Za nami ostatni mecz Legii w roku 2025. Odbył się on w zupełnie innej atmosferze, niż byśmy chcieli. Kibice po raz kolejny postanowili zamanifestować swoje wkurzenie na to, jak w ostatnich latach zarządzany jest nasz klub. Przepalane miliony, zadłużanie klubu, iście amatorskie zarządzanie, a na dodatek to wszystko w żaden sposób nie idzie w parze z wynikami sportowymi.
Zespół, który miał walczyć o mistrzostwo Polski dziś jest w strefie spadkowej, odpadł z Pucharu Polski, przegrał rywalizację o awans do fazy pucharowej Ligi Konferencji z armeńską drużyną, a od blisko dwóch miesięcy nie ma trenera. A jeszcze przed startem rozgrywek próbowano wciskać nam kit ("Znamy przepis na mistrzostwo Polski"), wydawano (okazało się, że przepalano) duże sumy na (rzekome) wzmocnienia, zatrudniono w ostatniej chwili śpiącego trenera, który systemem szkolenia pozostał w latach 90. Miarka przebrała się po meczu w Erywaniu, w którym nasze gwiazdy przeszły obok meczu - nie było widać ani trochę woli walki, zaangażowania, o umiejętnościach piłkarskich nie wspominając. Po nim odwołano planowane pierwotnie na mecz z Piastem urodziny NS-ów. Podczas zaległego spotkania z gliwiczanami (pierwotnie ten mecz miał być rozegrany w wakacje) cały stadion "jechał" równo z właścicielem klubu.

Na mecz z gibraltarskim Lincolnem Red Imps wybrali się już tylko koneserzy. Chociaż ceny biletów jakiś czas temu obniżono, to pod względem dostosowania cen do jakości gry działacze nie mają wstydu. Ostatecznie w czwartek o 21:00 na trybunach pojawiło się 9429 kibiców, z których spora część opuściła stadion w trakcie pierwszej połowy. Już wcześniej grupy kibicowskie zapowiedziały brak flag i dopingu na tym spotkaniu. Większość kibiców przyszła na stadion w czarnych koszulkach "#Mioduski Won!", które wyciągnięto z szaf po trzech latach. Niestety na stadionie nie pojawili się kibice z Gibraltaru - sektor gości tego dnia pozostał pusty.
Odśpiewaliśmy "Sen o Warszawie" oraz "Mistrzem Polski jest Legia", ale później przeszliśmy do repertuaru znanego z niedzielnego meczu z Piastem. "Sprzedaj klub i spier...!" - skandowała Żyleta, a wraz z nią kibice z pozostałych trybun. "Gdzie są puchary, Mioduski, gdzie są puchary?" - pytali kibice na pożegnalnym spotkaniu z Europą. Kiedy w pierwszych minutach jeden z nowopozyskanych graczy spudłował w dobrej sytuacji, kibice zareagowali niemal natychmiast - "Mioduski, to twoja wina!".
Kibice wierzą, że przyjście do klubu Marka Papszuna sprawi, że Legia wróci na właściwe tory. "Hej Marek sprzątnij ten burdel!" - skandowali kibice. Później miał kilkukrotny dialog pomiędzy trybunami: "Mioduski! Co? Wyp...j!". Z trybun niosły się zarówno hasła znane już z meczu z Piastem, jak i kilka "nowości": "Co ty zrobiłeś? Ty naszą Legię zniszczyłeś!", "Zobaczcie sami, co zrobił frajer z lokami!", "Przez tego drania, był wpier... od Erywania", "Na wiosnę ma cię tu nie być" oraz "Mioduski, nikt cię tu nie chce!".

Po piętnastu minutach zaczęliśmy opuszczać stadion. Żyleta opustoszała w całości. Pozostał na niej jedynie transparent "Mioduski spłać długi, których tu narobiłeś i wypier...j". Ze stadionu wyszła także część kibiców z innych trybun. A piłkarze bez presji kibiców niespodziewanie poradzili sobie z europejskimi potentatami - mistrzami Gibraltaru, eliminując wielki Lincoln Red Imps z kolejnego etapu rozgrywek. A mogli przecież zapisać się w piłkarskiej historii Gibraltaru, tak jak zapisali się przed tygodniem w historii armeńskiej piłki...
Przed nami przerwa zimowa, a kolejne spotkanie dopiero 1 lutego z Koroną. Miejmy nadzieję, że Marek Papszun posprząta ten burdel... Pamiętajmy jednak, że w zimowy sen zapadają niedźwiedzie, nie kibole. Zachęcamy zatem do wspierania legijnych sekcji - swoje mecze i w grudniu, i w styczniu grać będą nasi koszykarze i futsaliści - warto wpadać i zdzierać gardło ku chwale Legii Warszawa.
Frekwencja: 9429
Kibiców gości: 0
Autor: Bodziach
