- Dziś trzeba powiedzieć wprost – Legia Warszawa jest drużyną chorą na brak wygrywania. Z utęsknieniem czekamy na ligowe zwycięstwo. Seria dwunastu meczów bez wygranej pokazuje, że mimo obecności doświadczonych zawodników, zespół się męczy, a ta męka trwa zdecydowanie za długo. Każdy kolejny tydzień to budowanie nadziei, a gdy nie przychodzi zwycięstwo, ta nadzieja zaczyna jeszcze bardziej ciążyć - powiedział Michał Żewłakow na antenie Canal+ Sport w programie Ekstraklasa po godzinach.
Zmiana percepcji
- Jeśli chodzi o zespół, percepcja wyraźnie się zmieniła. Początek sezonu, okres po zakończeniu transferów oraz sam start rozgrywek nie były złe. Może nie było to idealne wejście, ale były zwycięstwa, były awanse w europejskich pucharach. Udało się zakwalifikować do fazy grupowej Ligi Konferencji.
- Uważam, że momentem przełomowym był pierwszy mecz w Lidze Konferencji, w którym sam skład wyjściowy i decyzje trenera wywołały sporo emocji oraz znaków zapytania. Od tego momentu zespół przestał funkcjonować tak, jak powinien. Pojawiło się więcej problemów niż jakości, na którą wszyscy liczyli.
- Mam wrażenie, że okres od momentu przyjścia trenera Marek Papszun to czas diagnozowania problemów. Próby zmiany systemu, nastawienia, podejścia zawodników do niektórych kwestii oraz korekta celów – które na początku sezonu były zupełnie inne niż te obecne – są elementem procesu naprawczego.
Problemy indywidualne zawodników
- Gdybym znał lekarstwo na tę sytuację, zespół prezentowałby się inaczej już wcześniej. Problem jest złożony. Trener czy dyrektor sportowy mogą poprzez trening, rozmowy i swoje pomysły wskazać kierunek, w którym drużyna powinna iść, ale narzędziami wykonującymi tę pracę są piłkarze. Wydaje mi się, że klucz leży w psychice zawodników – nawet tych doświadczonych, którzy w karierze przechodzili trudne momenty. Potrzebne jest zebranie się, wygranie jednego czy dwóch meczów – nawet bez stylu, nawet takich „przepchanych”. Taki impuls pozwoliłby zespołowi złapać oddech i odzyskać wiarę we własne możliwości. Dziś każdy z piłkarzy indywidualnie zadaje sobie pytanie, co jest nie tak i dlaczego sytuacja wygląda właśnie w ten sposób.
Transfer Rafała Adamskiego
- Transfer Rafał Adamski był wynikiem wspólnych rozmów. Obserwowaliśmy go m.in. w sparingu z Pogonią Grodzisk i widzieliśmy, jak funkcjonuje na boisku. Jego liczby w pierwszej lidze były solidne, co w połączeniu z naszymi problemami – kontuzjami, brakiem skuteczności i ograniczeniami finansowymi – sprawiło, że zdecydowaliśmy się na ten ruch. Do tego trzeba też dołożyć nasze możliwości finansowe, bo my większość tych dużych transferów zrobiliśmy latem.
- Największy budżet zimą został przeznaczony na wzmocnienie sztabu trenerskiego, aby trener mógł rozpocząć pracę w komfortowych warunkach. Transfer Adamskiego w wielu oczach jest więc uzupełnieniem kadry, kolejnym elementem ofensywy. Natomiast ja na to patrzę tak, że duże transfery nie przyniosły dotąd oczekiwanych rezultatów. Gdy dziś spojrzymy na to, którzy piłkarze spełniają oczekiwania, często są to ci, od których teoretycznie powinniśmy wymagać najmniej.
Stałe fragmenty gry
- Problem stałych fragmentów sprowadza się przede wszystkim do egzekucji. W ofensywie kluczowe jest pierwsze podanie i jakość dośrodkowania – odpowiedni transport piłki w pole karne. W defensywie chodzi o przekonanie, że to, co robię, wykonam właściwie.
- Pomysł na rozegranie czy obronę stałych fragmentów istnieje, natomiast zawodzi wykonanie. Stosunek bramek strzelonych do straconych po stałych fragmentach jest dla nas niekorzystny. Powtarzalność tych samych błędów jest niewybaczalna i przekłada się na miejsce w tabeli.
- Dopóki nie poprawimy skuteczności w tym elemencie gry – zarówno w ataku, jak i w obronie – będziemy mieli poważny problem z regularnym wygrywaniem meczów w Ekstraklasie.

