Analiza

Punkty po meczu z Motorem Lublin

MIleta Rajović i Ivan Brkić - fot. Woytek / Legionisci.com

Znów bez wygranej; mało piłki; sami sobie strzelamy; debiut Arreiola; Panie trenerze, tak to nie - to najważniejsze punkty po poniedziałkowym meczu Legii Warszawa z Motorem Lublin, w którym padł remis 1-1.

REKLAMA

1. Znów bez wygranej

Ostatnio żartowaliśmy, że trzeba cieszyć się z małych rzeczy — jednym punktem, symbolicznym odskokiem od strefy spadkowej, czymkolwiek, co choć na chwilę nie wbija w fotel. Ale prawda jest mniej zabawna: siedzimy przed schorowaną Legią i zastanawiamy się, kiedy ostatni oddech.


Ostatnie ligowe zwycięstwo? Wrzesień, Pogoń Szczecin. Ostatnia prawdziwa iskra? Październik i Szachtar. Od tamtej pory Legia ugrzęzła w miejscu tak głęboko, że zamiast wyjścia szuka sobie wygodnej pozycji na dnie. I owszem — można mówić o spłaszczonej tabeli, o tym, że dwa zwycięstwa zmieniają wszystko. Ale żeby wygrać dwa mecze, trzeba najpierw wygrać jeden. A tej drużyny nie stać dziś nawet na zarys optymizmu, nie mówiąc o realnym przełamaniu.


 


Tymczasem w klubie? Zupełnie inny świat. Na Łazienkowskiej trwa wesołe nic, rozciągnięte do granic cierpliwości kibica. Nie ma trenera, nie ma konkretów, nie ma nawet mglistych wieści, kiedy ten trener wreszcie będzie. Można odnieść wrażenie, że Legia sama wymyśliła sobie groteskowy challenge: „udowodnijmy, że bez trenera też można spaść z ligi”. I trzeba przyznać — idzie to znakomicie.


Gdzieś po drodze ktoś zapomniał, że klub tej wielkości nie może żyć w zawieszeniu, bo zawieszenie jest pierwszym krokiem do wielkich problemów. A Legia spada nie z hukiem, tylko jak człowiek, który poślizgnął się na schodach: powoli, głupio i z każdym stopniem coraz boleśniej.


To już nie kryzys. To chroniczna niewydolność. A jeśli ktoś w klubie uważa, że jeszcze da się to pudrować jednym punktem czy remisem z kimkolwiek - to zapomniał, że w pewnym momencie żart przestaje być zabawny, a zaczyna być diagnozą.

2. Mało piłki

To był kolejny mecz Legii nudny jak ściana w urzędzie i równie inspirujący. Na boisku działo się tak niewiele, że statystyki wydają się wręcz litościwe. Motor oddał jeden celny strzał — rzut karny Karola Czubaka. Legia? Cztery uderzenia, z czego coś konkretnego wpadło tylko po golu Augustyniaka. Dwie próby Rajovicia, jedno uderzenie Arreiola z dystansu i… tyle. Jak na klub, który jeszcze niedawno miał aspiracje większe niż przetrwanie sezonu, to jest dramat, nie dane liczbowe.


Spotkanie toczyło się w środkowej strefie jak spacer z psem, który nie chce iść dalej niż pod trzeci krzak. Obie drużyny zamknęły się w swoich strefach komfortu i nie zamierzały z nich wychodzić. Nie będę oceniać Motoru, bo to felieton o Legii i jej problemach, a tych znów nie brakowało.


Podopieczni Iniakiego Astiza nie mieli ani jednej sensownej koncepcji, by przedrzeć się przez obronę rywala. Całość była statyczna, przewidywalna, jakby grana na zwolnionym tempie. Jedno tempo, jeden rytm — trucht, zatrzymanie, podanie do najbliższego. Każdy, kto próbował wejść w drybling, kończył dokładnie tak samo: stratą. I to nie dlatego, że Motor bronił jak Atletico z najlepszych czasów Simeone, ale dlatego, że legioniści nawet nie podnosili głowy, by rozejrzeć się, gdzie stoją lepiej ustawieni koledzy. A tacy byli. Niejednokrotnie.


