Legia Warszawa pokonała Cracovię 1-0, notując piąty mecz z rzędu bez ligowej porażki. Legioniści zagrali w tym meczu bardzo pragmatycznie i skutecznie, szczególnie w defensywie. Zdobyli bramkę w pierwszej połowie a w drugiej części swobodnie kontrolowali pozytywny wynik, doprowadzając do końcowego triumfu i chwilowego wyjścia ze strefy spadkowej. Zapraszamy na oceny, jakie wystawiliśmy podopiecznym trenera Marka Papszuna za ten mecz.
Radovan Pankov - Serb otrzymał kolejną szansę jako pół lewy obrońca. W pierwszych minutach ponownie nie potrafił odnaleźć się na tej pozycji, miał problemy z szybkimi atakami graczy krakowskiego zespołu, jednak to nie trwało długo. Pankov potrzebował mniej więcej kwadransa, by opanować swoje poczynania i wejść na bardzo wysoki poziom. Od tego momentu do praktycznie samego końca meczu był po prostu nie do pokonania. Świetnie czytał grę, ustawiał się w okolicach własnego pola karnego i emanował pewnością w pojedynkach z rywalami, ostatecznie wygrywając wszystkie z pięciu starć naziemnych. Do tego zanotował cztery skuteczne odbiory. W sytuacjach powietrznych również prezentował dużą koncentrację. Pankov był niezwykle pewnym punktem defensywy, znacznie przyczyniając się do pierwszego czystego konta od końcówki października.
Rafał Augustyniak - Po ostatnich przeciętnych występach w jego wykonaniu, środkowy defensor w końcu pokazał dużą pewność i odpowiedzialność. Szczególnie w pierwszej połowie większość akcji gości kończyło się skutecznymi interwencjami Augustyniaka. Dzięki wysokim wyjściom, odpowiednim reakcjom i agresji ustawiony na środku trójosobowego bloku defensywy obrońca górował nad rywalami, z dużą skutecznością niwecząc ich poczynania i wygrywając znaczną część pojedynków z nimi. Był również najbardziej aktywnym z obrońców w kontekście rozegrania piłki. Augustyniak wielokrotnie zabierał się z futbolówką, decydował na indywidualne rajdy, dzięki którym legionistom udawało się przyspieszać ataki środkiem pola. W tym meczu zresztą często wymieniał się pozycjami, przechodził wyżej, choć i tak bardziej skupiał się na asekuracji i pomocy w obronie niż ofensywie. W niej trzykrotnie decydował się na strzały z dystansu, lecz żadnym z tych uderzeń nie nawiązał do występu przeciwko Szachtarowi. Był to bardzo dobry i niezwykle pewny mecz w jego wykonaniu.
Kamil Piątkowski - W pierwszej połowie nie miał zbyt dużo pracy. Gracze Cracovii znacznie częściej atakowali drugą flanką, a jego partnerzy częściej podejmowali interwencje. To nie znaczy jednak, że Piątkowski prezentował się źle. Dobrze trzymał linię, przesuwał się za akcjami, a jego koncentracja i gotowość stały na wysokim poziomie. W pierwszej części często podłączał się do ataków, próbując dawać opcje do rozegrania. Po przerwie miał już znacznie więcej zadań defensywnych, z których wywiązywał się w sposób wzorowy. Dzięki sile, ale także sprytowi i szybkości udawało mu się z łatwością pokonywać przeciwników, nie pozwalać im na zagrożenie bramce i wygrać ponad 80% pojedynków z nimi. Piątkowski podporządkował się do dyspozycji reszty kolegów z defensywy i dopełnił świetne trio obronne w tym meczu.
Otto Hindrich - Bramkarz Legii już w pierwszych minutach tego meczu pokazał spokój, pewność i przede wszystkim odwagę. W 11. minucie zdecydował się na ryzykowną interwencję na skraju pola karnego, "szczupakiem" rzucił się do piłki tuż przed Mauro Perkoviciem i głową zdołał wybić piłkę spod nóg Chorwata, który mógł dojść do sytuacji sam na sam. Trzeba przyznać, że ta brawurowa interwencja zrobiła wrażenie i potwierdziła jego śmiałość. Udało mu się ją utrzymać przez resztę meczu i pozwoliło wykonać trzy skuteczne interwencje przy celnych strzałach gości, choć żadnym z nich nie zmusili Hindircha do szczególnie wytężonej pracy i spektakularnych robinsonad. Rumun wykazał się także pewną grą i odwagą na przedpolu, szczególnie ważne było to przy ostatniej akcji meczu, gdy golkiper bez kompleksów wbiegł w tłok i pewnie wyłapał centrę Mateusza Klicha, nie pozwalając gościom na zagrożenie bramki. To wszystko pozwoliło zachować golkiperowi pierwsze czyste konto w barwach stołecznego zespołu. Z Hindrichem między słupkami czuć znacznie większy spokój i pewność.
