Po ostatnich meczach Legii można słyszeć głosy, że "to jeszcze nie ten Andrzej Pluta", że "widać, że jest bez formy". Przypomnijmy, że w połowie listopada czołowy zawodnik naszej drużyny wypadł z gry na trzy tygodnie z powodu kontuzji. Dodatkowo, uraz wyeliminował zawodnika z meczów reprezentacji. Sam zainteresowany przyznał, że nie jest jeszcze w pełni gotowy.
- Powoli wracam do gry na 100 procent. Zobaczymy, ile mi zajmie to czasu, ale staramy się w klubie, żeby w pełni wrócić do formy. Wiadomo, że po kontuzji potrzeba trochę czasu, bo to jest sport. Jednak klub dba o mnie i nie pcha mnie do jak najszybszej gry, ale patrzy na moje zdrowie. - przyznał Andrzej Pluta po meczu z MKS Dąbrowa Górnicza.
Nie da się ukryć, że przed kontuzją Pluta był siłą napędową zespołu. Do połowy listopada notował w lidze 12,7 pkt. przy skuteczności z gry 51,7%. Odkąd wrócił na parkiety jego statystyki zjechały drastycznie aż do 5,6 pkt. przy celności... 21,4% (!). O ile w grze pod tablicami mamy constans po 1,8 zbiórki, o tyle zmieniła się sytuacja w kreowaniu akcji kolegom. Oczywiście drużyna ma swoje problemy, bo z rotacji wypadł m.in. Michał Kolenda a Ojars Silins dopiero wraca do dyspozycji, a zespół prezentuje się "w kratkę". Niemniej liczba asyst reprezentanta Polski spadła z śr. 6,6 as. o dwie. Dodatkowo, do połowy zaliczył 1,7 straty w lidze, żeby w okresie od grudnia do początku stycznie zaliczać 2,8 straty. Plusem jest postawa w defensywie, gdzie podopieczny Heiko Rannuli lepiej przewiduje ruchy rywali (śr. 1,4 przechwytu wobec 1,0 przed kontuzją).
Zarówno sam zainteresowany, jak i sztab szkoleniowy mają świadomość sytuacji. Jak podkreśla sam zawodnik, istotny jest czas, a Legia... będzie go miała w najbliższym czasie. Do przerwy na turniej Pucharu Polski (druga połowa lutego), legioniści zagrają sześć spotkań w lidze. I choć warszawski zespół czeka aż 5 wyjazdów w 6 meczach, to granie co tydzień pozwoli na systematyczną pracę na treningach. Pozostaje czekać na powrót Andrzeja Pluty do formy z pierwszej części sezonu, kiedy to zachwycał stołeczną publiczność i był ważnym ogniwem drużyny.
