- Każdy pierwszy trener chce pracować ze swoim sztabem i nikt nie ma prawa mieć do tego pretensji – ja na pewno ich nie mam – mówi Arkadiusz Malarz. Były bramkarz i trener bramkarzy Legii Warszawa w rozmowie z Weszlo.com opowiada o rozstaniu z Legią, hejcie, pracy z Kacprem Tobiaszem, odpowiedzialności szkoleniowca oraz planach na przyszłość.
Marku Papszunie i rozstaniu ze sztabem
- Każdy pierwszy trener – i to jest zupełnie naturalne – chce pracować ze swoim sztabem. Nikt nie powinien mieć do tego pretensji i ja również ich nie mam. Mam tylko nadzieję, że kiedyś trener Papszun znajdzie chwilę, żeby ze mną porozmawiać. Nie mieliśmy takiej okazji, a chciałbym uścisnąć mu dłoń i spokojnie porozmawiać, jak mężczyzna z mężczyzną.
O bramkarzach Legii i cierpliwości
- Legia zawsze stała bramkarzami, tylko że nie wszyscy pamiętają, iż wcześniej byli to bardzo doświadczeni zawodnicy – trzydziestolatkowie, po wielu sezonach gry. Dziś jest zmiana warty i młodzież potrzebuje czasu. Nie ma na świecie bramkarza, który nie popełnia błędów. Problem polega na tym, że w Legii tej cierpliwości często brakuje.
Hejt i powołania Kacpra Tobiasza
- Trener zawsze bierze odpowiedzialność na siebie. Kiedy Kacper miał słabszy moment, zastanawialiśmy się, co zmienić: trening, obciążenia, podejście mentalne, jak go podbudować. Ale na końcu to zawodnik musi „sprzedać się” na boisku i dobrze wyglądać w meczach. Kiedy przez pół roku byłem pierwszym trenerem bramkarzy, też słyszałem, że „Malarz zepsuje bramkarzy”. A tymczasem Tobiasz trafił do reprezentacji Polski, co oznacza, że zrobił progres. Dla mnie to była ogromna satysfakcja.
- Hejt? Jestem już na niego uodporniony. Jako zawodnik bardzo to przeżywałem, brałem do siebie. Teraz szczerze mówiąc czasem nawet nie wiem, jak reagować. Może ze dwa razy komuś odpisałem. Zdarza się, że człowiek jest w szoku, kto jest po drugiej stronie ekranu – czasem to osoby z najbliższego otoczenia. To jest słabe, ale przyjdzie moment, że ktoś się jeszcze zdziwi. Ludzie myślą, że w sieci są anonimowi. Grubo się mylą.
O odpowiedzialności trenera bramkarzy
- Trener bramkarzy przygotowuje zawodnika, ale to bramkarz musi przenieść pracę z treningu na mecz. Kiedy ja grałem w Legii i popełniałem błąd, nikt nie mówił, że trener Dowhań źle mnie przygotował – winny był Malarz. Teraz, gdy Kacper generalnie się rozwijał, a mimo to zdarzały się błędy, słyszałem, że to moja wina. To było niesprawiedliwe i trudne do zrozumienia. Jako zawodnika wyzywano mnie na niemal każdym stadionie. Dziś, gdy wychodzę jako trener, też słyszę wyzwiska – nie pod adresem bramkarza, tylko moim. To nawet trochę zabawne, ale znaczy, że chyba nie byłem aż tak przeciętny, skoro ludzie mnie zapamiętali.
Plany na przyszłość
- Formalnie wciąż mam kontrakt z Legią, obowiązuje okres wypowiedzenia. Czekam na rozmowy i rozwiązanie umowy. Chcę dalej pracować jako trener – nie po to robiłem kursy i szkolenia, żeby teraz się poddać. Mam kontakty za granicą, już je uruchomiłem, planuję wizyty u innych szkoleniowców, biorę udział w szkoleniach online. Czy coś wydarzy się za tydzień, za pół roku czy za rok – nie wiem. Wiem natomiast, że chcę się dalej rozwijać.
O Krzysztofie Dowhaniu
- Uwielbiam trenera Dowhania i mogę mówić o nim wyłącznie w superlatywach. Bardzo dużo się od niego nauczyłem – nawet w wieku 37 lat wciąż się rozwijałem. Jeśli ktoś chce, to może się rozwijać także po pięćdziesiątce. Są w klubach takie postacie, które trwają przez dekady, zmieniają się trenerzy, a oni wciąż są i przekazują wiedzę kolejnym pokoleniom.

