Nikt nie spodziewał się tak słabej rundy jesiennej tuż po najbardziej spektakularnym oknie transferowym od lat. Nazwiska, które pion sportowy ściągnął do klubu, budziły nadzieję, że ten projekt ma ręce i nogi. Jednym z zakontraktowanych zawodników jest Henrique Arreiol – 20-letni środkowy pomocnik sprowadzony ze Sportingu CP. Decyzją Iñakiego Astiza młody Portugalczyk zadebiutował w meczu z Motorem Lublin, wychodząc od razu w pierwszej jedenastce. To na nim kibice Legii skupiali tego wieczoru największą uwagę, a ja postanowiłem przyjrzeć się jego występowi z bliska.
Henrique Arreiol, przychodząc do Legii Warszawa, był przedstawiany jako pomocnik grający na pozycji „6”. Z czasem zaczęły pojawiać się informacje uzupełniające jego charakterystykę – w klubie podkreślano, że to zawodnik wyjątkowo dobrze operujący piłką, któremu daleko do typowego przecinaka. Już od pierwszych minut wczorajszego spotkania było widać, że Arreiol nie ucieka od gry. Niezależnie od tego, czy Legia konstruowała atak pozycyjny, czy wychodziła z szybkim atakiem, Portugalczyk regularnie był przy piłce. Wystąpił na pozycji „8”, a wpływu na grę szukał zarówno z głębi pola, jak i atakując przestrzeń z piłką przy nodze.
Początek spotkania nie należał dla Arreiola do najłatwiejszych. W 5. minucie spóźnił się z wejściem do piłki i wpadł w nogi rywala, co zniweczyło starania Legii w ataku pozycyjnym. W 16. minucie, mając piłkę w polu karnym, zdecydował się na drybling, który zakończył się stratą. Będąc tak blisko bramki, zawodnicy powinni wybierać rozwiązania bezpośrednie – szukać strzału lub najlepiej ustawionego partnera.
Arreiol nie bał się jednak brać odpowiedzialności. W 18. minucie poprowadził piłkę przez kilkanaście metrów i uderzył mocno na bramkę, zmuszając Iwana Brkicia do interwencji. Legionistom często brakuje decyzji o strzale, a patrząc na statystyki wejść w pole karne – takich okazji wcale im nie brakuje.
Zmorą Legii w tym sezonie pozostają stałe fragmenty gry. Jedyną zdobytą do tej pory bramką po SFG było fantastyczne uderzenie Rafała Augustyniaka z rzutu wolnego w meczu z Szachtarem Donieck. Żaden rzut rożny nie przyniósł dotąd bramki. Tym bardziej cieszy dośrodkowanie Arreiola z 25. minuty – Portugalczyk idealnie wrzucił piłkę z lewego narożnika na krótki słupek na głowę Milety Rajovicia, który przedłużył ją do Augustyniaka. Dzięki temu Arreiol może dopisać sobie asystę drugiego stopnia, a Legia – przynajmniej na ten moment – znalazła wykonawcę stałych fragmentów gry.
Arreiol jest zawodnikiem niezwykle wartościowym w grze kombinacyjnej. Jego umiejętność wymiany podań na małej przestrzeni będzie bezcenna w meczach, w których Legia zmuszona będzie długo atakować pozycyjnie. W tym spotkaniu szczególnie dobrze pokazały to akcje z 29. i 35. minuty, kiedy Portugalczyk tworzył trójkąty z Arkadiuszem Recą i Ermalem Krasniqim, grając na jeden kontakt.

W 39. minucie Arreiol podwójnie zaznaczył swoją obecność w jednej akcji. Najpierw skutecznie przechwycił piłkę, a chwilę później zgrał ją głową, umożliwiając Legii wyprowadzenie szybkiego ataku. Po stracie Urbańskiego w środku boiska Portugalczyk jako pierwszy ruszył z pomocą, odbierając rywalowi futbolówkę i nadając akcji nowe tempo w fazie przejściowej.
Arreiol jest piłkarzem, któremu trudno odebrać piłkę. W 50. minucie świetnie wybrnął z trudnej sytuacji pod własnym polem karnym i wymusił faul, oddalając zagrożenie od bramki Tobiasza. Takie momenty szczególnie pokazują wartość zawodnika, któremu piłka „nie przeszkadza” – niezależnie od strefy boiska.
Portugalczyk przychodził do Legii z łatką defensywnego pomocnika. Dziś wiemy już, że najlepiej czuje się przy piłce i dysponuje szerokim wachlarzem zagrań. Nie jest jednak całkowicie nieprzydatny w grze bez piłki, co pokazał choćby w 59. minucie, odbierając futbolówkę rywalowi. Arreiol jest też świetnie przygotowany motorycznie, a jego intensywne skoki pressingowe potrafią być ogromnym problemem dla przeciwnika.
Jedną z akcji, które można byłoby pokazywać jako wzorcowe, była sytuacja z 62. minuty – Arreiol przyjął piłkę kierunkowo piętą, minął rywala, który musiał go po chwili faulować tuż przed polem karnym. Takie zagrania tworzą przewagę z niczego, dlatego posiadanie kreatywnych zawodników jest tak istotne.
Arreiol zakończył swój występ w 82. minucie, ustępując miejsca Bartoszowi Kapustce. Dawno nie oglądaliśmy debiutanta w Legii, który zaprezentowałby się tak dobrze. Po tym meczu można śmiało powiedzieć, że to właśnie młody Portugalczyk był liderem zespołu, a większość akcji przechodziła przez jego nogi. Jest to tym bardziej szokujące mając na względzie, że w seniorskim futbolu Arreiol rozegrał dotychczas zaledwie 40. minut. Jest to wskazówka dla pionu sportowego w Legii, że stawianie na młodych graczy się po prostu opłaca.
Określiłbym tego piłkarza jako pomocnika typu „box-to-box”, który dzięki technice i motoryce potrafi dać drużynie jakość pod obiema bramkami. Od dawna brakowało w Legii zawodnika o tak szerokim profilu, pozbawionego znaczących ograniczeń, czy to w szybkości, czy w grze defensywnej. Oczywiście, jeden udany występ to tylko kropla w morzu, a oczekiwania wobec Arreiola momentalnie wzrosną – zwłaszcza w kontekście sytuacji, w jakiej znalazł się klub. Tym bardziej jednak w takich chwilach, gdy nad Łazienkowską zawisły czarne chmury, dobrze jest oglądać piłkarza, który po prostu cieszy się grą. Zbliżamy się do przerwy zimowej, a najbliższy okres przygotowawczy będzie ogromnym wyzwaniem dla sztabu szkoleniowego, który również czeka rewolucja. Kluczowe wydaje się maksymalizowanie potencjału zawodników o nieprzeciętnych umiejętnościach technicznych – takich jak Arreiol, Elitim czy Urbański. Ostatnią rzeczą, na którą można narzekać, jest jakość kadry. Bolesna prawda jest taka, że od prawie pół roku Legia nie ma trenera z prawdziwego zdarzenia. Wykrzeszajmy z końcówki tej rundy tyle, ile się da, i wejdźmy w kolejną z nową energią – bo nic innego nam nie pozostało.
