Wcześnie opuściłeś dom rodzinny i stałeś się samodzielny. To musiało być trudne.
- W wieku 13 lat wyprowadziłem się z domu do bursy dla piłkarzy. Od poniedziałku do piątku mieszkałem 25 km od domu. Było nas trzech w pokoju. W Lubinie było już coś innego, dostałem tam mieszkanie i mieszkałem z kolegą. Byłem sam w wieku 16 lat, to już była szkoła życia - sprzątanie, pranie, gotowanie, nauka. Musiałem to łączyć z treningami i meczami. Momentami było ciężko, szczególnie na początku. Dzwoniłem do rodziców zapłakany, ale potem zaczęło się układać. Przeszedłem do starszego rocznika w drużynie, dostałem pozytywnej energii, szybko trafiłem do pierwszego zespołu. Tak to szybko zleciało, że nawet nie pamiętam jak. To jest fajne w piłce nożnej, że wszystko dzieje się szybko. Z jednej strony złe emocje odchodzą szybko, ale jednocześnie te dobre też nie trwają długo. Życie piłkarza nie jest długie i trzeba je wykorzystać w 120%. Nie sądziłem, że tak szybko wyjadę z domu, ale rodzice mnie wspierali i mówili, że to moja decyzja, że chcą, żebym przeżył to jak najlepiej. Mówili, że jeśli chcę coś robić i się spełniać, to nie będą mi tego zabraniać, będą mnie wspierać. Dzięki temu podejściu jestem tam, gdzie jestem.
U Marka Papszuna miałeś jeden z lepszych okresów.
- Można powiedzieć, że najlepszy. Trafiłem do Rakowa jako młody zawodnik. Początek nie był łatwy, przestawienie się z czwórki na trójkę obrońców, to mi dało wiele nowych doświadczeń, dzięki temu mogłem nauczyć się czegoś nowego i coś zmienić w swoim życiu piłkarskim. Potem się okazało, że to taktyka, w której bardzo dobrze się czuję i odnajduję. Cały sezon funkcjonowaliśmy bardzo dobrze, jako beniaminek zdobyliśmy 8. miejsce. Kolejny sezon to Puchar Polski i wicemistrzostwo.
W pierwszych meczach w Rakowie grałeś na boku boiska.
- Pierwsze 12 meczów to ja w ogóle nie podniosłem się z ławki (śmiech). Potem zadebiutowałem w meczu z Lechią Gdańsk - wszedłem w 90. minucie na 5 minut. Potem było 10-15 minut na Pogoni. Pierwszy mecz w wyjściowej jedenastce to był ze Śląskiem Wrocław, który wygraliśmy 1-0. Wtedy grałem na wahadle, a łącznie chyba 15 meczów. Wiedziałem, co mam robić, jak się zachowywać, czego trener Papszun ode mnie oczekuje. Przekazywał to jasno, a ja starałem się wykonywać na boisku. Szatnia także mi pomagała, chłopaki wiedzieli, że jestem młody i trzeba mi pomagać.

Dwa lata wystarczyły Markowi Papszunowi, żeby zrobić z ciebie zawodnika, który odszedł za duże pieniądze.
- To jest bardzo duża zasługa trenera Papszuna. Bez niego bym tego nie osiągnął, jestem o tym przekonany. Pokazał mi trochę innego futbolu, nauczył rzeczy, o których wcześniej nie wiedziałem i które dały mi bardzo dużo swobody i pewności siebie na boisku. Widziałem, że mogę inaczej funkcjonować, ustawić się innym bokiem, spojrzeć na piłkę z innej strony. Dzięki temu złapałem „flow”. Drużyna bardzo mi pomogła, bo bez nich i bez sztabu byśmy tego nie osiągnęli. Dzięki pracy wszystkich wyglądaliśmy bardzo dobrze jako drużyna i jako indywidualności. Nadarzyła się okazja, żeby odejść za duże pieniądze.
Miałeś kilka świetnych okresów, ale były one przerywane urazami.