Legia jest statyczna, pozbawiona błysku, wyobraźni, jakiejkolwiek idei na rywala, który potrafi choć trochę bronić własnego pola karnego. To wszystko wiemy, to powtarza się jak refren od wielu miesięcy. Problem w tym, że zdają się tego nie widzieć ci, którzy powinni reagować — piłkarze i ludzie w klubie.


3. Sami sobie strzelamy

Legia stała się mistrzem świata w strzelaniu sobie bramek. W tej konkurencji nikt jej nie podskoczy — to poziom, którego nie powstydziłby się najlepszy kabaret piłkarski. A to, co obrońcy razem z Tobiaszem odstawili przy rzucie karnym, nadawało się bardziej do wieczornego odcinka Benny Hill Show niż do meczu Ekstraklasy.


screenshot Motor
fot. Canal+ Sport


Przeanalizujmy to spokojnie, choć spokojnie się tego ogarnąć nie da. Najpierw Stojanović przegrywa banalny pojedynek główkowy. Później Piątkowski traci Ronaldo z pola widzenia tak skutecznie, że można by pomyśleć, iż gra w innej lidze — może w tej, w której obrońcy nie mają obowiązku kontrolowania swojego zawodnika. Ale crème de la crème dopiero nadchodzi.


Kapuadi wygląda, jakby usłyszał od Tobiasza klasyczne „moja!” i na tej podstawie zaczął… zastawiać powietrze. Nie piłkarza, nie piłkę — powietrze. W tym sektorze boiska nie było nikogo, poza jego własną paniką. A Tobiasz? Tobiasz jak to Tobiasz: o pół sekundy za późno, dwa kroki za mało. Zamiast w piłkę, trafia w rywala. Efekt? Karny tak pewny, że sędzia powinien go gwizdnąć nawet przez sen.


I teraz pytanie zasadnicze: jak można grać w obronie tak nieodpowiedzialnie, tak beztrosko, tak kompletnie bezmyślnie? Te sytuacje da się wyeliminować najprostszymi nawykami, podstawami, absolutnym elementarzem gry defensywnej. Ale Legia — jakby na przekór zdrowemu rozsądkowi — sama tworzy zagrożenia, których sama potem nie potrafi stworzyć… pod bramką przeciwnika.


4. Debiut Arreiola

W meczu z Motorem w końcu doczekaliśmy się debiutu Henrique Arreiola — chłopaka, który odkąd trafił na Łazienkowską, częściej widywał gabinet medyczny niż murawę. Ale gdy już wyszedł na boisko, wyglądało to tak, jakby ktoś zapomniał mu powiedzieć, w jakim stanie jest reszta drużyny. Portugalczyk wszedł z zupełnie inną energią, jakby grał w alternatywnej rzeczywistości, w której Legia nie ugrzęzła w marazmie.


To był naprawdę udany debiut. Arreiol okazał się najjaśniejszym punktem Legii — i to nie dlatego, że poprzeczka była ustawiona nisko. Na tle stojących, wahających się i gubiących się kolegów zachowywał się tak, jak powinien zachowywać się środkowy pomocnik w poważnym klubie: spokojnie pod presją, świadomie w rozegraniu, z wyczuciem tempa. Wiedział, kiedy przyspieszyć akcję, a kiedy ją przytrzymać, zamiast bezmyślnie oddawać piłkę.


Oddał dwa strzały, w tym jeden naprawdę groźny — Brkić musiał się sporo nagimnastykować, by sparować to uderzenie z pierwszej połowy. Co ważne, Arreiol nie zamknął się tylko w defensywnym pudełku z napisem „młody, to niech sprząta po starszych”. Grał ofensywnie, szukał rozwiązań, nie bał się odpowiedzialności.


