Na takie mecze wszyscy czekają z niecierpliwością. Zapraszamy do przeczytania rozmowy z piłkarzami zespołów Legii i Polonii, których roli w drużynach chyba nie trzeba tłumaczyć. O specyfice potyczek derbowych opowiadają Igor Gołaszewski i Łukasz Surma.
Ostatnio w derby Warszawy zawsze górą jest Legia. Jeszcze kilka lat temu bywało jednak odwrotnie. Polonia potrafiła nawet wygrać 3-0 na Łazienkowskiej.
Igor Gołaszewski: To był mecz, którego nigdy nie zapomnę. W dniach poprzedzających to spotkanie prasa pisała, że 50 lat wcześniej Polonia zapewniła sobie mistrzostwo Polski, wygrywając właśnie na Łazienkowskiej. Historia więc się powtórzyła. Chętnie wracam wspomnieniami do tamtych chwil... Wtedy byliśmy na topie, z Legią wygrywaliśmy regularnie - również w finale Pucharu Ligi. To najlepsze wspomnienia z całej mojej kariery. Sama oprawa meczów na Łazienkowskiej jest fantastyczna. Serpentyny, flagi, hałas na trybunach od pierwszych minut...
Łukasz Surma: To będą dopiero moje czwarte derby, ale również mam swoje ulubione wspomnienie. W ubiegłym sezonie strzeliłem gola w meczu, który wygraliśmy 4-1 na Łazienkowskiej. Wcześniej grałem w derby Krakowa, w barwach Wisły, oraz w wielkich derby Górnego Śląska - Ruch Chorzów kontra Górnik Zabrze. Takie mecze zawsze są wyjątkowe, mają szczególną atmosferę. A derby Warszawy są chyba nawet... bardziej wyjątkowe od innych.
Teraz Legia walczy o mistrzostwo, a Polonia broni się przed spadkiem...
I.G.: Moim zdaniem Legia ma duże szanse, aby ten cel osiągnąć. Przyznam szczerze, że obok Amiki Wronki właśnie zespół Łukasza zrobił na mnie największe wrażenie w dwóch pierwszych kolejkach rundy wiosennej.
Ł.S.: Gramy u siebie, więc choćby z tego względu będziemy faworytem. Polonia nie ma jednak nic do stracenia. Tym bardziej, że w tym meczu poprowadzi ją nowy trener...
Z czym kojarzą wam się derby stolicy?
I.G.: To fantastyczne wydarzenie dla miasta, kibiców. Dla mnie derby to przede wszystkim ogromny, dodatkowy zastrzyk adrenaliny.
Ł.S.: Chciałbym, aby Polonia utrzymała się w ekstraklasie, bo ludzie czekają na takie mecze.
Czy utożsamiacie się ze swoimi klubami, czy to tylko dla was miejsca zatrudnienia?
I.G.: Odpowiem za Łukasza. Teraz pała sympatią do Legii, ale w przyszłości na pewno będzie jeszcze grać w innych klubach. Jest przecież ciągle młodym graczem...
Ł.S.: Przy tobie na pewno...
I.G.: To prawda. Ale wracając do tego, co mówiłem wcześniej - grał już w swojej karierze w kilku klubach, więc pewnie sympatie ma podzielone.
Ł.S.: Chciałbym się utożsamiać z Legią, ale do tego potrzeba kilku lat.
"Elkę" na koszulce jednak w meczu z Wisłą pan pocałował...
Ł.S.: Na pewno nie będę tłumaczył się z czegoś, co zrobiłem pod wpływem emocji. Krew mi zaczęła buzować, wykonałem gest bez zastanowienia, spontanicznie. Od tego czasu wszyscy wypominają mi, że pocałowałem znaczek Legii.
I.G.: Muszę w tym momencie trochę obronić Łukasza. Gdy występował w Ruchu, to pewnie utożsamiał się z klubem z Chorzowa. Teraz najważniejsza jest dla niego Legia, ale przecież również nie będzie grał w niej wiecznie. Taką mamy pracę.
Ł.S.: Ruch bardzo szanuję, to prawda. Wracając do pytania - Igor jest na pewno bardziej związany emocjonalnie z Polonią, poniewaz gra tam od dziewięciu lat. Ja gram w Legii chyba za krótko, aby kibice utożsamiali mnie z tym klubrm. Ale nie ukrywam, że chciałbym, aby kiedyś tak się stało.
I.G.: Myślę, że po zakonczeniu kariery będę chciał zostać w Polonii - jako trener albo opiekun grup młodzieżowych.
