Legia Warszawa przegrała 0-1 z Piastem Gliwice na zakończenie rozgrywek w 2025 roku. Dla stołecznej drużyny był to 11. mecz z rzędu bez zwycięstwa, co oznacza pobicie niechlubnego rekordu sprzed niemal 60 lat. Porażka w ostatnich minutach spowodowała także, że przerwę zimową "Wojskowi" spędzą w strefie spadkowej... Zapraszamy na oceny, jakie przyznaliśmy warszawiakom za to spotkanie.
Wahan Biczachczjan - Skrzydłowy po niezłej zmianie w Armenii otrzymał swoją szansę w pierwszej jedenastce. Dla Ormianina był to zresztą pierwszy występ w wyjściowym składzie od prawie dwóch miesięcy i październikowego spotkania z Lechem Poznań. Biczachczjan ewidentnie chciał wykorzystać swój moment i dał argumenty, by przyznać pierwszego plusa dla ofensywnego zawodnika Legii w grudniu. Przez cały swój występ był aktywny, pokazywał się do gry zarówno na boku boiska, jak i dawał realną opcję do rozegrania licznymi zejściami do środka pola. Przyspieszał ataki warszawskiego zespołu indywidualnymi rajdami, nie bał się wchodzić w pojedynki i szukał dryblingów. Nawet gdy tracił piłkę, ambitnie reagował, wracał do defensywy i starał się szybko wrócić do posiadania, dzięki czemu wykazał się 7 skutecznymi odbiorami. W 30. minucie był bliski zdobycia pięknego gola, gdy z okolic 25. metra uderzył mocno z woleja, piłka po jego strzale szła tuż pod poprzeczkę, ale świetną interwencją popisał się Frantisek Plach. Szybkimi reakcjami i prostopadłymi podaniami starał się wyprowadzać także swoich partnerów do dogodnych okazji i udało mu się to w 57. minucie, gdy wypuścił Miletę Rajovicia na sytuację sam na sam. Poza ofensywnymi aspektami można pochwalić go również za sferę mentalną - Biczachczjan wielokrotnie motywował kolegów z drużyny po nieudanych akcjach, starał się ich podtrzymywać na duchu, a szczególny wyraz temu dał, gdy jako jedyny legionista pocieszał duńskiego napastnika, gdy ten zmarnował wcześniej wspomnianą sytuację. To, że został zdjęty z boiska już w 67. minucie, było wręcz kuriozalną decyzją.
Ermal Krasniqi - Kosowianin znów został przestawiony na lewą flankę i ponownie był połowicznie skuteczny. Nie można odmówić mu jednak aktywności i chęci do gry. Pokazywał się na lewej stronie, podobnie jak Wahan Biczachczjan nie bał się rywalizować z przeciwnikami i próbować pokonywać ich dryblingiem. Łącznie wszystkie z jego 3 prób były udane, wygrał także 7 z 9 pojedynków z rywalami. Nieco gorzej wyglądała kwestia wyprowadzenia piłki w jego wykonaniu. Spora liczba jego podań i prób przyspieszeń ataku kończyła się stratą i zagraniem pod nogi rywala. Mimo to udało mu się wykreować partnerom dwie bardzo dobre okazje. W 32. minucie dobrze obrócił się z futbolówką w środku pola i przy drugim kontakcie dograł prostopadle za linię obrony do wybiegającego Milety Rajovicia, który znalazł się dzięki temu podaniu w sytuacji sam na sam. W 55. minucie po udanym dryblingu na lewym skrzydle zauważył niepilnowanego w polu karnym Wojciecha Urbańskiego, który mógł uderzyć z pierwszej piłki, ale ostatecznie pogubił się i oddał strzał zbyt późno. Gdyby któraś z tych sytuacji zainicjowanych przez Krasniqiego została wykorzystana, mecz mógłby się potoczyć zupełnie inaczej. Zszedł z boiska w 84. minucie.
Kamil Piątkowski - Defensor całkiem nieźle funkcjonował pod względem obrony. W defensywie dobrze się ustawiał, reagował przy atakach gości i przede wszystkim wyzbył się większych błędów. Dzięki uważności, czujności, dobrym reakcjom i agresywności przerywał próby graczy Piasta i zażegnywał zagrożeniu. Wygrał większość pojedynków z przeciwnikami, zanotował 3 udane wślizgi i dwa razy więcej pozytywnych odbiorów oraz przechwytów. Szybko udawało mu się wychodzić z chaotycznych momentów, choć niestety nie w kwestii rozegrania. Pod tym kątem jego występ był słaby. Piątkowski często reagował zbyt szybko, podejmował pochopne decyzje i zamiast spokojnego rozegrania, decydował się na niepotrzebne wybicia, które kończyły się stratami posiadania. Generalnie, zagrał nieco lepiej niż w kilku poprzednich występach i robił sporo, by zachować czyste konto.
