- Na tabelę w ogóle nie patrzymy. Celem jest wygranie pierwszego meczu, jak nie wygramy, to celem będzie wygranie następnego i tak cały czas - konsekwentna praca - mówi Marek Papszun przed startem rundy wiosennej. Z nowym szkoleniowcem "Wojskowych" spotkaliśmy się podczas zgrupowania w Hiszpanii. Opowiedział o swoim warsztacie, priorytetach, budowie drużyny od fundamentów i wierze w sukces z Legią. Zapraszamy do lektury!
Jak wyglądały pierwsze dni pracy w Legii Warszawa? Objął trener posadę tuż przed świętami, wszyscy rozjechali się na urlopy. Co było najpilniejsze do realizacji?
Marek Papszun: - Było bardzo mało czasu. Od 19 grudnia byłem w Warszawie. W kolejnych dniach zbierałem informację o funkcjonowaniu klubu, rozpocząłem pracę biurową z osobami od organizacji, trenerami od motoryki i asystentami, którzy byli już w klubie wcześniej. Oni przygotowali raporty ze swojego obszaru, rozmawiałem również z każdym z nich. Skompletowanie sztabu? Czterech członków przyszło z Rakowa. Po drodze była dodatkowa rekrutacja, ale już wcześniej miałem zrobiony research, więc byłem na to gotowy i wybrałem Marka Wasiluka. Odbyłem również spotkania z prezesem, szefem operacji piłkarskich i dyrektorem sportowym.
Następnie trzeba było zaplanować cały okres przygotowawczy, harmonogram treningów, przydzielić zadania. Dynamika była duża. Od 3 stycznia już ze sztabem wróciliśmy do pracy stacjonarnie w LTC. Piłkarze wrócili wieczorem następnego dnia. Następnie, oprócz testów i pierwszych treningów przez trzy dni rozmawialiśmy indywidualnie z każdym zawodnikiem.
Nic się nie należy
Od czego trzeba było zacząć z piłkarzami po takiej nieudanej rundzie?
- Wyjaśniłem zawodnikom, dlaczego tu trafiłem i jakie mam cele. Piłkarze dowiedzieli się, jakie mamy mieć nastawienie i zasady. Ważne będzie połączenie naszych doświadczeń, bo tu jest wielu dobrych piłkarzy. Nie tylko ja ich uczę, ale także korzystam z ich doświadczeń, by to wszystko połączyć.
Wszyscy w drużynie muszą wiedzieć, za co odpowiadają. Piłkarze muszą wiedzieć, kto jaką rolę pełni. To samo dotyczy sztabu. Dokonaliśmy podziału na cztery działy organizacyjne. Wprowadziliśmy mechanizmy i zasady funkcjonowania, żeby każdy wiedział, jak ma się poruszać. Zawodnicy od razu na wejściu dostali wszystkie informacje, żeby wiedzieli, jak będą funkcjonowali na co dzień.
Podkreśliłem też DNA Legii - co ma nas charakteryzować, do czego codziennie dążymy, żeby zrealizować cele. Wszystko musi się ze sobą wiązać - cele indywidualne, cele zespołowe. Każdy dzień wykorzystujemy na rutynowe, sprawdzone działania.
Sukcesy wynikają z codziennej, konsekwentnej, ciężkiej, ale mądrej i zaplanowanej pracy. Sama ciężka praca od rana do nocy nie przyniesie efektu. Wszystko musi być dobrze poukładane, szczególnie na tak wysokim poziomie sportowym. Łącznie ze sztabem jest to 50-60 osób, więc wszystko musi być skoordynowane. Działania w czasie dnia muszą być połączone. Ludzie muszą wiedzieć, co mają robić i jak robić. Sytuacja jest dynamiczna, bo są kontuzje, transfery, przyjeżdżają zawodnicy z reprezentacji. Podejście indywidualne jest bardzo ważne.
Zasady funkcjonowania mocno się zmieniły?
- Zawodnicy je poznali i wiedzą, na czym stoją. Jak każdy w pracy, muszą wiedzieć, czego się spodziewać. Plan zakłada wartości drużynowe i wartości życiowe. Wierzę, że da się konsekwentnie tego trzymać.
