Legia Warszawa w końcu wygrała mecz w Ekstraklasie! "Wojskowi" pokonali przy Łazienkowskiej Wisłę Płock 2-1, dzięki czemu przełamali najgorszą passę bez zwycięstwa ligowego w historii klubu i wygrali na własnym podwórku po raz pierwszy od 146 dni. Legioniści poprzez skuteczny pragmatyzm długo utrzymywali się na prowadzeniu, a po wyrównaniu gości nie zwiesili głów, powalczyli do końca i wyszarpali ważne trzy punkty. Zapraszamy na oceny, jakie wystawiliśmy podopiecznym trenera Marka Papszuna za ten występ.
Rafał Adamski - Dla napastnika ściągniętego niedawno do klubu był to oficjalny debiut i to od razu w pierwszym składzie. Choć poprzednie ekstraklasowe próby mu nie wyszły, tym razem dał pierwszy sygnał, że może być inaczej. Nie było widać po nim żadnych kompleksów, strachu, a jedynie chęć pokazania się i udowodnienia tego, że będzie dla Legii przydatnym i ważnym wzmocnieniem. Od pierwszych do ostatnich minut swojego występu starał się jak za dwóch - naciskał na rywali, intensywnie biegał za piłką, ale także wspomagał drużynę w rozegraniu i szukał swojego miejsca w polu karnym przeciwników, prezentując co najmniej przyzwoitą mobilność. Udowadniają to również statystyki biegowe, gdyż Adamski przebiegł najwięcej kilometrów z całego zespołu i zanotował najwięcej sprintów, mimo że w ostatnich minutach wyraźne było duże zmęczenie atakującego. Jego ambicja i chęć walki zaowocowały już w 23. minucie, kiedy zdobył swojego pierwszego gola w barwach Legii. Adamski zachował się jak prawdziwy lis pola karnego, odważnie i do końca powalczył o "wyplutą" przez bramkarza piłkę, co pozwoliło mu dobić ją do pustej bramki z najbliższej odległości. Choć nie udało mu się dojść do większej liczby sytuacji bramkowych, jego praca dla drużyny oraz zaangażowanie były kluczowe dla zwycięstwa Legii w tym meczu. W debiucie pokazał się z obiecującej strony i wydaje się, że tym występem wygrał rywalizację na pozycji napastnika na najbliższy czas.
Damian Szymański - Pomocnika można spokojnie nazwać cichym bohaterem po tym meczu. Wykonał ogromną pracę w osiągnięciu przewagi w środku pola i zażegnywaniu ataków przeciwników tą częścią boiska. Ze swoich zadań defensywnych, które były widoczne w tym meczu, bo Szymański rzadko podłączał się wyżej na połowę Wisły, wywiązywał się wręcz w sposób wzorowy. Świetnie asekurował szybkie ataki gości, skutecznie ustawiał się w środku pola, ale również we własnym polu karnym nisko schodząc do linii obrony. W pojedynkach z przeciwnikami był odważny, pewny siebie i wystrzegał się błędów, co było kluczowe w wielu sytuacjach 1 na 1 z jego udziałem. Udało mu się wykonać 8 skutecznych odbiorów oraz przechwytów, które nie tylko zatrzymywały ataki "Nafciarzy", ale również wielokrotnie pozwalały Legii na szybkie rozpoczęcie akcji. Szymański również aktywnie uczestniczył w budowaniu ataków, brał udział w większości akcji, rozpoczynając je spokojnym rozegraniem piłki na własnej połowie. Był więc nie tylko skutecznym elementem defensywy, ale także ważnym punktem w budowaniu ofensywnych poczynań. Szkoda, że w doliczonym czasie drugiej połowy obejrzał żółty kartonik, który eliminuje go ze starcia z Jagiellonią Białystok, bo z taką dyspozycją byłby na pewno ważnym elementem tego meczu.
