"Gazeta" dowiedziała się, że jest Pan głównym kandydatem koncernu ITI na nowego prezesa Legii.
Wiesław Wilczyński: Nie mam na ten temat nic do powiedzenia. Nie chcę rozwijać tego wątku, bo znam dziennikarzy i wiem, że zaraz zacznie się snucie kolejnych.
Ale zgodzi się Pan, że bycie prezesem Legii to ogromne wyzwanie?
- Na pewno jest to duże wyzwanie. Zwłaszcza w obecnym momencie. Klub zmienia właściciela, będzie miał teraz dalekosiężne plany.
Pan przez osiem lat był prezesem żużlowej Polonii Piła, doprowadzając ten klub do mistrzostwa Polski. Czy Legię i Polonię można porównać? Czy można porównać piłkę nożną i żużel? Stolicę kraju i jednak prowincję?
- Przede wszystkim w obu tych przypadkach nie są to porównywalne pieniądze. Nie muszę dodawać, że większe w przypadku Legii. Piłka w ogóle wymaga znacznie większych nakładów. Mechanizm działania w sporcie jest jednak taki sam. Pod względem biznesowym podejście w każdym klubie sportowym jest identyczne - niezależnie od tego, czy ma się do czynienia z piłką nożną, do kosza, czy jeździ się na motorze. Chodzi o to, by mieć doświadczenie w podejmowaniu decyzji. Liczy się też znajomość tematu.
Należy rozumieć, że Pan zna się na piłce nożnej?
- Jestem kibicem futbolu. Mogę powiedzieć, że to moja pasja. Znam się także z wieloma zawodnikami i ludźmi z tego środowiska. Pracowałem przez pewien czas w Urzędzie Kultury Fizycznej i Turystyki jako wiceprzewodniczący. Byłem na mistrzostwach świata w Korei. Regularnie chadzam na mecze reprezentacji Polski. Wybieram się też na mecz z USA do Płocka. Naprawdę w tych sprawach nie jestem zielony jak koszulka Legii, choć moja znajomość piłki jest mocna z punktu hobbistycznego. Nigdy nie działałem czynnie w tym środowisku.
A propos Legii. Chodzi Pan oglądać jej mecze na stadion przy Łazienkowskiej?
- Bywam na każdym meczu. Oczywiście, incognito. Zresztą nie ma powodu, aby było inaczej. Te spotkania oglądałem zawsze jako osoba prywatna.
To i na derbach z Polonią Pan był. Atmosfera na stadionie wspaniała, nieprawdaż?
- Akurat ten mecz oglądałem w telewizji. Miałem ważną uroczystość rodzinną i nie mogłem z niej zrezygnować.
Co Pan ostatnio robił? Chyba nie było to zajęcie związane ze sportem?
- Jestem prezesem w grupie kapitałowej Telekomunikacji Polskiej SA.
A w ogóle zna Pan kogoś z ITI? Chodzi mi głównie o szefów koncernu?
- Nie. Nie znam nikogo.
To może niedługo Pan pozna. I może my będziemy mieli okazję do częstszych kontaktów?
- W życiu bywa różnie.
Rozmawiał Maciej Weber
Wywiad
Nie jestem zielony jak koszulka Legii
środa, 31 marca 2004 08:36
Wiesław Wilczyńskiźródło: Gazeta Wyborcza