Mileta Rajović - Coraz ciężej patrzy się na ten wóz z węglem ustawiony w ofensywie Legii. Rajović, jak w większości poprzednich spotkań, nie pracował dla drużyny, nie potrafił zapewnić jej żadnych korzyści. Nie wykorzystywał swoich atutów fizycznych i wzrostowych, nie potrafił wygrywać pojedynków z przeciwnikami, a jak już, to zgrywał futbolówkę niedokładnie i bezsensownie. Pod kątem aktywnej gry po raz kolejny był martwym punktem zespołu. Mógł to jednak zmienić i miał na to dwie wyśmienite okazje. Jedno trzeba napastnikowi oddać - w obu z nich jeden element wychodził mu bardzo dobrze - moment pokazania się i wyjścia do prostopadłego podania za linię obrony. To, co działo się jednak dalej, pozostawia wiele znaków zapytania. Zarówno w 32., jak i 57. minucie, gdy już doszedł do piłki, nie potrafił się z nią skutecznie zabrać i uciec obrońcy. Ospale biegł w kierunku bramki, co powodowało, że obrońcy go doganiali i nie mógł swobodnie podejść bliżej bramki. Wykończenie skutecznie przynajmniej jednej z tych sytuacji praktycznie sam na sam z bramkarzem nie powinno dla niego stanowić żadnego problemu. Lepiej, jeśli tak to można nazwać, zachował się w sytuacji z pierwszej połowy, choć jego strzał trafił prosto w bramkarza. Wykończenie z drugiej części gry chciałoby się przemilczeć, ale po prostu nie można. Choć podbicie piłki w ostatnim momencie utrudniło mu oddanie strzału, nic nie usprawiedliwienia Rajovicia w tym, że w takiej okazji praktycznie przeniósł futbolówkę ponad stadion. Po tej akcji kibice zresztą dali upust swoim emocjom, a takich gwizdów na własnego zawodnika przy Łazienkowskiej chyba nie było dawno - zdekoncentrowały one zresztą wszystkich zawodników będących na boisku, gra się chwilowo zatrzymała, a wszyscy patrzyli na wściekłego Duńczyka. Po ludzku jest go naprawdę szkoda, ale piłkarsko nie pokazał nic, by odmienić swoją sytuację. Został zmieniony w 74. minucie.
Kacper Tobiasz - Golkiper Legii dobrze zaczął ten mecz. Już w 2. minucie wykazał się skuteczną interwencją po mocnym strzale ze skraju pola karnego i to dość ryzykownie, ale pewnie łapiąc piłkę. Przy tej sytuacji zrobił coś, czego nie potrafił nieco ponad 80 minut później przy rzucie wolnym wykonywanym przez Michała Chrapka. W zachowaniu bramkarza przy tym stałym fragmencie gry nie zgadzało się nic - od ustawienia, po podjęcie decyzji o braku robinsonady. Tobiasz stał zbyt daleko od drugiego słupka i przy idealnym strzale, na pewno nie byłby w stanie zdążyć do uderzonej piłki. Uderzenie pomocnika Piasta było jednak dalekie od idealnego, a golkiper Legii i tak do niego nie zdążył. Czemu Tobiasz nie rzucił się do tej piłki, mimo że gdyby to zrobił, miałby szansę na spokojną interwencję? Decyzja była nie tyle błędna, co kuriozalna, bo choćby piłka szła nad bramką, lepiej byłoby rzucić się i mieć pewność, że zrobiłeś wszystko, by ustrzec zespół przed stratą bramki. Tobiasz nie zrobił jednak nic, tracąc szansę na czyste konto i choćby remis. Do jego słabego występu trzeba dodać jeszcze fatalną jakość dalekich wybić, które w większości były kierowane daleko od któregokolwiek z jego partnerów z zespołu i kończyły się niepotrzebnymi stratami.