Podczas zgrupowania na odprawach dzieje się szereg działań teoretycznych. Po meczu piłkarze dostają wnioski, mamy 45-minutowe odprawy oparte o materiały video. Jesteśmy na początku drogi, więc tego jest sporo, ale musimy włożyć więcej wysiłku. Zawodnicy wciąż poznają strategię, model gry i muszą się wdrożyć. Moja strategia jest taka, żebyśmy byli drużyną zorganizowaną, zdyscyplinowaną, która wie, co ma robić. To wyeksponuje jakość i talent zawodników. Trzeba sprawić, by zespół był powtarzalny.
Często może się wydawać, że Legii coś się należy. Nic nikomu się nic nie należy. Na to wszystko trzeba zapracować. Oczywiście, jest tu wielu utalentowanych pracowników i zawodników. Trzeba to wykorzystać, stworzyć jedność i zaufanie do wspólnego celu.
START: 19.12.2025 / KONIEC: 30.01.2026
Mit zamordysty. Dyscyplina
Na jakim etapie jesteśmy? Czy ten proces zmian jest niezależny od przedostatniego miejsca w tabeli? Jaki jest cel sportowy Legii?
- Na tabelę w ogóle nie patrzymy. Celem jest wygranie pierwszego meczu, jak nie wygramy, to celem będzie wygranie następnego i tak cały czas - konsekwentna praca. Nie patrzymy przez pryzmat jednego spotkania, bo to jest droga donikąd.
Jak oceniam mecz, to nie oceniam wyniku. Może się zdarzyć, że mecz przegrany będzie oceniony lepiej niż wygrany i w drugą stronę - że więcej będzie zastrzeżeń po wygranej niż porażce. To może budzić zdziwienie i będzie budziło. Tylko wtedy robi się postęp. Nie żyje się emocjami „wygrałem" – „przegrałem". Trzeba analizować grę i wyciągać wnioski. To cię doprowadzi w dłuższej perspektywie do zwycięstw. To jest według mnie klucz do sukcesu i fundamenty mojej pracy.
Dobry plan, organizacja w trakcie i dyscyplina – ja w to wierzę, taki jestem i na tym osiągnąłem wszystkie sukcesy. Twierdzenie, że to wszystko było oparte tylko o pieniądze, to nieprawda. Tam były normalne, realne stawki w czubie II ligi. To było budowane na czymś innym niż tylko pieniądze, choć one też były ważne.
Sprawdźcie, za ile Raków kupił, a za ile sprzedał. Ja podliczyłem – bilans mojej kadencji to +9-10 milionów euro. To jest zarabianie, a nie wydawanie. Oczywiście, trzeba zainwestować pieniądze. Nie ma tak, że będziesz sprzedawał za miliony, jak brał za darmo, ale my też zwiększyliśmy przychody. W Częstochowie to wszystko było racjonalnie. Oczywiście pomyłki też były, to jest wkalkulowane w sport, ale nie było to bolesne w kontekście finansowym. Dziś kadra Rakowa jest porównywalna z kadrą Lecha czy Legii, kiedyś nie było o tym mowy.

W mediach pojawia się dużo informacji, że trener robi porządki, czystki, skreśla kolejne nazwiska piłkarzy, którzy są niechciani. Ile w tym prawdy?
- Ja to nazywam alternatywną rzeczywistością. To dobrze się sprzedaje, bo taki mit o mnie został stworzony - takiego zamordysty, który chodzi i ustawia wszystkich po kątach. Media mogą to nakręcać: "to zrobił, tamto zrobił" i tak dalej, ale... tutaj nie trzeba robić żadnych wyjątkowych porządków, tylko wprowadzić pewne zasady organizacji, dyscypliny, do której się wszyscy szybko dostosowali. Dla mnie to są takie oczywistości, które pomagają w pracy. Uważam, że ludzie lubią porządek, lubią wiedzieć, co mają robić, jak mają robić, za co odpowiadają, z czego są rozliczani.
Chaos i bałagan? To jest pewnie fajne na chwilę... Można przyjść, na którą się chce, wyjść, o której się chce. Ale w dłuższej perspektywie nikt nie będzie tego chciał. Tak samo zawodnicy. OK, oni chcą luz, ale jak później widzą, że jak jest bałagan, nie ma dyscypliny, organizacji - przede wszystkim na boisku - więc oni znów chcą tej dyscypliny, tej organizacji, bo wiedzą, że finalnie będzie im się to opłacało. A przecież o to chodzi, żeby oni się rozwijali, robili kariery, wygrywali, zarabiali pieniądze.