Patryk Kun - Kun chyba już chyba na dobre wygrał rywalizację o miejsce w składzie na lewym wahadle z Arkadiuszem Recą, a ten występ tylko to potwierdził. Był jednym z najaktywniejszych i najbardziej zaangażowanych zawodników Legii. Pracował dużo zarówno w ofensywie, jak i defensywie, by drużyna wyszła z tego meczu zwycięsko. W atakach odważnie zabierał się z piłką, wchodził w liczne pojedynki z przeciwnikami i w większości wychodził z nich górą. Gdy przyspieszał z piłką, był praktycznie nie do pokonania, połykał przestrzenie i próbował wykreować sytuacje bramkowe. Wykonał również kilka udanych dryblingów, które z dodatkiem szybkości i przebojowości sprawiały rywalom sporo kłopotów. Poza tym, szczególnie w pierwszej połowie, pomagał ofensywnym zawodnikom również w wysokim nacisku na rywali i próbach szybkiego odzyskania piłki. W defensywie wielokrotnie wspomagał obrońców, dobrze ustawiał się w asekuracji i nie pozwalał graczom Cracovii na swobodne dośrodkowanie w pole karne. Swoją walecznością, zaangażowaniem i oddaniem zrobił bardzo dużo, by Legia wyszła z tego meczu zwycięsko. Przemiana i odrodzenie tego zawodnika pod wodzą trenera Marka Papszuna zaczynają być imponujące.
Juergen Elitim - Kolumbijczyk od początku meczu był liderem środka pola. Starał się brać na siebie odpowiedzialność za budowę akcji i przyspieszać je jak najszybszymi przeniesieniami piłki na połowę rywala. Szczególnie wychodziło mu to w drugiej połowie, w której był niezwykle aktywny, zdecydowana większość ataków przechodziła przez jego nogi, a Elitim swoją kreatywnością starał się zrobić różnicę, choć nie pomagali mu w tym inni ofensywnie nastawieni zawodnicy. Imponował jednak nie tylko swoim zaangażowaniem w budowanie akcji, ale również agresywnym naciskiem w pressingu i skutecznością w starciach z rywalami. Pomocnik świetnie reagował w środku pola, atakował rywali z dużą skutecznością, dzięki czemu zanotował łącznie aż 9 odbiorów i przechwytów. Po nich wielokrotnie udawało mu się odważnie wychodzić z piłką, połykać przestrzenie i z łatwością przesuwać się pod pole karne Cracovii. W pierwszej połowie udało mu się także oddać mocny, celny strzał sprzed pola karnego, którym zmusił bramkarza do wybicia piłki na rzut rożny. Po dobrym występie został zmieniony w 80. minucie.
Wahan Biczachczjan - Występ Ormianina był bardzo niejednoznaczny. Jak zwykle grał bardzo indywidualnie, pod siebie i można powiedzieć, że w swoich poczynaniach był połowicznie skuteczny. Dużo i intensywnie pracował w nacisku na rywali. Często jako pierwszy dawał sygnał do pressingu, co zaowocowało w 31. minucie odbiorem, który rozpoczął akcję bramkową. Biczachczjan dobrze pokazał się na prawym skrzydle i dośrodkował na pole karne w kierunku Milety Rajovicia, choć ta centra nie była idealna. Jego indywidualność ukazywała się przy ofensywnych rozwiązaniach. Gdy otrzymywał piłkę, za każdym razem decydował się na dryblingi i strzały z dystansu, nie patrząc na lepiej ustawionych bądź wychodzących do podań partnerów. Kilkakrotnie udawało mu się jednak popisać skutecznością. Szczególnie mowa tu o uderzeniach sprzed pola karnego, z których w samej pierwszej połowie dwukrotnie zagroził bramce Cracovii. Były jednak także liczne momenty, w których Biczachczjan zbyt prosto tracił piłkę i marnował poczynania reszty zespołu. Nie był to więc słaby mecz w jego wykonaniu, lecz w wielu akcjach powinien poszukać znacznie lepszych, bardziej drużynowych rozwiązań. Zszedł z boiska w 58. minucie.
