Juanjo Bezares (trener Lincolna): To rozczarowująca porażka. Wiedzieliśmy, że przy siedmiu punktach bardzo trudno będzie awansować, ostatecznie odpadliśmy przez bilans bramek. Wiedzieliśmy, jaki mecz nas czeka i nie ma wątpliwości, że dla tego zespołu, tak konkurencyjnego, to bardzo bolesny cios, bo w pewnym momencie mieliśmy wszystko w swoich rękach. Byłem wobec nich bardzo wymagający, bardzo wymagający od czerwca, ale dziś muszę trochę odpuścić i pokazać im, że jestem z nich bardzo dumny.
Ten zespół sprawił, że mogliśmy marzyć o awansie. Nawet przegrywając dziś 0-4, drużyna wciąż pokazuje duszę, nie poddaje się. Mogę mieć tylko słowa dumy, miłości i uznania dla tych zawodników, którzy jako trenerowi pozwolili mi przeżywać bardzo piękne emocje, takie, jakich nie czułem od czasów, gdy przestałem być zawodowym piłkarzem. Jak już mówiłem, jesteśmy rozczarowani. Jesteśmy mistrzami Gibraltaru i mimo to czujemy rozczarowanie. Jednak całemu zespołowi daję ocenę 10 na 10, nie 11.
Legia Warszawa to bardzo dobry zespół. Jestem dumny z tego, że mogliśmy z nimi rywalizować. Przez cały tydzień mówiliśmy, że przyjeżdżamy tu po punkty. To wszystko jest bardzo piękne, ale nie ma wątpliwości, że to silny zespół, który doprowadza cię do granic możliwości. Do przerwy przegrywaliśmy 0-1 i jakoś przetrwaliśmy pierwszą połowę. W drugiej próbowaliśmy zmienić kilka rzeczy, ale nie wyszło to tak, jak chcieliśmy. Później przychodzi moment, w którym bardziej patrzysz na inne wyniki niż na to, co dzieje się na boisku.
Szkoda, że, jak już mówiłem, zakończyliśmy zmagania z siedmioma punktami. Nie możemy być zadowoleni z samych siedmiu punktów. To doświadczenie jest bardzo ważne przede wszystkim dla tych, którzy przyjdą po nas. Mnie tu nie będzie, wielu zawodników też nie będzie, ale klub musi zobaczyć, że wszystko jest możliwe. Ci, którzy przyjdą, zawodnicy i trenerzy, muszą mieć świadomość, że byli tu już piłkarze, którzy byli bardzo blisko awansu, i że to dziedzictwo trzeba kontynuować. Ci zawodnicy zawiesili poprzeczkę bardzo wysoko.
Kiedy jesteś bardzo ambitny i rywalizujesz co kilka dni, nie myślisz o tym w ten sposób. Z czasem jednak jestem przekonany, że wszyscy będą bardzo dumni z tego, co osiągnęli ci piłkarze. Wszyscy znamy ograniczenia naszej kadry i klubu – nie ma żadnych wymówek.
Od momentu, gdy trafiliśmy do Ligi Konferencji, mówiłem, że jesteśmy tu dzięki własnym zasługom i że będziemy rywalizować do końca. Popełniłem jeden błąd – powiedziałem, że zdobędziemy siedem punktów jeszcze przed startem rozgrywek. Pomyliłem się. Powinienem był powiedzieć, że naszym celem jest dziesięć punktów, bo ci zawodnicy by to osiągnęli.
Porównanie Lecha i Legii
Zarówno Lech, jak i Legia to wielkie drużyny, naprawdę znakomite zespoły. Oba doprowadziły nas do granic możliwości. Nie ma wątpliwości, że w Gibraltarze jesteśmy zespołem bardzo groźnym i bardzo konkurencyjnym. Faktem jest jednak, że poza Gibraltarem nasz poziom spada. To doświadczenie pomoże nam się rozwijać, lepiej reagować i wiedzieć, jak rozwiązywać te problemy, kiedy gramy na wyjazdach. Nie chcę jednak wskazywać, kto był lepszy – Lech czy Legia. Oba zespoły mają świetnych zawodników. Główna różnica polega na tym, że oni grają w w pełni profesjonalnych ligach, co sprawia, że z meczu na mecz są coraz lepsi. My natomiast rywalizujemy w lidze półprofesjonalnej i zawodnicy dostosowują się do poziomu rozgrywek, w których grają co tydzień – to również wpływa na rozwój.
Sytuacja na trybunach
Nie byliśmy zaskoczeni, bo my zazwyczaj gramy przy 50 czy 100 osobach, więc to nie było dla nas zaskoczenie. Ale nie ma wątpliwości, że ci z nas, którzy kochają piłkę nożną, wiedzą, że kibice Legii to bardzo wielka publiczność, o wyjątkowej charyzmie. Chcielibyśmy, skoro już tu przyjechaliśmy, zagrać przy pełnych trybunach, z tymi oprawami, z tymi tifos, które są bardzo piękne, bo w końcu kochamy futbol i chcemy przeżywać taką atmosferę. Ale wiemy też, jaka jest sytuacja klubu, była forma protestu – i to są sprawy zewnętrzne, które nas nie dotyczyły. My przyjechaliśmy tu z planem i z marzeniem, którym było zdobycie punktu. Jak mówiłem wczoraj, ten punkt był kluczowy, bo dawał nam awans, a to, co działo się poza boiskiem, nie miało na nas większego wpływu.
