Pod koniec wyjazdu do Włoch wybraliśmy się na spotkanie Euroligi pomiędzy Virtusem Bolonia i Crveną zvezdą Belgrad. Ten mecz zdecydowanie wygrał z piłkarskim spotkaniem Interu z Pizą. Virtus to jedna z ciekawszych kibicowsko ekip na koszykówce w całej Europie, z solidnym młynem na każdym meczu. Bez większych problemów można także kupić bilety na ich spotkania. Tylko, że tym razem zrobili wyjątek.
NSŚ: Virtus Bolonia - Crvena zvezda Belgrad (Euroliga) - Bodziach / 32 zdjęcia
Okazało się, że ze względów bezpieczeństwa mecz rozgrywany miał być bez kibiców z Serbii. A w związku z tym najpierw długo wstrzymywano rozpoczęcie sprzedaży wejściówek (np. można było kupić bez problemu na późniejsze mecze), później zaś rozpoczęto sprzedaż jedynie dla posiadaczy karnetów. Po pewnym czasie sprzedaż wystartowała, z tym, że jedynie dla Włochów - i to z zaznaczeniem, że nie dotyczy mieszkańców z okolic Rzymu i Neapolu. Przy kupnie wejściówek trzeba było podać nie tylko dane osobowe, ale i włoski adres oraz ichniejszy odpowiednik PESEL-u. Tylko początkowo pojawiło się zwątpienie. Przecież nie takie numery się robiło, żeby wbić na stadion. Po kilku minutach kombinatoryki udało się wypełnić wszystkie pola tak, by dało się nabyć trzy wejściówki. Organizator zaznaczał wielkimi literami, że nawet w przypadku zakupu biletów, do hali wpuszczeni zostaną tylko Włosi. W związku z tym w systemie biletowym wybrałem dodatkowo opcję ubezpieczenia od nieprzyjścia na mecz za kilkanaście euro.
Mieliśmy w planach wizytę w sklepie klubowym, by ewentualnie dozbroić się w jakiś widoczny gadżet klubowy, co mogłoby zadziałać na naszą korzyść przy wejściu do hali. Ostatecznie do sklepu nie wybraliśmy się - był na drugim końcu miasta, na dodatek okolice dworca głównego były rozkopane i komunikacja jeździła tak, że trudno było się połapać, a do tego plany niemeczowe również jakieś mieliśmy. Ch..., co ma być to będzie.

Hala Virtusa mieści się na obrzeżach miasta i ciężko się tam dostać komunikacją. W związku z tym ruszyliśmy na miejsce z buta. Kiedy już mieliśmy raptem kilkaset metrów do obiektu, wciąż nie mogliśmy go dostrzec. Obserwowaliśmy więc, jak przemieszczają się lokalni kibice. Gdyby nie oni, za żadne skarby nie przemieścilibyśmy się w taki sposób... Droga wiodła jakimiś placami budowy, w pewnym momencie trzeba się było przeciskać pomiędzy ścianą i filarem, później schodami w dół, w górę, przez jakieś kraty itd. Aż w pewnym momencie zapytałem idących przed nami, czy aby na pewno kierują się do Virtus Areny, nie zaś na jakąś budowę. Okazało się, że idziemy wszyscy w tym samym kierunku, a uśmiechy na ich twarzach świadczyły o tym, że zdążyli już do tego przywyknąć.
Segafredo Arena została otwarta w tej lokalizacji w 2019 roku. Wcześniej koszykarska duma miasta i regionu Reggio Emilia rozgrywała swoje mecze w PalaDozza, bliżej centrum miasta. Przenosiny związane były z rosnącymi wymogami Euroligi. Obecna hala może pomieścić oficjalnie 9980 kibiców, ale trwa budowa nowej, jeszcze bardziej nowoczesnej i większej hali, która ma być oddana do użytku pod koniec bieżącego roku. Ma pomieścić ok. 12 tysięcy kibiców. Nowy obiekt znajdować się będzie tuż obok - w tym samym kompleksie hal targowych "BolognaFiere" - nowa hala sąsiadować będzie z tą obecną, która z zewnątrz ani trochę nie wygląda jak obiekt sportowy, tylko właśnie jak hale targowe.
Przy wejściu do takiego obiektu miała miejsce pierwsza kontrola. Oczywiście byliśmy przygotowani, by nie rozmawiać po polsku, a nawet mówić do siebie krótkimi włoskimi słówkami. Na ch... to się zdało, kiedy młody ochroniarz, chwytając bilety, zażyczył sobie dokumentów tożsamości. Widząc paszporty, krzyknął: "Ooooo, Serbia". Nie daliśmy mu dojść do głosu, przekonując, że żadna Serbia, tylko Polska. W końcu chłop zawahał się, machnął ręką, a my czmychnęliśmy czym prędzej do środka. Tutaj z kolei czekali policjanci, którzy znów zerkali na bilety, przeszukiwali itp. Jak najszybciej skitrałem paszporty, które mogłyby nas wkopać. I sprytnie udało się... wyminąć wszystkich policjantów stojących w kilku rzędach. No, teraz to już byliśmy w domu. A dokładniej w holu, który prowadził do... wyjścia z jednej hali targowej. Szliśmy za tłumem i by trafić do hali docelowej, trzeba było dworem przemieścić się jeszcze kilkadziesiąt metrów do kolejnej hali. Już bez dodatkowych kontroli.