- Mam żal do siebie, bo mogłem inaczej dbać o siebie, zwracać uwagę na detale, zrezygnować z rzeczy, które się wydarzyły. Przyjmuję to jednak jako doświadczenie życiowe - profesjonalne podejście do każdego treningu i meczu i mądrość, inteligencja boiska są niezbędne. Ja jestem bardzo ambitną osobą i chciałbym wziąć udział w każdym meczu, sparingu, treningu i dodatkowym treningu, ale czasem ciało odmawia posłuszeństwa. Czasem podejmowałem głupie decyzje, kiedy już czułem, że boli mnie mięsień, ja kontynuowałem robotę, bo był ważny trening, szedłem na maksa, coś się wydarzyło i byłem 7 tygodni "out". To była moja głupota i to mnie nauczyło podejmowania słusznych decyzji, szczególnie jeśli chodzi o zdrowie. Czasem lepiej odpuścić pół treningu, nie zrobić 1-2 ćwiczeń czy spędzić czas w siłowni z trenerem motoryki, niż wylecieć na 3-4 tygodnie i stracić miejsce w składzie.

W Legii na początku też miałeś taką sytuację, że odpuściłeś trening. Wówczas trenerzy mówili, że twoja samoświadomość zadziałała.
- To prawda, życie mnie nauczyło. Ja jestem świadomy swojego ciała, kiedy jest dobrze, a kiedy jest źle. Dużo pracuję nad swoim ciałem. Na większości treningów robię wszystko, ale gdy byłem po poważnej kontuzji, zagrałem 3 mecze w 9 dni i poczułem lekki ból, nic poważnego, ale dyskomfort, wówczas powiedziałem, że chcę zejść z boiska i zadbać o zdrowie. Wolę być pojutrze gotowy na 120%. To jest priorytet. Mogłem pauzować dużo dłużej, ale dzięki mojej świadomości, tak się nie stało i byłem gotowy do gry.
Gdy byłeś zawodnikiem Red Bulla trafiałeś na wypożyczenia: Gent, Granada i ostatnio Kasimpasa.
- Wiele osób pytało mnie, dlaczego wybrałem Turcję. Od lipca do grudnia 2024 zagrałem najwięcej meczów w Red Bullu Salzburg. To był jeden z moich lepszych okresów, grałem wszystko co 3 dni, występowałem w reprezentacji, była Liga Mistrzów. Ominęły mnie raptem 3 mecze. Byłem w gazie, czułem się swobodnie. Potem zmienił się trener, były inne przygotowania, taktyka, dostałem jasny sygnał, że nie bierze mnie pod uwagę do gry w pierwszej jedenastce. Po rozegraniu największej liczby minut, grze w reprezentacji uznałem, że nie zostaję. Został mi rok kontraktu, a odcięty od gry stracę szansę grania w reprezentacji i odejście gdziekolwiek. Podjąłem decyzję, że odejdę do klubu, w którym będę grał. Miałem oferty z Lecce czy Werony, ale one broniły się przed spadkiem i to była sytuacja podobna do Granady - wówczas odszedłem do klubu, który bronił się przed spadkiem, pomóc przez pół roku, a to nie się nie udało. Po 9 meczach przyszedł trener Hiszpan, który powiedział, że będzie grał zawodnikami, którzy zostają na kolejny sezon, bo już byliśmy pewni spadku. Ominęło mnie kolejne 9 spotkań nie ze względów piłkarskich. Wiedziałem po prostu, że nie zostanę, bo opcja wykupu obowiązywała tylko w przypadku utrzymania w lidze.
Dlatego ostatnio nie chciałem znów iść do klubu walczącego o utrzymanie, bo znów mogła się wydarzyć ta sama historia. Reprezentacja jest dla mnie mega ważna a znów miałem tylko rok kontraktu. Dostałem telefon z Turcji "przyjedź do nas, mamy 16 meczów, grasz we wszystkich". Zdecydowałem się na to. Zagrałem wszystko, ale w końcówce ze zmęczenia doznałem złamania piątej kości śródstopia i pauzowałem 3 miesiące, co wybiło mnie z rytmu, nie pojechałem na reprezentację. Ominęło mnie okienko transferowe, bo przechodziłem rehabilitację.

