- Jesteśmy bardzo zadowoleni. Trzy punkty w Warszawie – bez względu na to, w jakiej sytuacji znajduje się Legia – zawsze ważą bardzo dużo. Tym bardziej, że przyjechaliśmy tutaj nie po to, żeby się tylko bronić i modlić o punkt, ale zagrać o pełną pulę. Myślę, że to było widać na boisku - powiedział po meczu z w Warszawie trener Korony Kielce, Jacek Zieliński.
- Graliśmy do końca, mimo nieprzychylnych warunków i mimo tego, że straciliśmy bramkę wyrównującą po – nie ma co ukrywać – dość głupim rzucie karnym, który sami sobie sprokurowaliśmy. Mimo tego zespół zachował spokój, wytrzymał napór Legii i potrafił odpowiedzieć. Zakończyliśmy ten mecz świetną bramką Mariusza, więc radość jest ogromna. Mamy trzy punkty, ale to dopiero początek rundy. Podchodzimy do tego spokojnie, z chłodną głową. Dzisiaj niczego jeszcze nie wygraliśmy – batalia dopiero się zaczęła.
- Jeśli chodzi o Mariusza Stępińskiego, to na jego przyjście bardzo liczyłem. Czy był brakującym elementem jesienią – nie chcę do tego wracać. Jesteśmy tu i teraz i patrzymy do przodu. Mam nadzieję, że będzie brakującym elementem wiosną. To klasowy zawodnik, typowy napastnik i dzisiaj to potwierdził. Dwie bardzo dobre bramki, do tego trzecia, anulowana minimalnym spalonym. Myślę, że nic lepiej nie ocenia występu napastnika niż gole. Można tylko przyklasnąć.
Ekstremalne warunki
- Warunki były dzisiaj ekstremalne, choć nie był to mój pierwszy mecz w tak niskiej temperaturze. Prowadząc wcześniej Termalikę, graliśmy kiedyś w Gdańsku przy bardzo podobnych warunkach. Dzisiaj rzeczywiście było ciężko, ale w drugiej połowie – szczerze mówiąc – chłodu już nie odczuwałem, bo emocje były zbyt duże.
- To był też specyficzny mecz od strony organizacyjnej. Pierwszy raz spotkaliśmy się z sytuacją, w której zawodnicy rezerwowi całą pierwszą połowę musieli spędzić w szatni, żeby się dogrzewać. Trzeba było to wszystko dobrze zaplanować i spiąć logistycznie. Do tego doszło specyficzne boisko – trawa była położona praktycznie na ostatnią chwilę. Mimo wszystko murawa była dobra, choć piłka momentami zachowywała się nieprzewidywalnie. Summa summarum – koniec wieńczy dzieło. Mamy trzy punkty, na ten moment wszyscy są zdrowi, zobaczymy jak będzie jutro. Z tego najbardziej się cieszymy.