Marco Burch - Dla Szwajcara był to pierwszy mecz od ponad dwóch miesięcy i rozgrywanego 2 października meczu z Samsunsporem. Burch po raz pierwszy dostał szansę na swojej nominalnej pozycji, czyli środku obrony. W jego poczynaniach widać było jednak brak ogrania i rytmu meczowego w ostatnim okresie. Gracze Piasta starali się to wykorzystać, kreując wiele okazji przez strefę pilnowaną przez szwajcarskiego defensora. Przy sporej liczbie z nich Burchowi brakowało pewności, reagował i próbował interweniować chaotycznie, często mijał się z piłką, przez co dopuszczał gości bliżej bramki. Wszedł z przeciwnikami w aż 14 pojedynków, wygrywając tylko połowę z nich i wielokrotnie przekraczając przepisy, notując łącznie 4 faule. Jeden z nich - nieodpowiedzialne, spóźnione wejście w nogi przeciwnika ok. 25 metrów od własnej bramki - zakończył się rzutem wolnym, wykorzystanym przez Piasta do zdobycia zwycięskiego gola. Na plus można zapisać mu zachowanie z 35. minuty, gdy miał do krycia dwóch zawodników, zachował spokój i wyblokował strzał gracza gości, parując go na poprzeczkę, a także liczne skuteczne reakcje przy wysokich dograniach na pole karne.
Paweł Wszołek - Spadek formy bocznego obrońcy jest wręcz spektakularny. O ile na początku meczu jeszcze można było zapisać mu aktywność, podłączanie się wysoko do ataków, tak z każdą kolejną minutą jego wkład w grę był coraz mniejszy. Coraz rzadziej podłączał się do ofensywy, nie pokazywał się do podań i nie brał czynnego udziału w rozprowadzaniu i kreowaniu akcji. Był po prostu bezproduktywnym elementem zespołu, który dodatkowo miał wyraźne problemy w defensywie i to już od samego startu meczu. Szczególnie nie radził sobie z przyspieszeniem i próbami dryblingu Leandro Sanki, skrzydłowy mijał go z łatwością, uciekał mu i w prosty sposób wykorzystywał przestrzeń za jego plecami. Postawa Wszołka w obronie była zbyt pasywna, a nieumiejętne czytanie gry sprawiało, że rywale chętnie atakowali właśnie jego stroną. Zawodnik, który na początku sezonu dawał drużynie dynamikę i przewagę na boku, po raz kolejny był wyraźnie cofnięty mentalnie i fizycznie.
Patryk Kun - Gdy patrzy się na poczynania innych konkurentów Kuna na pozycję lewego obrońcy, można mieć wrażenie, że były defensor Rakowa Częstochowa wcale nie jest słabszym wyborem. Pozostaje ono do momentu, aż boczny defensor rzeczywiście wybiegnie na murawę i zacznie pokazywać swoje umiejętności. Zarówno w ofensywie, jak i defensywie był kompletnie pogubiony. W nielicznych podłączeniach do ataku piłka plątała mu się pod nogami, nie potrafił jej opanować, wyprowadzić do przodu i tracił ją w prosty sposób, co tylko wprowadzało coraz więcej chaosu do poczynań stołecznego zespołu. Próby powstrzymania rywali na jego flance również były jednym wielkim zamętem. Kun nie potrafił się skutecznie ustawić, gubił się w pojedynkach z przeciwnikami, momentami wręcz wchodził na karuzelę, po której nie był w stanie się odkręcić. Lewy obrońca wielokrotnie źle oceniał odległość i moment doskoku, a we wspomnianych starciach z rywalami był po prostu bezradny. Kun po raz kolejny utwierdził nas, że nie nadaje się na ten poziom, szczególnie w drużynie pogrążonej w ogromnym kryzysie.
Rafał Augustyniak - Występ defensywnego pomocnika był pełen chaosu i braku odpowiedzialności w ważnej strefie boiska. Od pierwszych minut było widać, że ma ogromne problemy z odnalezieniem się na murawie. Często był spóźniony w doskoku, źle ustawiony względem piłki i rywala, a jego reakcje na zmiany tempa gry pozostawiały wiele do życzenia. Miał problemy z czytaniem zamiarów przeciwnika, często gubił krycie wbiegających z drugiej linii zawodników i nie potrafił odpowiednio zabezpieczyć przestrzeni tuż przed linią obrony. W próbach interwencji wielokrotnie był spóźniony, ospały, a jego ruchy z łatwością pozwalały rywalom na pokonywanie go. Brak mobilności był niezwykle widoczny także w elemencie rozegrania. Był zbyt wolny, bo presją brakowało mu spokoju i precyzji, co kończyło się bardzo dużą liczbą strat. Zamiast porządkować grę, wprowadzał do niej znacznie więcej zamętu i zagrożenia.