Liczby tylko to potwierdzają: 91% celnych podań, z czego aż 41 na połowie przeciwnika. To nie jest statystyka kogoś, kto chowa się za plecami partnerów. To statystyka zawodnika, który chce kreować, a nie stemplować. Do tego 20 pojedynków, z czego 11 wygranych — i tylko 11 strat, co w realiach obecnej Legii jest wręcz abstrakcją.


Oczywiście, nie jest jeszcze gotowy fizycznie. Były momenty, w których paliwo w baku zaczynało niebezpiecznie mrugać. Ale widać jedno: nie zdążył jeszcze nasiąknąć tą wszechobecną zastałą wodą, która wypełnia dziś szatnię Legii. Nie stoi, nie czeka, nie odgrywa po dwa metry. Próbuje. Szuka. Kombinuje. To on idealnie dośrodkował z rzutu rożnego, po którym padł gol dla Legii. I to już czyni go jednym z najciekawszych piłkarzy, jakich Legia wprowadziła do gry od miesięcy.


5. Panie trenerze, tak to nie

Nie chcę udawać tu objawionego stratega ani wchodzić buciorami w kompetencje trenera Astiza. Nie mam papierów, nie mam licencji, mam tylko oczy — a te niestety widzą rzeczy, które aż proszą się o głośne wypowiedzenie. W Legii pewne sprawy rażą tak mocno, że aż trudno uwierzyć, iż sztab ich nie zauważa.


Weźmy choćby dwóch skrzydłowych: Wszołka i Krasniqiego. Zaczniemy od Pawła — piłkarza, który paradoksalnie… najlepiej wygląda na prawej obronie. Dlaczego? Bo tam w końcu ma tlen. Na tej pozycji otwiera mu się przestrzeń, bo rywale zajęci są skrzydłowym Legii, a Wszołek może rozpędzić się jak lubi i podejmować decyzje przy większym marginesie błędu. Na skrzydle natomiast miejsca jest tyle co nic. Rywal klei się do niego, dogania go myślą, zanim ten zdąży zrobić ruch. Efekt? Wszołek niknie w ataku, nie robi przewagi, a boczny obrońca nie dostaje od niego ani centymetra wsparcia.


A teraz Krasniqi - gdy grał na prawej stronie, potrafił wcinać się w pole karne, straszyć dryblingiem, szukać strzału. Lewa strona to dla niego czyściec: bezproduktywność, schematyczność, brak zagrożenia. Dlaczego więc uparcie ustawiany jest po niewłaściwej stronie? Bo trener zdaje się nie ufać ani Biczachczjanowi, ani Weisshauptowi. Tylko że to właśnie oni powinni dostać szansę po lewej stronie, a Krasniqi wrócić na prawą. To nie wymaga rewolucji — tylko prostego ruchu, który realnie może pomóc tej drużynie.


screenshot Motor
fot. Canal+ Sport


A teraz stałe fragmenty — temat legenda. Można pisać o nich epopeję, ale wystarczy jedna scena. Rzut rożny, z którego padła bramka: Mileta Rajović na krótkim słupku, najwyższy w zespole, idealnie zgrywa piłkę głową. Proste, skuteczne, powtarzalne. Tak właśnie buduje się przewagę.


I dlatego ręce opadają, gdy w ostatniej akcji meczu z Motorem… to Rajović wyrzucał piłkę z autu. Najwyższy zawodnik, który powinien być w polu karnym, stał przy linii bocznej i rzucał piłkę jak boczny defensor w B-klasie. Tymczasem jego największą wartością nie jest samo strzelanie (tu różnie bywa), ale zgrywanie piłek i robienie zamieszania. To on powinien być „wieżą” w polu karnym. Dlaczego tego nie wykorzystujemy? Dlaczego nie gramy autów na wysokości pola karnego właśnie pod niego? Skoro z rożnego wyszło, to czemu nie skopiować tego w innej formie?