Jak w dłuższej perspektywie się rozjeżdża... no to już takie fajne się nie robi. Za tym się tęskni, tak jak z nauczycielką w szkole - najbardziej się wspomina tą surową, która umiała uczyć, umiała przekazać wiedzę i trzymała wszystko w ryzach. Każdy tak ma, bo tak po prostu jest. To jest sprawdzone na wielu płaszczyznach - od szkoły poprzez pracę.
Oczywiście trzeba umieć znaleźć w tym balans, czasem odpuścić i dać trochę luzu. Od tego są działania integracyjne, które od początku u nas się pojawiają. To wszystko ma wymiar jedności - żebyśmy ze sobą przebywali, żeby zawodnicy mieli coraz większą więź, coraz lepiej się komunikowali. Przyjemne z pożytecznym. To później ma się przenieść na boisko.

Trener mentalny
Podzielił pan sztab na cztery działy. Trenerzy piłki nożnej, trenerzy przygotowania fizycznego, dział organizacyjny i trenera mentalnego. Ostatni psycholog w Legii był kilka lat temu. Jakie zadania ma Paweł Frelik?
- Psycholog a trener mentalny - to jest różnica. Praca psychologa bardziej dotyczy funkcjonowania psychiki ludzkiej, pewnych mechanizmów, które też są istotne w sporcie. Natomiast trener mentalny to nieco inna profesja. Paweł Frelik w tej branży jest od wielu lat. Przerobił wielu sportowców - nie tylko piłkarzy, ale także przedstwicieli innych dyscyplin.
Jego działania są wielopłaszczyznowe. Pracuje nie tylko z zawodnikami, ale też ze sztabem. Analizuje każdą moją odprawę, daje feedback - jak się komunikujemy, jak przekazujemy informację do zawodników, co można poprawić. Ponadto działa indywidualnie z zawodnikami w różnych obszarach. Nie tylko jak radzić sobie ze stresem - co jest najbardziej popularne - ale nawet w takich tematach jak organizacja, planowanie, wdrażanie i przyswajanie informacji.
Nie robimy dużo wykładów, bo zawodnicy i tak mają wiele odpraw, ale staramy się wpływać na świadomość w różnych obszarach. Dlatego prowadzi również działania integracyjne i „team building".
Co się tam dzieje na takich spotkaniach?
- Wiele. Od zewnętrznych survivali po różne gry, które tutaj na obozie także odbywamy. Zaaranżowaliśmy pokój gier, są stanowiska, jest rywalizacja i zarazem integracja. Kiedyś w Rakowie zrobiliśmy razem orkiestrę. Przyjechał zespół - nauczyli nas grać i w ciągu jednego treningu graliśmy na instrumentach – cała drużyna ze sztabem. Wyszło kapitalnie - był koncert. Grałem chyba na bębnie.
Ja bardzo wierzę w takie rzeczy, że to scala, że to buduje atmosferę i więzi między drużyną - nie tylko między zawodnikami, ale też członkami sztabu. Dlatego rola Pawła Frelika jest taka wszechstronna i duża. On pisze także swoje spostrzeżenia po meczach, raportuje tak samo jak trenerzy motoryczni czy od piłki nożnej. Każdy ze sztabu pisze raport po meczu. Trochę jak w korporacji, ale trzeba wyciągać wnioski w każdym aspekcie, żeby przekazać to zespołowi, żeby się rozwijali, żeby następnego dnia już iść do przodu. I to jest ta codzienność, która później wpływa na wyniki - taka systemowa praca, która jest wielowątkowa.
Pracownicy wykonują tutaj dużą pracę. Myślę, że to jest dla nich też satysfakcjonujące, bo każdy ma swoją odpowiedzialność i może się czuć ważną częścią tego całego mechanizmu. Chcę, aby wszyscy ze sobą współpracowali i chcieli się rozwijać. Jak fizjoterapeuta w treningu pomaga przy piłkach, przynosi wodę - to nie jest jego podstawowa odpowiedzialność, ale jeżeli jest taka potrzeba, to to robi. To ma pomóc w dobrej organizacji i dynamice treningu. Nie może być mówienia: "to nie jest moja rola i ja nie robię". Na boisku napastnik też musi bronić, jak trzeba. Tak to widzę - wszyscy działamy dla dobra drużyny.

Fundamenty
A jak trener zdiagnozował problemy jesienne Legii? Czy to były kwestie mentalne, taktyczne, motoryczne, czy organizacyjno-dyscyplinarne?