Patryk Kun - Po udanym występie przeciwko GKS-owi Katowice podchodziliśmy do formy Kuna w myśl powiedzenia - "Jedna jaskółka wiosny nie czyni". W spotkaniu z zespołem z Płocka lewy wahadłowy udowodnił jednak, że jest obecnie w dobrej dyspozycji. Wykonywał dużo mrówczej pracy na lewej flance. Pracował dużo w ofensywie, nie tylko dając opcję do rozegrania, ale także wysoko naciskając na rozgrywającego piłkę przeciwnika. Mimo tych dalekich wyjść, nie zapominał o swoich zadaniach defensywnych i asekuracji obronnej w bocznych strefach, z której wywiązywał się wzorowo. Właściwie dopóki grał na lewej stronie defensywy, Wisła nie była w stanie zaskoczyć Legii tamtą stroną, a Kun był pewny i skuteczny w pojedynkach z rywalami. Po przejściu na prawą stronę goście wręcz odpuścili ataki przez jego strefę. Patrząc na oczekiwania, jakie mamy wobec tego piłkarza i mając na względzie jego wcześniejszą przydatność w obecnym sezonie, Kun ma obecnie dobry moment i skutecznie go wykorzystuje. Jak widać, gra pod trenerem Markiem Papszunem ewidentnie mu pasuje, a nowy szkoleniowiec Legii potrafi wykrzesać z niego pełni możliwości. Został zmieniony w 82. minucie.
Otto Hindrich - Dla golkipera sprowadzonego do Legii w zimowym oknie transferowym również był to debiutancki występ. Dało się odczuć ewidentne zwiększenie pewności siebie i skuteczności między słupkami bramki stołecznej drużyny. Rumun zanotował w tym meczu 3 skuteczne interwencje, z czego dwie kluczowe. Szczególnie dobrze z ciężkiej sytuacji wyszedł w 39. minucie. Bramkarz świetnie zachował się na linii bramkowej i wykonał udaną, trudną robinsonadę przy strzale głową z najbliższej odległości Gannisa Niarchosa. Koncentrację wykazał także w 56. minucie, gdy dobrze odczytał intencje strzelca, ustawił się przy bliższym słupku i odbił na rzut rożny mocny strzał po ziemi Łukasza Sekulskiego. Szczególnie pierwsza z tych interwencji, przy innym golkiperze w bramce, mogła skończyć się trafieniem dla gości, choć druga także wymagała skupienia i umiejętności bramkarskich. Przy straconej bramce nie można go winić - nie mógł ani wykonać skutecznej obrony, ani wyjść tak wysoko do płaskiego dośrodkowania. Trzeba jednak również zaznaczyć, że kilka chwil później, przy wyżej zagranej piłce, Hindrich odważnie wyszedł wysoko poza linię i pewnym piąstkowaniem zażegnał zagrożeniu. Poza problemami przy wybiciu piłki, które nie były zbytnio dokładne, a także przy których licznie się potykał, golkiper może ten debiut zaliczyć do naprawdę udanych.
Kamil Piątkowski - Nie był to w pełni udany mecz w wykonaniu obrońcy, ale na pewno nie można nazwać go słabym. W obronie był jednak najmniej zaangażowanym zawodnikiem, najrzadziej przerywał ataki wiślaków, choć jego dobre ustawienie pomagało trzymać całą linię w ryzach. Był za to mocno aktywny w kwestii rozegrania piłki. Często można było zobaczyć go z futbolówką przy nodze, zabierał się z nią i szukał wysokich przeniesień na połowę rywala, starając się napędzać ataki. Również bardzo często zamieniał się pozycjami z Damianem Szymański i podłączał wysoko do ataków, dając opcję ofensywną, szczególnie w okolicach prawej flanki. Przydarzył mu się jeden błąd, który mógł być kosztowny, gdyż w 39. minucie źle obliczył tor lotu piłki i nie zdołał przeciąć dośrodkowania, co pozwoliło Gannisowi Niarchosowi na oddanie groźnego strzału i tylko interwencja Otto Hindricha uratowała Legię przed stratą gola. Poza tym błędem nie brakowało mu jednak pewności i koncentracji.