Henrique Arreiol - Choć Portugalczyk oczarował wszystkich w swoim pierwszym występie w barwach stołecznej drużyny, to jego błysk jest coraz mniej widoczny. Zdecydowanie za rzadko był pod grą, znacznie mniej podłączał się do rozegrania i nie próbował wziąć na siebie ciężaru. Gdy już był przy piłce, nie pokazywał żadnego błysku - grał bardzo asekuracyjnie, jakby na alibi, najczęściej do tyłu. Mimo to i tak zanotował aż 16 strat posiadania piłki, co jak na zawodnika posiadającego wysokie umiejętności techniczne, jest bardzo słabą statystyką. Choć kilka razy udało mu się przenieść ciężar gry do przodu i przyspieszyć akcję zespołu, to było to zdecydowanie za rzadko. Zdecydowanie brakowało jego kreatywności, odwagi i elementów nieprzewidywalności, a całościowo jego występ był dość anonimowy. Opuścił murawę w 84. minucie.
Wojciech Urbański - Drugiego ze środkowych pomocników Legii było w grze jeszcze mniej niż Henrique Arreiola. Młody Polak całkowicie unikał włączania się w rozegranie. Był po prostu biernym uczestnikiem meczu, okazjonalnie pokazującym się do podań i pracującym dla zespołu. W 55. minucie dobrze wyszedł na wolną pozycję w polu karnym, ale nie był zdecydowany, co chce zrobić. Zamiast strzelać z pierwszej piłki albo chwilę po przyjęciu, Urbański zdecydował się na niepotrzebny drybling i ostateczna próba uderzenia była już za późna, zablokowana przez obrońcę. Przez cały mecz był zresztą fatalny w pojedynkach z rywalami - wygrał zaledwie 2 z wszystkich 9 starć, a większość jego nielicznych prób kończyła się stratami. Młody pomocnik po raz kolejny zawiódł, a jego forma także ma widoczną tendencję spadkową. Został zmieniony w 74. minucie.
Zmiennicy
Antonio Čolak - Napastnik wszedł na murawę w 74. minucie. Od początku chciał dać zespołowi impuls. Pracował wysokim pressingiem, starał się naciskać na rywali, próbował utrudnić im rozegranie piłki i jak najwyżej ją odebrać, co udało mu się trzykrotnie. Potrafił utrzymać się przy futbolówce, był z nią skuteczny, dzięki czemu wygrał wszystkie z 3 pojedynków i tyle samo razy rywale musieli powstrzymywać go nieprzepisowo. Dał niezłą zmianę, która jednak nie pomogła w osiągnięciu dobrego wyniku.
Petar Stojanović, Damian Szymański - Pojawili się na boisku w 84. minucie. Grali zbyt krótko, by ocenić ich występ.
Kacper Urbański - Pojawił się na murawie w 67. minucie. Jego brak zaangażowania jest naprawdę zatrważający. Przez ponad 20 minut występu zanotował zaledwie 12 kontaktów z piłką. Zamiast wnieść z ławki energię, ruch i świeżość, był po prostu niewidoczny i jakby całkowicie obojętny. Urbański nie szukał gry, nie oferował się do podań, nie poruszał się aktywnie po boisku, zmieniając pozycje. W pewnych momentach można było odnieść wrażenie, jakby w ogóle nie było go na boisku, bo bez piłki także nie pracował dla zespołu. Zachowanie i forma pomocnika po powrocie po kontuzji jest niezwykle martwiąca i zawodzi na całej linii.
Bartosz Kapustka - Dostał swoją szansę w 74. minucie. Od pierwszych minut występu nie potrafił skutecznie wejść w rytm meczu i wyglądał na kompletnie zagubionego. Był niepewny, niezorganizowany i niechętny do gry. Miał wyraźne problemy w pojedynkach z rywalami. Przegrał wszystkie z 3 podjętych prób, w których był spóźniony, reagował zbyt wolno, źle oceniał sytuacje i przekraczał przepisy. Jego wkład w rozegranie w końcówce meczu był znikomy, nie wniósł niczego do poczynań zespołu. Po takich zmianach nie dziwi, że Kapustka w czterech ostatnich meczach z rzędu stracił miejsce w wyjściowym składzie.