- Trudno diagnozować, będąc na zewnątrz... Ja się specjalnie nie skupiałem na tym, co było problemem. Oczywiście oglądałem mecze i już patrzyłem na bieżąco. Później, w okresie świąteczno-noworocznym, mnóstwo tych wniosków z meczów spisałem. Ale nie dzieliłem się z nimi z zespołem. Musimy już patrzeć do przodu. Analizowanie tego okresu z zespołem nic by nie dało.
Dużo rzeczy na boisku wymaga poprawy: organizacja, dyscyplina, powtarzalność, dynamika. Najpierw musimy być jako drużyna mocni w defensywie, żeby na tym zbudować. To dla mnie fundament, tak jak przy budowie domu. Zaczyna się od dołu, nie od dachu, dopiero później się idzie do góry. Zaczynimy od dobrego przygotowania w obronie, motorycznego i mentalnego. Z piłką zawodnicy mają takie umiejętności, że sobie poradzą.
Myślę, że będzie nam łatwiej, jak te fundamenty będą zbudowane. Ta pewność też na czymś musi być oparta - na doświadczeniu, umiejętnościach, ale też na pracy, jaką wykonamy na obozie. To główne czynniki, by byli dobrze przygotowani pod kątem motoryczno-taktycznym, a przede wszystkim mentalnym.
Piłkarze przecież chcą wygrywać. Sami na siebie na pewno też nakładają te ciężary, bo to są naprawdę ambitni ludzie. Widzę po tych chłopakach, że oni chcą z tego dołu wyjść i mają świadomość tego, że też się do tego przyczynili . W rozmowach z nimi nie było rzucania winy na kogoś. Chcieli wziąć tą odpowiedzialność na siebie. I to też mi się podobało bardzo. Nie szukali usprawiedliwień w klubie lub sztabie. Tak powinno to wyglądać - trzeba wziąć tą odpowiedzialność i teraz to po prostu naprawić.
Dziś od swojej drużyny nie mogę wymagać nie wiadomo czego. Muszę spokojnie podchodzić, doceniać to, co chłopaki robią i akceptować błędy, które dziś popełniają. To wszystko, co jest do wdrożenia, nie jest proste w sytuacji, gdy zespół jest na etapie budowania organizacji i dyscypliny. Zespół jest doświadczony, zawodnicy mieli wielu trenerów, także podobnych do mnie, więc to wszystko nie jest dla nich nowym doświadczeniem.

Transfery
Jaki jest udział trenera w procesie transferowym? Wiemy, że Maciej Kowal prowadził obserwacje Otto Hindricha.
- To dobre pytanie, bo przez lata mity urosły do mojej decyzyjności w obszarach transferowych. W Legii jest bardzo podobnie jak w Rakowie. Tam była struktura: dział scoutingu, dyrektor sportowy, właściciel, prezes i trener. W Legii struktura jest nawet mniejsza, bo właściciel podejmuje strategiczne decyzje dla klubu, ale w procesie transferowym nie uczestniczy.
Jest więc prezes, szef operacji sportowych, dyrektor sportowy, szef scoutingu i trener. Wszyscy muszą dać swoją opinię, a finalnie prezes z właścicielem podejmuje decyzję finansową. Ogólnie jest to decyzja kolegialna. Wiadomo, że trener bramkarzy rekomenduje bramkarza, bo to jego specjalizacja.
W Rakowie wskazywałem wielu zawodników, to żadna tajemnica. Ale to była tylko moja rekomendacja. Nigdy nie było tak, że dzwonię do właściciela: "Michał, bierzemy Fadigę z Jagiellonii". Ja podawałem nazwisko, oni robili raporty, wypowiadali się wszyscy i decyzja była podejmowana wspólnie. Inny zawodnik mógł być z rekomendacji scoutingu, prezesa albo właściciela. Nieważne, kto rekomenduje - procedura zawsze musi być taka sama.
Tymczasem później urastało to do tego, że tylko trener wybierał. Gdyby tak było, to dla mnie byłoby to nieprofesjonalne i mało odpowiedzialne ze strony klubu. Bo dzisiaj ten trener jest, naściąga tych zawodników, no ale co później?
Zawodnik bez wiedzy trenera nie może się pojawić?
- To nieakceptowalne, tak nie może być. Ja muszę obejrzeć tego zawodnika, złożyć swoją rekomendację. Musi być cała analiza, raporty motoryczne, środowiskowe, mentalne.
Jak bardzo potrzebny jest ten nowy napastnik? Już jesienią powtarzało się, że Legia ograniczyła się w ofensywie przez taki, a nie inny dobór nazwisk.