Jan Leszczyński - Dla młodego defensora był to pierwszy mecz w barwach Legii w wyjściowym składzie. Widać było, że ten debiutancki występ nie był dla niego łatwy i były oznaki stresu. Szczególnie widoczne było to w elemencie rozegrania piłki. Leszczyński, wysoko naciskany przez przeciwników popełnił proste błędy, zdarzało mu się podać piłkę wprost pod nogi rywali, co potęgowało zagrożenie. Trzeba jednak powiedzieć, że z zadań czysto obronnych wywiązywał się naprawdę dobrze. Skutecznie ustawiał się w polu karnym i było to kluczowe przy licznych dośrodkowaniach gości, przy których 18-latek zdecydowanie górował w pierwszej połowie, notując łącznie 4 skuteczne wybicia. Dla zwiększenia pewności Leszczyński został jednak zmieniony w przerwie. "Pierwsze koty za płoty", a później już na pewno będzie lepiej, bo Leszczyński pokazał w tym meczu oznaki, że może być wartością dodaną.
Wojciech Urbański - 21-letni pomocnik wystąpił w tym meczu w wyjściowej jedenastce po raz pierwszy od połowy grudnia. W kwestiach czysto piłkarskich był mało widoczny. Raczej nie był wiodącą postacią w elemencie rozegrania piłki i budowania ataków, rzadko można było zobaczyć go z piłką przy nodze. Wykonał jednak dużą pracę bez futbolówki. W wielu atakach skutecznym podążaniem za akcjami odwracał uwagę rywali, a gdy drużyna nie rozgrywała piłki, to Urbański był pierwszym zawodnikiem, który sprintami ze środka pola dawał sygnał do wysokiego nacisku na przeciwników. Trzeba mu więc oddać, że szczególnie w pierwszej połowie, wykonał bardzo dużo pracy, by zespół przejął kontrolę nad tym meczem i nie pozwalał na zagrożenie własnej bramce. W 34. minucie udało mu się odnaleźć w polu karnym i uderzyć głową po dośrodkowaniu Milety Rajovicia i zrobił to celnie, lecz zbyt lekko, by zaskoczyć bramkarza. Opuścił boisko w 59. minucie.
Wahan Biczachczjan - Przy zmianie formacji Ormianin ustawiony był zdecydowanie bliżej środka boiska i ta zmiana wyszła raczej pozytywnie. Szczególnie przez pierwsze 30 minut Biczachczjan był bardzo aktywnym zawodnikiem. Nisko cofał się po piłkę, chciał brać ciężar rozegrania na siebie i przede wszystkim nie był tak samolubny. W większości akcji szukał wyżej ustawionych zawodników. Jego skuteczność w budowaniu akcji przełożyła się w 23. minucie na zdobycz bramkową, bo to właśnie Ormianin odegraniem z pierwszej piłki wyprowadził Ermala Krasniqiego na wolną pozycję na prawym skrzydle. Osiem minut później ofensywny pomocnik dobrze zabrał się z piłką środkiem pola, zszedł na lewą flankę i podaniem po ziemi między obrońcami uruchomił na polu karnym Miletę Rajovicia, ale Duńczyk w fatalny sposób zmarnował tę okazję. Coś się jednak stało, że po tej akcji Biczachczjan praktycznie zniknął, był bardziej skryty i przestał tak bardzo angażować się w grę stołecznego zespołu. Został zmieniony w 59. minucie. Mógł zaprezentować się nieco lepiej.