Kacper Urbański - Mimo słabej formy, którą słowami na konferencji prasowej po meczu z Jagiellonią Białystok niejako potwierdził trener Marek Papszun, szkoleniowiec dał jeszcze jedną szansę ofensywnemu pomocnikowi i to w wyjściowym składzie. Nie można powiedzieć, by wykorzystał ją w pełni, choć na pewno pokazał zdecydowanie większą aktywność i zaangażowanie niż w poprzednich spotkaniach rundy wiosennej. Urbański starał się być opcją do zagrania na lewej stronie i gdy już dostawał piłkę, to udawało mu się jakościowo z nią zabierać. Wygrywał pojedynki szybkościowe z rywalami, udawało mu się ich pokonywać, przez co musieli uciekać się do groźnych fauli. Pracował też sporo bez piłki - biegał za rywalami, naciskał na nich i starał się odzyskać futbolówkę jeszcze na połowie gości. Z minuty na minutę jego zaangażowanie było jednak coraz mniejsze, co szybko zauważył trener Papszun i ściągnął go z boiska w 58. minucie.
Kacper Chodyna - Chodyna otrzymał kolejną szansę na pozycji prawego wahadłowego. Tym razem nie może zaliczyć jednak swojej gry do w udanych. Nie można powiedzieć, by zaprezentował się źle, lecz zdarzały mu się momenty dekoncentracji i typowe dla niego, proste błędy, szczególnie w rozegraniu piłki. W ofensywie nie szalał już tak i nie prezentował takiej skuteczności, jak w meczu z Jagiellonią Białystok. W zasadzie nie udało mu się wykreować nic specjalnego, poza sytuacją Ermala Krasniqiego z 76. minuty, który wyszedł praktycznie sam na sam z bramkarzem po górnym podaniu Chodyny z własnej połowy. Wahadłowy w swoich rajdach nie zaskakiwał już tak bardzo rywali, miał znacznie mniejszą skuteczność pojedynków i dryblingów. Przez to wszystko zaliczył aż 22 straty piłki, czyli najwięcej z całej drużyny. Pozytywnie prezentował się natomiast w kwestiach defensywnych. Dobrze wspomagał obrońców, asekurował prawą flankę i nie pozwalał rywalom rozwinąć skrzydeł na jego stronie. Do tego zanotował 7 skutecznych odbiorów, które pozwalały mu wyprowadzić szybkie ataki, lecz nie był w nich przebojowy i efektywny.
Antonio Čolak - Przez niemoc Milety Rajovicia w ostatnich meczach i uraz Rafała Adamskiego to Chorwat otrzymał szansę na występ od pierwszej minuty. Niestety, już w 24. minucie napastnik musiał opuścić murawę z powodu kontuzji mięśnia Achillesa, która odzywała się u niego już w środku tygodnia. Wcześniej Čolak nie pokazał zbyt wiele. Rzadko był przy piłce, częściej biegał za rywalami, naciskając ich pressingiem i pomagając zespołowi w próbach odbioru. Życzymy Chorwatowi, by kontuzja nie okazała się poważna.
Bartosz Kapustka - Choć pomocnik na samym początku rundy prezentował się nieźle, teraz znów notuje znaczny spadek formy. Był w tym meczu pierwszym hamulcowym akcji Legii. W zasadzie każda piłka, która szła do Kapustki, kończyła się odegraniem zwrotnym bądź zagraniem do boku lub do tyłu. Dodatkowo był w tym nie do końca skuteczny. Jego celność podań stała tylko na poziomie nieco ponad 70%, a na połowie rywala już minimalnie ponad 50%. Jak na rozgrywającego, poniekąd lidera środka pola Legii, są to bardzo słabe statystyki, które powodowały też niepotrzebne, groźne straty. Kapustka po prostu snuł się na boisku, grał bez większego pomysłu i jakby chęci, szczególnie w elemencie budowania akcji. Zniechęcony z czasem coraz rzadziej pokazywał się do gry, nie podłączał wyżej i pozostawał bliżej własnej bramki, co generalnie wyszło mu na dobre, bo w elemencie asekuracji i pomocy obrońcom prezentował się optymalnie. W jego występie brakowało kreatywności, wzięcia odpowiedzialności i poniekąd zaangażowania. Zszedł z boiska w 58. minucie.