Kiedy pojawiło się zainteresowanie z Legii?
- Zainteresowanie było już od długiego czasu, ale ja przechodziłem rehabilitację i byłem na tym skupiony. Chciałem trafić do drużyny w momencie, gdy będę gotowy na treningi z nią, gdy będę gotowy, a nie zacznę przygodę z nowym klubem od leczenia. Rozmawialiśmy już 3-4 tygodnie wcześniej.
Miałeś latem inne oferty poza Legią?
- Miałem. Rozmawiałem z kilkoma klubami, nawet jak już podjąłem decyzję dostałem dwie oferty, już jej nie zmieniłem - wybrałem Legię. Czułem wtedy, że to jest to. Teraz wiem, że to jest to.
Dlaczego zdecydowałeś się na powrót do Polski?
- Zadecydował fakt, że to Legia. Sytuacja w tabeli nie wygląda tak, jak byśmy chcieli, ale będąc w Legii, myślisz tylko o zwycięstwie i grze w europejskich pucharach. Dla zawodnika gra co 3 dni jest bardzo ważna. Musimy poprawić miejsce w tabeli. Oczywiście, mamy 11 punktów straty do lidera, musimy wyjść najpierw ze strefy spadkowej, ale zdobycie czegoś dużego jest możliwe. Bardzo w to wierzę. W szatni myślimy tylko o najbliższym meczu. Potem o kolejnym i tak dalej. Musimy być realistami i twardo stąpać po ziemi.
Podpisałem kontrakt na 4 lata, chcę grać i zwyciężać z Legią. Jeszcze należę do grupy zawodników młodszych, a stoper nawet po trzydziestce może grać na wysokim poziomie, co widzimy na przykładzie Artura Jędrzejczyka. Chcę grać, zwyciężać, występować w europejskich pucharach w tak wielkim klubie, jakim jest Legia. Legia jest największym klubem w Polsce, wszyscy o tym wiemy. Stąd patrzeć w przyszłość jest dużo łatwiej. Polska liga bardzo poszła do góry, widzimy jakie transfery są dokonywane, za jakie pieniądze. Teraz dwa kluby będą grały w eliminacjach Ligi Mistrzów. Kiedy wyjeżdżałem z Polski, byliśmy na 22. czy 24. miejscu w rankingu, teraz niewiele brakuje do 10. To też wpłynęło na moją decyzję. Wielu zawodników chce tu przyjeżdżać i grać.

Brakuje nam tylko tego, by polskie kluby grały wyżej niż Liga Konferencji...
- Będziemy robili wszystko, żeby grać wyżej notowanych rozgrywkach, bo to bardzo ważne dla polskiej piłki i kibiców.
W rundzie jesiennej miałeś świetne wejście, byłeś często najlepszym piłkarzem, a potem było słabiej.
- Ten mecz z Zagłębiem... piłka się nieszczęśliwie odbiła, potem ręka. Jestem długo piłkarzem, ale w życiu mi się taki mecz nie przydarzył. Przyjmuję to jako kolejne nowe doświadczenie, wyciągam wnioski. Oglądałem te sytuacje, analizowałem, co mogłem zrobić lepiej. To był odruch, ciężko było nad tym zapanować. Zdarzyło się. Brakowało nam szczęścia, często graliśmy lepiej, a nie strzelaliśmy goli i traciliśmy głupie, przypadkowe bramki. W meczu z Pogonią w Pucharze Polski byliśmy dużo lepsi, a przegraliśmy po 117. minucie. W Celje przegraliśmy mimo dominacji w całym meczu - 2 strzały i 2 gole. Ze Spartą też byliśmy lepsi, a oni trafili z autu. To takie mecze, gdzie ciężko znaleźć jakiekolwiek wytłumaczenie. W życiu bym nie powiedział, że ktoś nie dał z siebie maksa. To widać na boisku, że jest pełne zaangażowanie, trzymanie się taktyki, że próbujemy strzelić i bronić. Czasami czegoś brakuje. W Erywaniu wygrywaliśmy od 2. minuty, mieliśmy sytuacje, potem nie uznano bramki, bo był faul, a przecież nie było żadnego faulu.