Mileta Rajović - Duńczyk pierwszy raz w tym sezonie przez cały mecz występował z innymi napastnikiem obok siebie i to jeszcze bardziej uwidoczniło jego braki. Przy Rafale Adamskim pod każdym aspektem wyglądał jak dziecko we mgle, a to przecież Duńczyk był sprowadzony do Legii za rekordowe pieniądze a nie z beniaminka zaplecza Ekstraklasy. Miał problemy z najprostszymi elementami piłkarskiego rzemiosła - nie potrafił prosto przyjąć piłki, nie mówiąc już o całkowitym jej opanowaniu. Większość podań w kierunku napastnika kończyło się stratą, a nawet gdy zdołał podjąć próbę rozegrania, to futbolówka i tak trafiała po nogi przeciwników, a nie partnerów. Przez to aż 13 z jego wszystkich 27 kontaktów skończyło się stratą. Atakujący mógł mieć dwie sytuacje bramkowe. W 23. minucie nie zaatakował jednak bliższego słupka po zagraniu Ermala Krasniqego, a w 31. minucie po podaniu od Wahana Biczachczjana na pole karne nie potrafił przełożyć piłki obok obrońcy i ostatecznie w komfortowej sytuacji... faulował obrońcę. W pierwszej połowie miał także szanse na oddanie strzału z dystansu z dogodnej pozycji, ale wykonanie tego uderzenia, a raczej potknięcie się o piłkę czy też murawę, raczej lepiej przemilczeć lub uznać za normalność w wykonaniu Duńczyka. Generalnie dużym problemem Rajovicia był brak większego zaangażowania i ataków na piłkę. Jedyne za co można pochwalić go w tym meczu, to dośrodkowanie z 34. minuty na głowę Wojciecha Urbańskiego.
Ermal Krasniqi - Kosowianinowi nie można w tym meczu odmówić zaangażowania, ale znów mało z tego wynikało. Właściwie poza akcją bramkową, Krasniqiemu nie udało się wykreować w ofensywie nic specjalnego. Zresztą również w tej akcji nie zachował się najlepiej. Wahadłowy świetnie rozegrał piłkę z klepki z Wahanem Biczachczjanem, dobrze się z nią zabrał i wbiegł w pole karne, ale samo wykończenie, będące ni to podaniem, ni strzałem, pozostawiało wiele do życzenia. W większości akcji Kosowianin podejmował kuriozalne decyzje, wykazując zbyt dużą indywidualność, która przez nieudane próby zwodów i dryblingów kończyła się największą liczbą strat z całego zespołu i zaledwie 2 wygranymi pojedynkami na aż 12 prób. Poza tym ponownie miał wyraźne problemy z zadaniami defensywnymi. Wielokrotnie zapominał o powrotach do obrony i jako wahadłowy zostawiał zbyt wiele wolnych przestrzeni dla przeciwników na swojej flance. Opuścił murawę w 71. minucie.
Rafał Augustyniak - Nie można powiedzieć, by Augustyniak przez cały mecz grał słabo. W wielu akcjach miał wyraźny wkład w defensywę, dobrze się ustawiał i podejmował interwencje. Miał jednak liczne momenty dekoncentracji, które były dla Legii fatalne w skutkach, a mogły być jeszcze gorsze. Pierwszy z nich miał miejsce w 56. minucie, gdy wracając za pędzącym z piłką Łukaszem Sekulskim, dał się zwieść napastnikowi prostym zwodem i spóźniony pozwolił mu na oddanie swobodnego strzału sprzed pola karnego. Augustyniak fatalnie zachował się także przy akcji bramkowej Wisły. Obrońca źle ocenił tor lotu piłki, ustawił się zbyt daleko od ustawionego w polu karnym Wiktora Nowaka i nawet nie spróbował doskoczyć i przerwać dośrodkowania, co skończyło się stratą bramki. Podobnie mogło być w doliczonym czasie drugiej połowy. Choć tym razem Augustyniak był ustawiony zdecydowanie bliżej atakującego, nie zareagował przy centrze i dał się przeskoczyć Marcinowi Kamińskiemu, który na szczęście nie oddał celnego strzału. Przez te wyraźne błędy występ Augustyniaka trzeba określić jako słaby.
