Po ostatniej rywalizacji z „Nafciarzami” miejsce w składzie wywalczył Kacper Chodyna, który w tamtym spotkaniu zdobył gola decydującego o losach spotkania. Były gracz Zagłębia Lubin jest piłkarzem, który od początku swojej przygody z Legią nie potrafi pokazać jakości, dla której go do warszawskiego klubu sprowadzono. Przed wyjazdem do Białegostoku miałem takie przemyślenia, że kiedy, jak nie teraz, Chodyna ma pokazać swoje atuty. Wydawało mi się, że bramka strzelona w bardzo ważnym momencie może, kolokwialnie mówiąc, spuścić z tego zawodnika trochę powietrza. Zapraszamy na analizę występu Kacpra Chodyny.
Pierwsza połowa w wykonaniu Chodyny była zupełnie bezbarwna. Ataki pozycyjne Legii nie przynosiły wymiernych efektów, więc poszczególni piłkarze ofensywni nie byli w stanie zaznaczyć swojej obecności na boisku. W żadną ze straconych bramek Chodyna nie był zamieszany ani nie przegrał żadnego kluczowego pojedynku w defensywie.
W 48. minucie, po przejęciu piłki przez Bartosza Kapustkę w obrębie szesnastki rywala, Legia zagroziła bramce Sławomira Abramowicza. Odbieranie wysoko piłek to było coś, co Legii wychodziło w drugiej części spotkania bardzo dobrze. Chwilę później, ze stojącej futbolówki, Chodyna precyzyjnie dośrodkował na długi słupek, lecz tam szybszy w walce w powietrzu był Norbert Wojtuszek.
Zaledwie dwie minuty później Legia po raz kolejny przechwyciła piłkę w okolicach 35. metra za sprawą Milety Rajovicia. Nastąpiła wtedy krótka wymiana podań między Elitimem i Kapustką, po czym kapitan „Wojskowych” odnalazł na prawej stronie Chodynę, który, nie mając zbyt wiele wolnej przestrzeni, zdołał odpowiednio podnieść piłkę, a jego dośrodkowanie spadło na pole bramkowe. Rozpędzony Rajović uderzył głową po wygraniu pojedynku z Wojtuszkiem, lecz na drodze piłki stanął słupek.
Pierwszy fragment drugiej połowy to była absolutna dominacja warszawskiej drużyny. Miło było patrzeć na to, jak Legioniści nie pozwalają na wyjście z własnej połowy drużynie Jagiellonii i raz za razem, po odbiorze piłki, następuje jej szybki transfer w pole karne gospodarzy.
Taka sytuacja powtórzyła się w 53. minucie, gdy Chodyna tym razem nie zdecydował się na dośrodkowanie, a wyłożył piłkę obiegającemu go Piątkowskiemu, który dorzucił na głowę Biczachczjana. Mogła podobać się decyzyjność prawego wahadłowego Legii, który w trzeciej tercji często podnosił głowę i wybierał najlepsze rozwiązania, co w jego grze do tej pory bardzo często szwankowało.

W 69. minucie byliśmy świadkami fenomenalnego zagrania Kamila Piątkowskiego, który na kilkadziesiąt metrów zagrał precyzyjnie do Chodyny, a ten dobrze wypuścił sobie piłkę pierwszym kontaktem. Andy Pelmard próbował go dogonić, lecz w kluczowym momencie Chodyna zamarkował zagranie w pierwsze tempo, czym oszukał Francuza. Z dwóch metrów do bramki nie trafił jednak Rajović, który najzwyczajniej w świecie „okradał” wahadłowego z asysty. Wydaje mi się, że jeszcze nie widzieliśmy tak błyskotliwego zagrania Kacpra Chodyny w barwach Legii, co jest warte odnotowania.
W 75. minucie byliśmy świadkami udanego dryblingu Chodyny. Zasygnalizował on rywalowi podanie piłki do środka, po czym chciał wypuścić ją sobie na zewnątrz i wejść w pojedynek biegowy. Bartłomiej Wdowik sfaulował wahadłowego, a Legia miała kolejny rzut wolny w okolicach „szesnastki”.
Duże zagrożenie Legia sprawiała gospodarzom po stałych fragmentach gry, za co należy pochwalić zawodników i sztab szkoleniowy. Przy ponowieniu jednego z rzutów rożnych do piłki dopadł Chodyna, który w pierwszym kontakcie uderzył w nieprzyjemny sposób dla interweniującego Abramowicza. Golkiper Jagiellonii instynktownie odbił to uderzenie, z którym miałby jeszcze większe problemy, gdyby spadająca piłka zdążyła wpaść w kozioł tuż przed nim.

Zawodnik praktycznie już skreślony przez kibiców, a jeszcze do niedawna i przez sztab szkoleniowy, rozegrał swój najlepszy mecz w Legii. Pod skrzydłami Goñcalo Feio ten gracz miewał lepsze momenty, lecz postawię tezę, że nie znajdziemy równie dobrego spotkania w jego wykonaniu. Takie zwroty akcji to sól piłki nożnej i cieszymy się, że dotyczy to jednego z „Wojskowych”. Jedna jaskółka wiosny nie czyni, lecz przynajmniej mamy dowód na to, że Kacper Chodyna w piłkę grać potrafi. W niedzielne popołudnie szczególnie imponował mi spokojem i dobrymi decyzjami w trzeciej tercji. Dokładając do tego solidną postawę w poczynaniach defensywnych, wychodzi na to, że na czas absencji Pawła Wszołka mamy godnego zastępcę. Z dużym zaciekawieniem będę oglądał jego kolejne występy, a nie mam wątpliwości, że wybiegnie w pierwszej jedenastce na zbliżający się mecz z Cracovią.
Statystyki Kacpra Chodyny w meczu z Jagiellonią:
Minuty: 90
Bramki: -
Asysty: -
Strzały/celne: 2/1
Liczba podań / celne: 22/18
Podania kluczowe: 2
Dośrodkowania / celne: 7/2
Dryblingi / udane: 2/1
Odbiory: 0
Dystans: 10.33 km
Sprinty: 18
Żółte kartki: -
Czerwone kartki: -