To są decyzje, które aż proszą się o analizę. W drużynie funkcjonuje mało rzeczy, ale akurat te można poprawić małym wysiłkiem, od razu — i od razu mieć z tego korzyść. Tylko trzeba chcieć je zobaczyć.

Kamil Dumała


REKLAMA
REKLAMA

Komentarze (16)

+dodaj komentarz
🙂 😊 😃 😁 😂 🤣 😇 😉 😜 😎 😍 🤩 😤 🤨 😐 🤔 🧐 🥳 😟 ☹️ 😢 😭 😡 🤬 🤯 👍 👎 💪 👏 🤝 🖐 🙏 🎉 👀 🤡 💩 ☠️ ❤️ 🤍 💚 🖤 🔥 💥 🚀 🔴 ⚪️ 🟢 ⚫️ ⭐️ ⚽️ 🏀 🏉 🏐 🥇 🥈 🥉 🏅 🏆 🍺 🍻 🕯

TT - 03.12.2025 / 10:26, *.orange.pl

Bardzo dobry komentarz.

odpowiedz
Roma - 02.12.2025 / 22:36, *.lunet.eu

Podobno drużynę buduje się od tyłu. Proszę więc kolejny mecz zacząć bez Tobiasza i Kapuadiego. Mam przeczucie, że to wiele zmieni. A co do napastnika - strzał głową i dobitka nie wyszły, ale już kopnięcie w reklamę to klasa światowa. Jest szansa, że się przełamał.

odpowiedz
Oro - 03.12.2025 / 05:15, *.orange.pl

@Roma: Dokładnie, Kapuadi to jest największy dyrygent tego gówna które gra Legia... Taktyka z bezpiecznym rozgrywaniem między obrońcami po całej szerokości boiska jest grana praktycznie wszędzie dzisiaj... Tylko, że to do krwy nędzy polega na SZYBKIM rozgrywani tejże piłki i wymuszanie w ten sposób błędów przeciwnika w ustawieniu i natychmiastowym zagrywaniu do przodu jeśli jakaś luka się pojawi. Ten debil za każdym razem przyjmuje tą piłkę i trzyma ją przy nodze dobrych parę sekund, jak się ma jakaś luka w ten sposób pojawić?? Cały ten szajs się od tego zaczyna i to nie ma prawa i nie będzie działać.

odpowiedz
Szymon - 02.12.2025 / 21:55, *.play.pl

Niestety ten mecz to ciąg dalszy tego co oglądamy od kilku tygodniu, nie ma pomysłu na grę, masa błędów, tylko młody Portugalczyk jakby wyskoczył z innej bajki. Trener a przepraszam właściciel licencji pro funkcjonuje w innej rzeczywistości ot taki słup trenerski . Przed nami dwumecz z Gliwicami o uwaga ……. o utrzymanie . Nie daj Boże dwie porażki to spadek będzie bardzo realistyczny. A i jeszcze ten Baran tzn pudel który szerzy swoje dziadostwo w negocjacjach o Papszunie

odpowiedz
Sen o - 02.12.2025 / 20:48, *.play.pl

Astiz to przykład niekompetencji. Żadnej wartości dodanej co do personaliów i taktyki. Natomiast co tydzień ani słowa o ostatnich pięciu latach decyzję pionu sportowego Zielińskiego Żewłakowa I Bobica co do wyboru trenerów I grajków. PACHNIE DYWERSJA. Jak można sprowadzać taki szrot bez pomysłu na grę I grajków. Przypadkowi kopacze. I co dalej ? przyjdzie trener I będzie punktował bo liczą się punkty, a styl i radość z gry zostaną z boku.

odpowiedz
Kamil - 02.12.2025 / 20:39, *.wawtel.pl

Może specjalnie tak grają żeby zwolnić Mioduskiego ?

odpowiedz
Grajek - 03.12.2025 / 13:12, *.play.pl

@Kamil: Oby.

odpowiedz
łajdak - 02.12.2025 / 19:55, *.orange.pl

tyle lat męczarni
https://www.youtube.com/watch?v=INxhuXrBDoI

odpowiedz
L - 02.12.2025 / 18:52, *.play.pl

1. Nawet jesli Tobiasz krzyczy moja, to Kapuadi powinien to wybijac i jeszcze zwyzywac Kacpra, żeby nie robil z siebie debila krzyczac moja bedac 10 metro od pilki.