W pewnym momencie było widać, że trener Iordanescu nie chce już tu pracować. Czy wam komunikował coś takiego?
- Wiem co pisały media. Nie ma się jednak co skupiać na przeszłości, teraz trzeba się koncentrować na przyszłości, na kolejnych meczach. Miejsce w tabeli jest takie, że pewnie nikt by nie pomyślał, jest słuszna frustracja, nie tylko wśród kibiców, ale też u nas. Chcieliśmy, żeby to wyglądało inaczej. Teraz chcemy to zmienić jak najszybciej i wiem, że tak się stanie. Chcemy podchodzić do każdego meczu z determinacją, przygotowani na sto procent do tych pozostałych 16 meczów. Nic nie jest jeszcze stracone, wszystko przed nami. Najważniejsze wyjść z miejsca spadkowego, a potem… Tabela jest płaska. Wiem, że zespół i sztab zrobi wszystko, żeby na koniec znaleźć się wyżej.

Muszę jednak podążyć... W meczu z Szachtarem, po bramce Augustyniaka pobiegłeś do boku, do trenera Iordanescu, szarpnąłeś go by cieszył się razem z wami - niecodzienna sytuacja.
- Wiadomo, to emocje. Graliśmy z Szachtarem, który był bardzo mocnym przeciwnikiem. To chyba najmocniejszy przeciwnik, z jakim graliśmy. Trener nie wybiegł, bo mógł dostać żółtą kartkę.
Czy w tym najtrudniejszym momencie pojawiła się u ciebie wątpliwość co do obranej drogi, wyboru klubu?
- Nie. Wiele przeżyłem w piłce nożnej - 2 mistrzostwa, 3 puchary krajowe, po czym pojechałem do Hiszpanii i spadłem z ligi. Nic nie jest mi obce. Zwiedziłem sporo świata, poznałem różne kultury i inną piłkę. Odszedłem do Austrii, gdzie liga była wówczas lepsza niż u nas, była Liga Mistrzów, potem liga hiszpańska z inną strukturą, mniej biegania, tylko technika, aż po ligę turecką, gdzie trzeba było grać w ping ponga i ligę belgijską, gdzie trzeba było grać tylko fizycznie. Były różne sytuacje. W Belgii mieliśmy mecz o wejście do grupy mistrzowskiej, graliśmy u siebie i... przegraliśmy 1-2 u siebie przy komplecie kibiców. W takich momentach zadajesz sobie pytanie: jak to możliwe? Masz sytuacje, dominujesz, wszystko teoretycznie się zgadza, a wynik jest zupełnie inny. Niestety Nie było wytłumaczenia. Taka jest piłka. Nie zwątpiłem i nigdy nie zwątpię.
Jak zareagowałeś na przyjście Marka Papszuna do Legii?
- Cieszę się, bo już pracowałem z nim. Wiem, jakim jest trenerem, czym dla niego jest piłka nożna, jak do niej podchodzi. To bardzo ważna sprawa w jego życiu, przecież też jest z Warszawy. Wiem przede wszystkim, czego od nas oczekuje. Znam taktykę, w jakiej funkcjonuje i jak chce grać. Mając takich zawodników i grając tak jak chce trener, możemy osiągnąć ogromny sukces.
Nowy trener zaczął od pracy nad defensywą i są już efekty.
- Pracujemy nad wszystkim po trochu. Nie chcę wdawać się w detale, bo liga się zbliża. Organizacja poszła do góry, pracujemy też nad zaangażowaniem, każdy wie, co ma robić na boisku, czego trener oczekuje. Wiem, jak chłopaki pracują, jak każdy się stara, podchodzi do treningu, sparingu, zostawia serducho na boisku. Widać, że wszystko wygląda coraz lepiej, każdy jest zaangażowany. Oczywiście, mamy jeszcze rzeczy do poprawy, ale w sparingach wyglądamy lepiej - kreujemy sytuacje, nie tracimy bramek, struktura wygląda lepiej. Nie możemy już doczekać się pierwszego meczu.
Rozmawiał Woytek.
START: 21.12.2022 / KONIEC: 03.01.2023

