gdy po dobrze rozegranym szybkim ataku w swoim stylu zaatakował wolną przestrzeń, wbiegł w pole karne i otrzymał półgórne podanie, które uderzył z woleja. Jego strzał przeleciał jednak nad poprzeczką i kibice „Wojskowych” musieli obejść się smakiem.
Poprzednia okazja była jednak tylko preludium tego, co wydarzyło się zaledwie cztery minuty później. Po fantastycznym dograniu Kamila Piątkowskiego Urbański wygrał pojedynek z obrońcą i wyszedł sam na sam z Peterem Vindahlem, który niestety wybronił uderzenie młodego Polaka. Od każdego zawodnika Legii wymagamy chłodnej głowy i precyzyjnego wykończenia w takich sytuacjach, jednak i tym razem można pochwalić Urbańskiego za znakomite wyjście na pozycję.
Wojciech Urbański tego wieczoru zaliczył wiele kontaktów z piłką. W 15. minucie po nieudanym przyjęciu szybko opanował futbolówkę i zagrał ją dalej, umożliwiając kontynuowanie kolejnego szybkiego ataku.
Urbańskiego wielokrotnie można było docenić za zaangażowanie w akcje ofensywne, lecz w 55. minucie z dobrej strony pokazał się także w destrukcji. Cofnął się we własne pole karne i zneutralizował szybki atak Sparty, przecinając płaskie dośrodkowanie na rzut rożny. Tego wieczoru mapa jego kontaktów z piłką obejmowała większą część boiska – wykorzystywał swoją motorykę i uaktywniał się w wielu strefach.
To kolejny mecz Legii Warszawa, o którym ciężko napisać cokolwiek więcej poza wytykaniem błędów poszczególnym zawodnikom. Druga połowa w wykonaniu Legionistów przyćmiła jakiekolwiek zalążki dobrej gry z pierwszej części meczu. Nie możemy jednak przejść obojętnie obok postawy Wojciecha Urbańskiego, który po raz kolejny zanotował obiecujący występ, a od kolejnego trenera dostaje zdecydowanie za mało szans. Legia stała się klubem, któremu nie po drodze ze stawianiem na swoich młodych graczy. Urbański jest kolejnym zawodnikiem, który ma potencjał, by stać się nietuzinkowym piłkarzem, lecz potrzebuje minut. Udowadnia też, że już teraz jest w stanie wnosić wartość dodaną do zespołu.
Jego główne atuty to szybkość – zarówno z piłką, jak i bez niej. Jest typem środkowego pomocnika świetnie atakującego przestrzeń. Dobrze sprawdza się jako najbardziej wysunięty z pomocników, dający sygnał do wysokiego pressingu. Operuje dobrym podaniem prostopadłym, a także potrafi zagrozić strzałem zza 16. metra (wystarczy przypomnieć mecz w Krakowie, gdzie od bramki dzielił go jedynie słupek). Z pewnością potrzebujemy takiego gracza w środku pola i głęboko wierzę, że zarówno Iñaki Astiz, jak i nowy szkoleniowiec będą stawiać na Wojciecha Urbańskiego w większym wymiarze czasowym.
