22 stycznia obchodzimy 163. rocznicę wybuchu Powstania Styczniowego, największego w XIX stuleciu polsko-litewsko-białoruskiego, antyrosyjskiego zrywu narodowego, który objął ogromne obszary zaboru rosyjskiego, tj. Królestwo Polskie, Litwę, Inflanty i ziemie ukrainne.
Pamiętając o powyższych wydarzeniach, w czwartkowe popołudnie, delegacja kibiców Legii Warszawa złożyła wieniec w kwaterze Powstańców Styczniowych na Powązkach Wojskowych. Legioniści z wielu fan clubów zapalili znicze na grobach i pod pomnikami w wielu, często zapomnianych, miejscach na terenie Polski. Legijne znicze zapłonęły również na Górce Powstańców Styczniowych na Cmentarzu Łyczakowskim we Lwowie.
Powstanie 1863 roku, było również ostatnią próbą powołania do życia Rzeczypospolitej Trojga Narodów, nieudaną z powodu niechętnej Polakom postawy Rusinów. Na północnych rubieżach również Łotysze zachowywali się wobec Powstańców zdecydowanie wrogo. Tradycyjnie kwitła niemiecko-rosyjska współpraca wyrażona realizowaniem założeń polityki antypolskiej. W Berlinie, jeszcze przed rozpoczęciem walk, Bismarck pisał - „Bijcie w Polaków, by ich ochota do życia odeszła; (…) jeśli pragniemy istnieć, nie pozostaje nam nic innego jak ich wytępić”. Tego typu apele były wodą na młyn, niemieckiej krwi cara Rosji, Aleksandra II, który potrzebował podratować swój autorytet po porażce w Wojnie Krymskiej, pogrążającej Rosję w coraz większym kryzysie. Polacy byli dla niego wymarzonym przeciwnikiem. Wystarczająco słabi, a do tego powszechnie przez Rosjan nielubiani.
Mając na uwadze proporcje sił, przedstawiciele polskiej myśli narodowej, komentowali, że nasi Powstańcy dysponując zaledwie drezyną, postanowili się zmierzyć z rosyjskim parowozem… Co ciekawe, na zachodzie Europy, Powstanie Styczniowe popierali „postępowi” marksiści. Ale bynajmniej nie z miłości do Polaków, a z chęci zniszczenia zastanego porządku świata, do czego w naszych wojowniczych rodakach upatrywali użyteczne, pomocne im w realizacji założonego celu, narzędzie. „Powstanie było aktem desperacji, ale nie było szaleństwem” – taką tezę stawia historyk prof. Andrzej Nowak. Nie miejsce na większą rozprawę na ten temat. Z pewnością było ono zakrojoną na niezwykle szeroką skalę wojną partyzancką o niezliczonej ilości potyczek. Po stronie powstańczej mogło brać udział nawet 200 tys. ludzi. Niestety, rozproszenie walczących, brak uzbrojenia, brak jakiegokolwiek wsparcia nie mogły wówczas skutkować czymś innym niż klęską.
Cześć i chwała Bohaterom!
OFMC

