W pierwszej połowie Biczachczjan notował wiele kontaktów z piłką, starał się robić przewagę z futbolówką przy nodze i wchodził w pojedynki. Jako zawodnik grający na pozycji numer „10” nie miał zbyt wielu zadań defensywnych, jednak w 7. minucie wygrał pojedynek powietrzny z Marcinem Wasielewskim, uniemożliwiając katowiczanom ponowienie ataku po rzucie rożnym.
W 25. minucie Ormianin odnalazł się w polu karnym i świetnym ruchem bez piłki wyprzedził Lukasa Klemenza, a następnie uderzeniem głową skierował futbolówkę pod poprzeczkę. Nie jesteśmy przyzwyczajeni do widoku Biczachczjana strzelającego głową, ale absolutnie nie będziemy narzekać na tego typu zagrania. W tej akcji warto pochwalić również dośrodkowanie Patryka Kuna, który co do centymetra posłał piłkę na głowę Ormianina.
W 31. minucie „Bicza”, po wymianie podań z Kamilem Piątkowskim, wszedł w pojedynek z Klemenzem, zostawił defensora za plecami i dośrodkował w pole karne. Zagranie Ormianina było dobrej jakości, lecz zabrakło zawodnika zamykającego akcję na dalszym słupku.
Z każdą kolejną minutą pierwszej połowy można było odnieść wrażenie, że zdobyta bramka napędziła byłego zawodnika Pogoni Szczecin. W 32. minucie popisał się kolejną akcją indywidualną – założył „siatkę” rywalowi w środku pola, a następnie przebiegł kilkadziesiąt metrów z piłką przy nodze. Na końcu rajdu zdecydował się na dogranie do wbiegającego w pole karne Ermala Krasniqiego, który jednak niedokładnie zagrał na 11. metr.
W 39. minucie Biczachczjan przytomnie zachował się we własnym polu karnym, przechwytując piłkę po dośrodkowaniu rywali, a chwilę później wywalczył żółtą kartkę, będąc faulowanym przez Mateusza Kowalczyka.
Ofensywny pomocnik Legii nie ustrzegł się jednak błędów. W 42. minucie, po krótkim podaniu od Krasniqiego, nie opanował futbolówki w polu karnym. Można żałować tej sytuacji, ponieważ przy dobrym przyjęciu piłki miałby naprzeciwko siebie Arkadiusza Jędrycha, którego mógłby ograć w pojedynku jeden na jeden, wykorzystując swoje krótkie prowadzenie piłki i balans ciała.
Druga połowa – zarówno w wykonaniu Legii, jak i Wahana Biczachczjana – była słaba. Nie oglądaliśmy już tak przebojowych rajdów pomocnika, a jego występ po przerwie był po prostu przezroczysty. Trzeba jednak docenić, że w ważnych momentach jest to zawodnik, który chce robić różnicę i tworzyć przewagę, raz za razem wchodząc w pojedynki. Operując piłką w ataku pozycyjnym, potrzebujemy kilku takich graczy, którzy mimo kompaktowej i dobrze zorganizowanej defensywy rywala będą w stanie napędzić akcje legionistów. Biczachczjan posiada taką umiejętność, lecz w trzeciej tercji brakuje mu konkretów – zbyt często podejmuje złe decyzje. Jeżeli w tym aspekcie zanotuje progres, będziemy mogli mówić o wartościowym zawodniku dla naszej ofensywy. Póki co regularnie irytuje niechlujnością w poszczególnych zagraniach. Niemniej jednak trzeba mu oddać, że w spotkaniu z GKS był jednym z jaśniejszych punktów warszawskiego zespołu i możemy liczyć na więcej takich występów.
Statystyki Wahana Biczachczjana w meczu z GKS-em:
Minuty: 77
Bramki: 1
Asysty: -
Strzały/celne: 2/1
Liczba podań / celne: 18/14
Podania kluczowe: 4
Dośrodkowania / celne: 6/6
Dryblingi / udane: 2/1
Odbiory:
Dystans: 8.76 km
Sprinty: 11
Żółte kartki: -
Czerwone kartki: -