- Napastnik jest potrzebny, ale nie ze względu na to, że mamy słabych, tylko po prostu ich jest dwóch. Ja wierzę w tych chłopaków. Dla mnie jeden i drugi ma potencjał, żeby dzisiaj w Legii grać i strzelać gole. Rajović może dojść do poziomu, w którym strzeli 20 goli w sezonie. Potrzeba zespołu tworzącego sytuacje i kolegów pracujących na sukces. Oczywiście najważniejsza jest ich postawa i oni muszą się obronić na boisku.
Oczywiście będą musieli to udowodnić, ale z mojej strony nie ma ciśnienia na wymianę któregoś z nich w tym momencie.
Natomiast nie można zostać z dwoma napastnikami, bo jeden dozna kontuzji i co wtedy? Nie mamy zmiany. Pod tym kątem musi przyjść trzeci napastnik. To jest dla mnie oczywiste.
Przy urazie jednego z nich mamy problem, bo wtedy trzeba będzie kogoś „przerobić” na napastnika, co wymaga czasu. A my tego czasu nie mamy, bo musimy wprowadzić strategie, idee, z którymi tu przyszedłem. Zmiany pozycji też nie będą sprzyjały, bo na razie musimy się skupić na tym jednym systemie. W kolejnym etapie będziemy chcieli wprowadzać inne, żeby nie być przewidywalnym dla przeciwnika.
A pan już rozmawiał z tym napastnikiem, który teoretycznie może tu trafić?
- Nie rozmawiałem, bo nie jesteśmy nikogo blisko w tym momencie. Był temat jednego Hiszpana, no ale on już podpisał umowę z Almerią.
Kovacević z Celje był realny?
- Wydaje mi się, że nie. Piotr Zasada pracuje cały czas, „przerzuca" tych napastników, a zimowe okienko nie jest łatwe. Nie chciałbym też wziąć po prostu kogoś, aby wziąć. Trzeba sprowadzić zawodnika, który może od razu nie będzie do pierwszego składu, ale po pół roku będzie dla nas wartością. W ten sposób też musimy patrzeć, bo rynek napastników jest trudny.
Trzeba celować w takich, w których widzisz potencjał i ich rozwiniesz. Czy to się uda? Takiego Brunesa Raków wypożyczył ze średniaka, z opcją wykupienia i jak on odpalił, to go wykupił. To jedna z lepszych opcji.

Gdyby to nie była Legia
Mówił trener, że najważniejsze wygrać pierwszy mecz, a potem kolejny i kolejny, ale pewnie gdzieś tam trener sobie myślał o tym, co Legia może ugrać w tym sezonie. Tabela jest płaska.
- Ja nigdy nie wybiegałem w przyszłość. Jestem pragmatyczny, nie żyję marzeniami. Przyszedłem do Legii jako do klubu innego niż każdy inny. To by się nie wydarzyło nigdy, gdyby to nie była Legia. Teraz zrobię wszystko, żeby w każdym sezonie walczyć o wszystko z tym klubem. Taki już jestem, a w Legii dodatkowo moje ambicje i energia są jeszcze większe, sięgają aż pod sufit.
Wiadomo jednak, że jestem tylko i aż trenerem. Grają zawodnicy. Zobaczymy, jak tę presję udźwigniemy. To, że będziemy przygotowani, to pewne, pytanie tylko czy dźwigniemy to mentalnie. Jak tak, to damy radę, a jeżeli nie, to zacznie się nerwowość, presja mediów i kibiców. Mental będzie kluczowy. Jak odpalimy, to będzie łatwiej.
Nerwowość już jest... ale może pojawić się panika, jak 4 lata temu po porażce z Wartą.
- Nie ma co panikować. W pierwszej części sezonu przegrałem z Rakowem dwa mecze z rzędu. Pojawiły się informacje, że to kryzys. To był ten historyczny kryzys? Wiadomo, że ludzie przyzwyczajają się do zwycięstw, ale o kryzysie można powiedzieć w kontekście Legii, gdy ta nie wygrywa 10 meczów z rzędu, a nie jak przegrasz 2 mecze.
Nienawidzę przegrywać, ale widziałem, jak wygląda drużyna i wiedziałem, że czas będzie pracował na naszą korzyść. Oczywiście są momenty, w których trzeba podjąć środki zapobiegawcze, ale nie skakać ze skrajności w skrajność. Stabilność jest potrzebna, ale wstrząs, postawienie do pionu czasami się przydaje. Zaangażowania i determinacji nigdy nie może zabraknąć. To nieakceptowalne.