Czy dopuszczacie do siebie taką możliwość, że za rok spotkamy się z Łukaszem Surmą, kapitanem Polonii i Igorem Gołaszewskim, grającym w Legii?
I.G.: W tej chwili zapewne ani ja, ani Łukasz nie potrafilibyśmy sobie tego wyobrazić. Życie płata jednak różne figle i bywa okrutne dla kibiców, którzy pewnie rozpatrywaliby taką sytuację w kategoriach zdrady. A tak naprawdę obaj jesteśmy zawodowcami i nie powinniśmy wykluczać absolutnie żadnej ewentualności. Tam będziemy grali, gdzie nas los rzuci. Teraz Legia jest na topie, ale może za dwa lata będzie inaczej i oferta Polonii wyda się kusząca.
Ł.S.: Wybacz Igor, ale mam inne plany...
I.G.:No tak, dla ciebie w tej chwili zmiana klubu to już raczej tylko na zagraniczny. Ale za pięć lat Polonia może być Realem Madryt...
Ł.S.: Mam inne plany.
A pan nigdy nie chciał występowac w Legii?
I.G.: Teraz to już temat zamknięty.
A wcześniej?
I.G.: Zawsze traktowałem piłkę nożną jako mój zawód i szedłem tam, gdzie dostawałem najepsze warunki.
Ł.S.: Ja pamiętam Igora z Polonii już w 1996 roku. Wtedy występowałem w Wiśle i nasze zespoły walczyły o awans do ekstraklasy. Wtedy doszło do zabawnej sytuacji z naszym obrońcą Bogdanem Zającem w roli głównej, który wystawił ci idealnie piłkę pod naszą bramką. Pamiętasz?
I.G. Pewnie, że pamiętam! Siedziałem na murawie i zawiązywałem buta, a tu nagle piłka spadła mi pod nogi. W pierwszej chwili nie wiedziałem co się dzieje. Spojrzałem na sędziego, ale on nie podnosił chorągiewki. Dlatego strzeliłem, ale niestety nie trafiłem w bramkę. Szkoda, bo ostatecznie zremisowaliśmy 1-1. Ale i tak w tym meczu zdobyłem gola.
Obaj uchodzicie za bardzo zadziornych, walecznych piłkarzy.
I.G.: Nigdy nie miałem talentu. Do wszystkiego w swojej karierze piłkarskiej doszedłem wytrwałością i pracą. Trudno się zresztą temu dziwić, ponieważ bardzo późno zacząłem grać w piłkę. Na pierwszy trening poszedłem w wieku 22 lat.
Ł.S.: Słyszałem, że wcześniej długo zajmowałeś się lekkoatletyką?
I.G.: Zgadza się. Ale te wszystkie lata treningów i cykle szkoleniowe w grupach młodzieżowych uciekły mi bezpowrotnie. Starałem się jak mogłem nadrobić stracony czas, ale to nie miało prawa udać się w stu procentach.
Jak oceniacie siebie nawzajem jako piłkarzy?
I.G.: Mogę nawet zdradzić coś, o czym zawsze mówiliśmy na odprawach przedmeczowych. Trenrzy zawsze kazali nam zwracać szczególną uwagę na Łukasza, jako na zawodnika, który wykonuje najwięcej pracy w środku boiska. Potrafi również sam wypracować sobie dobrą sytuację i strzelić bramkę.
Trener Mieczysław Broniszewski zapowiada, że Polonia będzie grała ofensywną piłkę.
I.G.: Powiem szczerze, przed meczem jeden punkt wezmę w ciemno. Ale jeśli nadarzy się okazja do zwycięstwa, to postaramy się ją wykorzystać. Podobnie było w meczu z Groclinem w poprzedniej rundzie - przed wyjściem na boisko liczyliśmy na remis, a później pluliśmy sobie w brodę, że nie wygraliśmy. Przy stanie 2-2 pomiędzy 85 a 90 minutą mieliśmy trzy stuprocentowe sytuacje do zdobycia gola, których nie potrafiliśmy wykorzystać.
Ł.S.: Na pewno podchodzimy do piątkowego meczu z respektem dla przeciwnika.
Wasz typ na końcowy wynik?
I.G.: Remis będzie dla nas sukcesem.
Ł.S.: Wygramy - nie mamy innego wyjścia.
Wywiad
Dla kogo władza w Warszawie?
piątek, 26 marca 2004 10:41
Łukasz Surma i Igor Gołaszewskiźródło: Przegląd Sportowy