Zmiennicy
Steve Kapuadi - Reprezentant Demokratycznej Republiki Konga pojawił się na murawie po przerwie. Jego zadaniem było ustabilizowanie zarówno gry defensywnej, jak i rozegrania piłki i udało mu się to zrobić skutecznie. W obronie grał pewnie i mimo wzmożonych ataków gości przez jego strefę w drugiej połowie, wielokrotnie udawało mu się skutecznie je przerywać. Kilka z jego odbiorów i skutecznych wyprowadzeń piłki pozwoliło Legii na wyjście z szybkimi kontratakami. Był po tej zmianie aktywny, pewny i zdecydowanie poprawił się względem fatalnego w jego wykonaniu spotkania z GKS-em Katowice. Prawdopodobnie był to jednak jego ostatni występ w barwach Legii, więc można powiedzieć, że pożegnał się w dobry sposób.
Juergen Elitim - Kolumbijczyk wrócił do gry po kontuzji przez którą opuścił dwa mecze. Pozwolił zespołowi na ponowne opanowanie środka pola i uspokojenie poczynań w rozegraniu piłki. Elitim dobrze zabierał się z futbolówką, potrafił się swobodnie przy niej utrzymać i zapewnić zespołowi przewagę. Jego podania stały na wysokim poziomie - łącznie zanotował 96-procentową skuteczność w tym elemencie, z czego wszystkie z jego zagrań na połowie rywala były skuteczne. Jedno z nich pozwoliło otworzyć na lewej stronie Arkadiusza Recę i zanotować Elitimowi asystę drugiego stopnia przy zwycięskim trafieniu. Swoją zmianą Kolumbijczyk zapewnił zespołowi dużo spokoju i opanowania, co było bardzo ważne w drodze po trzy punkty.
Kacper Chodyna - Chyba każdy, gdy widział Chodynę szykującego się do zmiany w 82. minucie, złapał się za głowę. Tym razem jednak wahadłowy zaskoczył i zanotował krótki, ale skuteczny występ. Już przy pierwszym kontakcie z piłką dobrze pograł z partnerami na prawej stronie, a przy drugim dotknięciu piłki zanotował swojego premierowego gola w tym sezonie. Chodyna skutecznie wszedł z prawej strony w pole karne i uderzeniem z pierwszej piłki skierował ją na dalszy słupek, trafiając do siatki i ratując niezwykle ważne zwycięstwo. Chodyna w końcu potrafił zrobić coś dobrze, czysto trafić w piłkę w dogodnej okazji i został swego rodzaju bohaterem tego meczu.
Arkadiusz Reca - Pojawił się na boisku w 59. minucie. Była to naprawdę słaba zmiana, szczególnie jeśli chodzi o jego działania defensywne. Reca popełniał kuriozalne błędy, które gracze Wisły starali się wykorzystać i zdecydowanie spotęgowali ataki przez jego strefę. Wahadłowy w prosty sposób przegrywał pojedynki z przeciwnikami. Jeden z jego błędów był fatalny w skutkach. Choć w 73. minucie początkowo naprawił błąd w przyjęciu piłki Rafała Adamskiego, po chwili w dziecinny sposób stracił posiadanie, a to było przyczynkiem do akcji bramkowej Wisły. Od minusa Reca uratował się jednak świetną asystą. Jego dośrodkowanie z 83. minuty na dalszy słupek do niepilnowanego Kacpra Chodyny było wykonane z idealną precyzją, a notując swoje pierwsze ostatnie podanie w tym sezonie, poniekąd odkupił swoje winy.
Henrique Arreiol - Wszedł na murawę w 71. minucie. Dla Portugalczyka był to pierwszy występ w rundzie wiosennej. Był aktywny, chętny do gry, dobrze wychodzący i pokazujący się do podań, biegający za rywali i naciskający ich pressingiem, lecz ostatecznie nie wyróżnił się niczym specjalnym. Kilkakrotnie wspomógł drużynę w rozegraniu piłki, choć był to dość anonimowy występ.