Dlatego w Legii od początku patrzę nie tylko na ten sezon. Moje ambicje są takie, żeby tutaj coś dużego zrobić w szerszej perspektywie. A czy to będzie ten sezon, czy kolejny - tego nie wiem. Ze swojej strony zrobię wszystko na maksa. Entuzjazm i energia są olbrzymie z wiadomych względów. To nie jest tylko zmiana klubu, tylko zmiana klubu na Legię. To jest kluczowe tutaj.
Gdyby to nie była Legia, to by się wydarzyło. To jest jedyny klub, do którego mogłem w takich okolicznościach trafić. Moje nastawienie jest bardzo dobre, chcę pomóc klubowi i drużynie wyjść z tego dołu.

Ludzie są wszystkim
Jakie małe bądź duże rzeczy trzeba zmienić w Legii? Gdzie są rezerwy, niedostatki, co można poprawić?
- W takiej organizacji zawsze można poprawiać codzienność. Już pracujemy nad całym procesem scoutingowym. Dostałem informację, że wcześniej trener miał duży wpływ na pozyskiwanie zawodników.
Transfery są bardzo istotne. Sprowadzenie ludzi do sztabu czy piłkarzy dobrej jakości jest kluczowe. Ten proces musi być bardzo mocny - nie może być oparty o jednostkę. To musi być precyzyjne we wszystkich obszarach.
Tu jestem bardzo pozytywnie zaskoczony. Piotra Zasadę znałem jako trenera, a on dzisiaj jest szefem scoutingu. Uważam, że to jest bardzo wysoki poziom, a pracowałem z wieloma dyrektorami i scoutami. W wielu innych obszarach organizacyjnych też będziemy chcieli więcej.
A jeżeli chodzi o dobieranie ludzi do sztabu, to też rola scoutingu czy to raczej pan sobie chce bardziej dobierać współpracowników?
- Co do zasady - uważam, że klub powinien mieć na wszystkie stanowiska przegląd kandydatów. Bardzo ważną rolę odgrywają head of performance, czyli Michał Garnys i Bartek Bibrowicz - to są kluczowe osoby w klubie. Później fizjoterapeuci, dział organizacji. Klub musi być zawsze gotowy – w przypadku odejść pracowników, trzeba na tę pozycję już mieć kandydatury. Musimy mocno takich tematów pilnować i ich nie zaniedbywać.
Potrzeba jeszcze kogoś do sztabu w tym momencie?
- W tej chwili wydaje mi się, że sztab jest na wysokim poziomie. Oczywiście, dopiero się poznajemy, docieramy, ale widzę dużą otwartość u osób, które tu zastałem, taką chęć pomocy na początku, ale też wypełniania swojej roli. Dobrze nas przyjęto, to jest super. Teraz dalej będzie trzeba wykonywać swoją pracę na najwyższym poziomie i to jest kluczowe.
Powtarzam często, że wynagrodzenia są wtedy, jak się wygrywa - musi być tego świadomość. Często jest tak, że niektórym się wydaje, że przychodzi się do pracy, wykonuje się ją i to wystarczy. Nie. Musimy być wszyscy świadomi, że w piłce, w sporcie - pieniądze są za to, jak wygrywasz. Jeśli nie - zaczynają się problemy.
Co robić, żeby wygrywać?
- Ważne jest, by wygrywać nie jednorazowo czy doraźnie, tylko w dłuższej perspektywie. Wejść na szczyt jest trudno, ale się utrzymać jeszcze trudniej – to bardzo mądre powiedzenie. W Rakowie przez lata utrzymywaliśmy się w samej czołówce. Byliśmy powtarzalni i stabilni. Uważam, że w okresie mojej pracy zabrakło jeszcze jednego mistrzostwa Polski – w ostatnim sezonie.
Tu nie ma jakiejś magii - to jest tylko praca, systemowość. Logicznie i sensownie to wszystko zaplanować, żeby ten proces był ze sobą spójny we wszystkich obszarach. Nie sprowadza się tylko do tego, żeby przygotować trening. Dzisiaj, ten kto umie to zrobić, poskładać kompleksowo plus ma dobry materiał - to ma szansę na to, żeby odnosić sukcesy.
I wierzę, że to będzie Legia Warszawa.
W Hiszpanii rozmawiał Woytek.

