- Jestem szczęśliwy, że przełamaliśmy tę fatalną passę i wygraliśmy. Gratulacje dla piłkarzy, sztabu i całej społeczności kibiców, którzy w nas wierzą i dopingowali nas przez cały mecz. To na pewno nam mocno pomogło – powiedział trener Legii, Marek Papszun po wygranej z Wisłą Płock.
Papszun przyznał, że spotkanie nie było łatwe, zwłaszcza w kontekście sytuacji zespołu w tabeli i presji związanej z serią bez wygranej.
– Strzeliliśmy bramkę, potem było wyrównanie. W takiej sytuacji podnieść się nie jest łatwo. Ale drużyna była w stanie znów zdobyć bramkę, wybronić się i w końcu przełamać to pasmo. To bezcenne trzy punkty. Wierzę, że to będzie odbicie, które da nam lepszą grę i kolejne zwycięstwa, ale musimy dalej ciężko pracować. Ciągle mamy pod górkę. Skład w każdym meczu jest inny, ale idziemy do przodu i próbujemy pokonywać trudności. Dzisiaj nasza praca została nagrodzona. Nie byłem zaniepokojony po stracie bramki, bo muszę zarządzać meczem i pomagać drużynie od strony taktycznej oraz zmianami. Wierzę, że w każdej chwili jesteśmy w stanie zdobyć bramkę. Nie gramy jeszcze tak, jak chcemy, ale dziś najważniejsze były punkty.
Papszun przyznał, że spodziewał się dobrej gry Wisły przy piłce.
– Byliśmy na to przygotowani, dlatego ustawiliśmy zasieki obronne. Zabrakło mi lepszej finalizacji kontr. Mieliśmy dwie–trzy sytuacje, które mogliśmy zamknąć i uniknąć nerwowej końcówki. Musimy też popracować nad wyprowadzaniem piłki z niskiej obrony, bo dwukrotnie traciliśmy ją w takich momentach. Błędy zawsze będą, ale chciałbym, by było ich mniej.
Kapuadi do Widzewa?
– Transfer Kapuadiego? Nie chciałbym zabierać głosu w imieniu klubu, bo nie mam na to decydującego wpływu. Rynek transferowy jest dynamiczny. Steve był już jedną nogą we Włoszech, a nawet na lotnisku, więc jego sytuacja jest zmienna.
- Czy oczekuję wzmocnienia po ewentualnym odejściu Kapuadiego? Ja oczekiwać to mogę, ale te oczekiwania mogą być trudne do spełnienia. Chciałbym, żeby został do końca sezonu, ale to nie zależy ode mnie.
Adamski, Hindrich i Leszczyński od początku meczu
- Widać było, że debiut przy Łazienkowskiej był dla Janka Leszczyńskiego trudny, stąd zmiana w przerwie meczu. Wierzę w tego chłopaka. Nie bałem się na niego postawić i nie bałem się go zdjąć, bo moją rolą jest pomóc zespołowi. Myślę, że dziś zarządzanie meczem i zawodnikami było w miarę udane.
- Odnośnie zmiany w bramce, to nie była łatwa decyzja, bo Kacper Tobiasz generalnie nie bronił źle. Problem polegał na tym, że sytuacje przeciwników często kończyły się bramkami. Szukamy różnych rozwiązań personalnych, a rywalizacja na tej pozycji jest mocna. Otto Hindrich przyszedł, by walczyć o miejsce i decyzja zapadła dzień przed meczem.
– Gratulacje dla Rafała Adamskiego. Udany mecz, wytrzymał fizycznie do końca. Tempo Ekstraklasy jest wyższe niż w pierwszej lidze, a on dał z siebie bardzo dużo. Zakładałem możliwość gry na dwóch napastników, wcześniej brakowało nam trzeciego do rotacji. Dziś mogliśmy wyjść w takim ustawieniu i to daje nam większe pole manewru – zarówno pod przeciwnika, jak i pod zarządzanie meczem.
Tabela, atmosfera, murawa
Trener odniósł się także do sytuacji w tabeli i atmosfery wokół klubu.
– Najbardziej cieszy mnie, że widzę uśmiechniętych ludzi w klubie. To ogromna organizacja, wielu pracowników przeżywa te mecze. Zainteresowanie i nadzieje pokładane w nas są ogromne. To początek drogi, przed nami dużo pracy, bo liga jest bardzo wyrównana i każdy mecz jest ultrawymagający.
– Wymiana nawierzchni przed pierwszym meczem w mroźnym okresie dużo dała. Widać, że praca pracowników procentuje, choć potrzeba jeszcze ocieplenia, by zrobić dosiewki. Dziś boisko było już dużo lepsze. Może nawet bardziej sprzyjało przeciwnikowi, bo Wisła miała większe posiadanie. W poprzednich meczach było odwrotnie, ale wynik się nie zgadzał. Może trzeba oddać piłkę, żeby wygrywać – zakończył z uśmiechem szkoleniowiec Legii.