2. Trener winny? Probuje, dal w koncu Wszolka i Vinagre na skrzydla, postawil na Arreiola, w obronie w koncu graja obroncy a nie jakies Wszołki czy Vinagre, ktorzy nie umieja bronic. Efekt jest taki, ze Motor 0 zagrozenia a ty chcesz znowu ładowac Wszolka na obrone zeby tylko wybijal na pale? Stojanovic umie chocia z pilak wyjsc bo ma technike. Jesli Wszolek sie nie nadaje na skrzydlo to niech nie gra a nie bedziemy szukali mu pozycji na sile.

3. Z tym Krasniqim chyba sobie jaja robisz. Raz dobrze zagral na prawej i juz budujesz narracje, ze on tylko na prawa a na lewa nie. Przeciez on jest lewonozny. Wyszedl mu 1 mecz a tobie sie wydaje, ze tylko tam musi grac. Na lewej tez daje rade, jedyny, ktory wchodzi w pojedynki 1 na 1 i wiekszosc mu wychodzi. Nie ma znaczenia czy gra na lewej czy na prawej. Zwlaszcza, ze w tej sytuacji chyba najlepiej by bylo zeby gral na srodku.. ataku, bo z Rajovicem sie nie da a Krasniqi ze swoim peirwiastkiem szalenstwa moze cos by zdzialal. Vinagre wtedy na skrzydle, albo Weisschaupt. I nic nie ruszac juz, nie zmieniac. Obrona niech gra w takim skladzie caly czas. Trzeba sie zgrac.

odpowiedz
singspiel - 02.12.2025 / 20:47, *.4.198

@L: ad1 w punkt. tyle że Tobiasz nic nie krzyczał, a reagował wtedy, kiedy Kapuadi się nie ruszyłdo piłki.

odpowiedz
Marcin - 02.12.2025 / 17:24, *.orange.pl

Gdybym jeszcze raz miał urodzić się to bym mistrza Polski mógł doczekać się 🔴⚪️🟢⚫️

odpowiedz
Ryneczek Lidla - 02.12.2025 / 17:20, *.centertel.pl

Jak to zaśpiewać przyjdzie czas.. gdybym jeszcze raz miał urodzić się to bym mistrza Polski mógł doczekać się...

odpowiedz
Jak zwykle ciekawa analiza - 02.12.2025 / 17:13, *.centertel.pl

Zabraklo, ze liczy sie tylko mistrzostwo.

odpowiedz
SŁAWEK - 02.12.2025 / 17:06, *.kalwinek.net

MIODUSKI NOWOTWOREM LEGII

odpowiedz
Fr - 02.12.2025 / 17:06, *.play.pl

To wszystko wygląda jak jakiś kur...a sabotaż, aż ciężko uwierzyć jak można popełniać takie błędy i nie wykorzystać najprostszych atutów na tym poziomie rozgrywkowym nawet w Polsce to jest kary godne. Gdzie są wszyscy ludzie z sztabu od analiz? Astiz czegoś nie widzi (według mnie nie nadaję się na to stanowisko bynajmniej przez najbliższe parę lat) ale gdzie reszta sztabu analiz ?Boi się o stołki i siedzi cicho? Czy ego wszystkich w Legii jest tak przerośnięte jak ich wypłaty, przerośnięte jakby byli najlepsi? Może trzeba im wydrukować tabele, statystki drużyny,indywidualne i oplakatować cały ośrodek, całe miasto, żeby zeszli na ziemię? Dlaczego nie ma informacji lub decyzji o zamrożeniu wypłat?