Przestrzeń w środku niesamowicie wielka. Poza tą zajmowaną przez rozstawione konstrukcje trybun i parkiet, znajduje się wiele kiosków gastronomicznych oraz spore boiska do gry w kosza dla dzieciaków. W kioskach należy korzystać z automatów samoobsługowych, a do lady udajemy się tylko po odbiór zamówienia. Oczywiście są też sklepy z klubowymi pamiątkami. Mecz miał być ciekawym sportowo widowiskiem pod kątem tabeli Euroligi, bowiem oba kluby sąsiadowały ze sobą w tabeli i oba walczyły o miejsce w play-in. Włosi mieli bilans 11-13. Ponadto trenerem klubu z Bolonii jest były szkoleniowiec "Czerwonej Gwiazdy" - Dusko Ivanovic. Niesamowite też, jakie obciążenia niesie rozgrywanie sezonu euroligowego, szczególnie obecnie, przy 20 drużynach (czyli 38 meczów sezonu zasadniczego), w tym jednej z Dubaju. W środę, czyli 48h wcześniej, Virtus grał mecz z Fenerbahce (porażka -5), zaś Serbowie 72h wcześniej (wy)grali w Monaco (+4).
Fani Virtusa swój młyn wystawiają na trybunie za koszem i trybuna ta wypełniona była do ostatniego miejsca. Zresztą w hali wolnych miejsc było niewiele. Łącznie na trybunach pojawiło się 8884 widzów. Wejściówki kosztują od 30 euro (młyn, często niedostępne w ogólnej sprzedaży) do ok. 100 euro. Osoby dorosłe muszą liczyć się z wydatkiem minimum 50 euro, młodzież do 21 roku życia płaci o ok. 20 euro mniej. Virtus w młynie rozwiesił kilka flag, w tym największą - "Forever Boys Virtus" na całą szerokość trybuny. Ubrani byli na czarno. Jak się okazuje, mają neutralne stosunki z fanami piłkarskiej Bolonii. Część chodzi na mecze i tu, i tu. Już podczas rozgrzewki dali próbkę swoich wokalnych możliwości.
Melodyjne śpiewy idealnie komponowały się z powiewającymi przez cały mecz flagami na kijach. Przyglądanie się trzepoczącym płótnom na sztycach to we Włoszech coś niesamowitego. Ale trzeba było także spoglądać na parkiet, gdzie, przynajmniej w pierwszej połowie, miał miejsce bardzo wyrównany pojedynek. Trochę szkoda, że miejscowi nie rozgrywali najlepszego rzutowo spotkania (mieli spore problemy ze skutecznością z dystansu), bo to z pewnością przełożyłoby się na jeszcze lepszą atmosferę na trybunach. Rzadko do śpiewów włączali się kibice z pozostałych trybun. Ci co chwila chodzili po kolejne browary i koncentrowali się na wydarzeniach na boisku. Pod tym względem jednak w Serbii czy Grecji, nie mówiąc o Litwie, na koszu jest bardziej fanatycznie (wśród kibiców z trybun "piknikowych"). O ile nawet w Polsce każda z przerw w grze to występy artystyczne (głównie cheerleaderek), to w Bolonii nie ma wówczas żadnych atrakcji. Nic.
Były momenty, kiedy hala zaczynała płonąć, ale tego dnia zabrakło jakości sportowej. Spiker długo i głośno celebrował ważne punkty gospodarzy. Ale w ważnych momentach, kiedy mieli rzuty na przełamanie, pudłowali. A rozgrywający serbskiej drużyny grali tego dnia niesamowicie. Codi Miller-Mcintyre zaliczył double-double (10 pkt., 12 as.), a Brazylijczyk Yago Do Santos rozdawał takie podania, że głowa mała. Między innymi do środkowego z Nigerii - Ebuki Izundu, który w 17 min. zaliczył 12 pkt. i 10 zb. (w tym 8 w ataku). Na boisku niestety nie było zaciętego meczu do końca - ekipa z Belgradu wygrała 102-93. Trzeba jednak oddać fanatykom Virtusa, że niezrażeni wynikiem z boiska, dopingowali na maksymalnych obrotach do samego końca. Rytmicznie, melodyjnie, no i te flagi na kijach - po prostu ultra-poezja.

W trakcie meczu dało się zauważyć, że ok. 100 Serbów zdołało zmylić system i dostało się do hali. Większość z nich zasiadła za koszem, vis-a-vis młyna gospodarzy. Kilkakrotnie skandowali nazwę swojego klubu, po czym siadali znów na krzesełkach. Koszykarze w pasiastych koszulkach podziękowali im po meczu za przyjazd na zakazie. Podobno większość z nich na co dzień mieszka we Włoszech.
Od spotkania z 23 stycznia Virtus właściwie stracił szanse na awans do play-in. Później wygrali już tylko z Monaco i ponieśli kilka porażek. Z kolei Crvena zvezda, z bilansem 16-12, zajmuje dziesiąte miejsce i jest na najlepszej drodze do walki o play-off - taki sam bilans mają cztery zespoły (z miejsc 7-10). Virtus będzie mógł zatem skoncentrować się na obronie tytułu mistrzowskiego wywalczonego w ostatnim sezonie. Na razie radzą sobie bardzo dobrze - są liderem Serie A i wyprzedzają m.in. drugi z włoskich klubów Euroligowych, tj. Olimpię Mediolan (ta z kolei w Eurolidze wciąż może powalczyć o play-in).
NSŚ: Virtus Bolonia - Crvena zvezda Belgrad (Euroliga) - Bodziach / 32 zdjęcia

