- Na wstępie chciałbym podziękować Legii Warszawa, przede wszystkim właścicielowi, zarządowi i pionowi sportowemu za cierpliwość. Ta sytuacja była niestandardowa i wymagała wielu działań oraz pokonania trudności. Tym bardziej cieszę się, że mogę tu być. Nie jest tajemnicą, że Legia widziała mnie jako trenera wcześniej — do tego nie doszło. Dziś nadszedł moment, gdy determinacja z obu stron była olbrzymia. Dużym czynnikiem są moje związki z miastem, ale przede wszystkim z kibicami. To mnie motywowało, żeby tu przyjść. Legia ma rzesze kibiców, najlepszych w Polsce. To najbardziej utytułowany klub. To wyzwanie i docenienie pracy - powiedział na pierwszej konferencji prasowej nowy trener Legii Warszawa, Marek Papszun.
- Trudno mi wyrazić uczucia, bo „szczęśliwy” to za mało. Jestem wzruszony, że zostałem trenerem Legii, bo z klubem i miastem wiąże mnie bardzo dużo. Tu się urodziłem, żyłem i tu wracam po wielu latach — to coś wielkiego. Zdaję sobie sprawę z odpowiedzialności i miejsca, w którym jesteśmy. Musimy zakasać rękawy i wziąć się do roboty, bo klub i kibice zasługują na dużo więcej niż to, co ostatnio widzieliśmy. Pierwszy cel to odbudowanie zaufania kibiców, a dalej — krok po kroku — wejście na należyty poziom. Przepis na sukces to praca, praca, praca. Zaczynamy już dziś. Trzeba pracować dużo, ale i mądrze. Wierzę, że jako cała organizacja będziemy wydajni i efektywni. To jest codzienność — nie ma jednej recepty na sukces, trzeba wykonać każdą rzecz na odpowiednim poziomie. Wierzę w systemową, codzienną pracę. To doprowadziło mnie do miejsca, w którym jestem.
- Chciałbym zakończyć temat Rakowa. Doszliśmy do porozumienia — nie było to proste, wydarzyły się pewne rzeczy, które nie powinny. Na tym stawiam kropkę. Bardzo cenię sobie czas spędzony w Rakowie. Zawarliśmy porozumienie, że nie będziemy tego komentować.
- Jestem otwarty na współpracę w Legii nie tylko z dyrektorami sportowymi, ale ze wszystkimi pracownikami klubu. Moje sukcesy opierają się na współpracy, a nie indywidualnej pracy.
- Nikt nie wie, co byłoby, gdyby było. Wyniki Legii były słabe, Rakowa dobre — nie wiadomo, co by było, gdybym przyszedł wcześniej. Dla każdego trenera lepiej przyjść wcześniej — nie chodzi o wyniki, ale o to, że poznałbym drużynę i organizację i byłbym o krok do przodu. To była ciężka runda od początku, ze względu na to, jak budowana była kadra Rakowa. To, co działo się potem, było konsekwencją wcześniejszych zdarzeń. To dla mnie olbrzymie doświadczenie, które wykorzystam w przyszłości w swoim rozwoju. Cieszę się, że zostawiłem Raków w tym miejscu, w którym go zostawiłem — ze względu na Raków i polską piłkę oraz jej rozwój.
- Za wcześnie mówić o transferach. Muszę zdiagnozować obecny stan. Dział skautingu pracuje. Muszę zobaczyć, jak funkcjonuje drużyna. W takich sytuacjach jak dziś praktycznie wszyscy zawodnicy grają poniżej poziomu — to oczywiste. Wiele klubów ma ten sam problem. Nie skreślam żadnego gracza. Będą dochodziły kwestie transferów, chęci odejścia, kończących się kontraktów. Kadra była budowana pod trzy fronty, a teraz będziemy grać na jednym. Nie myślę, żeby ingerować w kwestie organizacyjne klubu. Będę odpowiadał za przygotowanie sportowe zespołu. Jeśli zostanę poproszony przez władze klubu, mogę się podzielić doświadczeniem, ale mój kontrakt jest skonstruowany tak, że nie odpowiadam za inne obszary niż cele sportowe.
- Nie mogę nic powiedzieć o sztabie. Jesteśmy na etapie dogrywania tego tematu. Te rozmowy się toczą. Niektórzy członkowie sztabu Rakowa są brani pod uwagę w kontekście przyjścia do Legii, ale to nadal trwa. Zastanawiam się nad konstrukcją organizacji gry, ale muszę zobaczyć drużynę i dowiedzieć się, na kogo mogę liczyć. Dopiero wtedy zdecyduję o systemie. Nie mogę wejść ze swoim know-how, nie patrząc na to, czy profile piłkarzy są dopasowane, bo byłoby to nierozsądne. Liczy się to, jak zawodnicy funkcjonują na boisku — to jest ważniejsze od struktury. Kluczowe jest, kogo będziemy mieli do dyspozycji. Nie należy, budując, odwracać wszystkiego do góry nogami.
- Moje baterie są na maksa naładowane i jest we mnie duży entuzjazm. Jak baterie się wyczerpią, zakończę pracę jako trener.
- Co zrobić, żeby w piłkarzach wzbudzić entuzjazm i pewność siebie? To szereg codziennych działań. Oni muszą wierzyć w to, co robimy — wtedy pewność siebie wróci. Muszą wiedzieć, że to ich kariery i grają też dla siebie. Każdy ma ambicje i swoje cele.