odpowiedz
Rumcajs - 02.12.2025 / 16:56, *.246.25

Można powiedzieć, że Astiz próbuje coś zmienić, szuka nowych pozycji dla graczy, ale są to zmiany typu przeciągnij myszką dwóch graczy miejscami w taktyce w football managerze. Koncept z Krasnikim był taki, żeby on schodził do środka na strzał, bo tak grał na prawej, a z lewej powinno mu być jeszcze łatwiej. I on to robił, ale był do bólu przewidywalny i spóźniony, że każdy jego drybling sam bym pewnie wybronił, a w piłkę już wiele lat nie gram. Tymczasem, kiedy próbował sporadycznie iść na szybkości to nie było aż tak źle. Zupełnie nietrafiony piłkarz do powierzanej mu ostatnio roli. Ciekawą zmianę dał Vinagre, który został wystawiony na prawej stronie, aby podobnie jak Krasniki schodził na lewą do strzału. Nie była to pozycja z konieczności, bo Stojanović zmienił stronę, czyli takie było założenie. I tu można upatrywać jakiegoś sensu w przyszłości, bo z tej mąki będzie chleb, a sam Vinagre na pewno będzie miał na takiej pozycji więcej do zaoferowania niż na lewej obronie, gdzie nie posiada odpowiedniej mentalności, waleczności czy koncentracji, by sobie tam radzić. Bramkę zawinili wszyscy, ale największa wina jest Tobiasza. To nie jest odosobniony przypadek, ale powtarzalność - ten bramkarz nie czuje sytuacji i ma problemy z komunikacją. To się przekłada na cały zespół. Rajović z kolei gdyby włożył choć trochę energii poświęconej na kopnięcie reklamy w uderzenie głową na bramkę to musiałby trafić, bo sytuacja była banalna. Ale on nie potrafi grać głową, więc skupił się na tym, by w ogóle w piłkę trafić. On nigdy nie będzie dobrym graczem dla Legii. Oczywiście, stać go na to by strzelić kilka goli na 10 spotkań, ale to tak jak z obroną Krasnikiego, tzn. pewnie i w takich sytuacjach sam bym trafiał, a może nawet i dołożyłbym więcej.

Ciekawą rzeczą jest, że skończyło się "to jest Legia, musimy dominować na boisku", bo Legia przystąpiła do meczu w głębokiej defensywie i z dużym strachem. Tylko fakt, że ochoczo ruszała do kontrataków sprawił, że po 1-0 Motor odpuścił i się cofnął, bo tak pewnie poszliby po drugiego gola. Legia już nawet nie udaje, że jest wielką drużyną, po prostu stara się przetrwać na boisku jakkolwiek.

Druga połowa była tak nudna jakby już nikomu nie zależało. Zimno było, dograć i do domu, wszyscy zadowoleni. Takie czasy nastały.

odpowiedz
REKLAMA
Serwis Legionisci.com nie ponosi odpowiedzialności za treść powyższych komentarzy - są one niezależnymi opiniami czytelników Serwisu. Redakcja zastrzega sobie prawo usuwania komentarzy zawierających: wulgaryzmy, treści rasistowskie, treści nie związane z tematem, linki, reklamy, "trolling", obrażające innych czytelników i instytucje.
Czytelnik ponosi odpowiedzialność za treść wypowiedzi i zobowiązuje się do nie wprowadzania do systemu wypowiedzi niezgodnych z Polskim Prawem i normami obyczajowymi.
© 1999-2025 Legionisci.com - niezależny serwis informacyjny o Legii Warszawa. Herb Legii, nazwa "Legia" oraz pozostałe znaki firmowe i towarowe użyte zostały wyłącznie w celach informacyjnych.