Zmiennicy
Mileta Rajović - Duńczyk w 24. minucie zastąpił na murawie kontuzjowanego Antonio Čolaka. Posadzenie Rajovicia na ławce rezerwowych chyba poniekąd zmotywowało go, bo od początku wejścia pokazywał spore zaangażowanie, chęć do gry. Intensywnie biegał za rywalami, naciskał ich i starał się szybko odzyskać piłkę. To właśnie jego pressing zaowocował przy akcji bramkowej. Rajović najpierw nacisnął na przeciwnika, który pogubił się i popełnił błąd, następnie dobrze podłączył się na pole karne i wykorzystał kolejną pomyłkę rywala, w trudnej sytuacji pakując piłkę do siatki. Dla Rajovicia była to pierwsza bramka w lidze od ponad 160 dni. Widać było po jego reakcji, jak dużą ulgę odczuł po tym trafieniu. Do końca pierwszej połowy przekładało się to również na boisko. Napastnik nadal grał ochoczo, z zaangażowaniem i starał się napędzać drużynę. Wszystko zmieniło się jednak po przerwie. O ile na początku nadal starał się być aktywny, z minuty na minutę znikał, a gdy już otrzymywał futbolówkę, popełniał proste błędy i wybierał fatalne rozwiązania. Przestał wykorzystywać swoją agresję, siłę, co przełożyło się na to, że wygrał zaledwie 6 ze wszystkich 18 pojedynków z przeciwnikami. Rajović ewidentnie poczuł się zbyt pewnie, jakby już nic nie musiał udowadniać i to przyczyniło się na bardzo słaby występ w drugiej połowie. Nie można jednak ocenić go negatywnie, w końcu na początku dał dobrą zmianę i przede wszystkim zdobył zwycięską bramkę.
Rafał Adamski - Pojawił się na boisku w 58. minucie. Ustawiony bardziej na skrzydle, miał w tym meczu dość ciężkie zadanie, tym bardziej, że gra ofensywna zespołu nie wyglądała za dobrze. Adamski miał okazję zabierać się z piłką, próbował pokonywać rywali na lewym skrzydle, lecz było mu o to bardzo trudno. Zarówno przy tym, jak i nacisku na rywali starał się wykorzystać swoje warunki fizyczne, siłę i przyspieszenie, jednak nie udało mu się stworzyć nic specjalnego. Nie można odmówić mu jednak zaangażowania zarówno w ofensywę, jak i defensywę, gdyż często schodził nisko na własną połowę i pomagał innym kolegom z drużyny w utrzymaniu pozytywnego wyniku.
Damian Szymański - Wszedł na murawę w 58. minucie. Miał za zadanie wspomóc i wzmocnić działania defensywne, asekuracyjne w środku pola i generalnie udało mu się to. Dobrze ustawiał się przed polem karnym, odczytywał zamiary gości i nie pozwalał im rozwinąć ataków. Po udanych odbiorach próbował również wyprowadzić kontry, choć były to raczej okazjonalne sytuacje. Raczej pozostawał na własnej połowie i skupiał się na obronie własnej bramki. Wydaje się, że w miarę wniósł oczekiwaną jakość i jeszcze bardziej wzmocnił linię obronną Legii.
Artur Jędrzejczyk - Został wprowadzony na murawę w 80. minucie. Grał zbyt krótko, by w pełni ocenić jego występ. Nie popełnił jednak żadnego błędu i w trudnym momencie, w samej końcówce meczu wspomógł drużynę w obronie. Po prostu nie zaburzył pozytywnych działań defensywnych zespołu.
Ermal Krasniqi - Kosowianin wszedł na boisko w 58. minucie. Tym razem został ustawiony jako ofensywny pomocnik, a nie boczny wahadłowy. Mimo że mógł skupić się tylko na działaniach ofensywnych, kompletnie mu to nie wychodziło. Nie potrafił skutecznie zabierać się z piłką, gubił się przy próbach dryblingów. Choć Krasniqi teoretycznie powinien być bardziej świeży, przegrywał znaczną większość pojedynków z przeciwnikami, również tych szybkościowych, a rywale z łatwością odczytywali jego intencje, potrafili go wyprzedzić i w prosty sposób odebrać piłkę. W 76. minucie miał szansę wyjść sam na sam z bramkarzem i zamknąć mecz, lecz mimo dogodnej pozycji, dał się dogonić rywalowi i choć oddał jeszcze strzał, to prosto w niego. Był po prostu bardzo słaby w skuteczności, nie potrafił nic wnieść do gry ofensywnej zespołu, a wręcz ją osłabił. Jego proste straty mogły również powodować większe zagrożenie własnej bramce niż przeciwnika.

