Walka o utrzymanie trwa. Wyniki poprzedzające mecz z Cracovią przy Ł3 nie były dla nas zbyt korzystne - bez regularnych zdobyczy punktowych możemy zapomnieć o utrzymaniu w Ekstraklasie. Zainteresowanie spotkaniem z "Pasami" było naprawdę przyzwoite, szczególnie biorąc pod uwagę naszą obecną sytuację - na trybunach pojawiło się ponad 21 tysięcy kibiców.
Przy wejściu na trybuny legionistki otrzymywały tulipany z okazji Dnia Kobiet, a także bony promocyjne do klubowego sklepu. W Źródełku już cztery godziny przed pierwszym gwizdkiem sędziego rozpoczął się kolejny kibicowski kiermasz legijnych gadżetów. Niektóre pamiątki, w tym gadżety z okazji 35-lecia zgody z Zagłębiem (kubki, szaliki i koszulki) były także do nabycia na promenadzie Żylety i tam też będzie można je nabywać przed kolejnymi spotkaniami.
Wśród legijnego oflagowania nie mogło zabraknąć płótna "Pudel won!". Wraz z nami na trybunie pojawiła się tego dnia liczna delegacja fanów FC Den Haag (z flagą). Doping, którym kierował Kamil, stał od samego początku na bardzo dobrym poziomie. Na początek miało miejsce sporo uprzejmości pomiędzy legionistami i krakusami. "Pier... cię krakowski psie" - leciało z Żylety, by po chwili tę samą pieśń, tylko z "warszawski" - śpiewali przyjezdni. Legioniści odpowiedzieli kolejnymi "uprzejmościami" - "Cracovia Pasy, biało-czerwone k..." oraz "C...l, c...l - Cracovia".

Wspomniani kibice Cracovii do Warszawy przyjechali pociągiem specjalnym w bardzo dobrej liczbie. Wraz ze zgodami, było ich 915. W klatce wywiesili 11 flag, m.in. "Naród wybrany Cracovia pany!!!", "Cracovia Criminals", "Cracovia XXX lecia", "Hycle", "Prokocim", "JG", "Bóg Honor Ojczyzna", "Krowodrza", "Cracovia Oldschool". Prowadzili przyzwoity doping przez całe spotkanie.
Na rozpoczęcie meczu w legijnym młynie zaprezentowana została oprawa odnosząca się do obecnej sytuacji, w jakiej znalazł się nasz klub. Sytuacji, w której o pomoc prosimy niebiosa. Na dole rozciągnięty został wysoki transparent z hasłem wypowiedzianym przed laty przez Jana Pawła II - "Niech zstąpi Duch Twój i odnowi oblicze tej ziemi". Nad nim rozciągnięta została malowana sektorówka przedstawiająca legionistę pośród dymu w naszych barwach, zwracającego się ku niebiosom... Całość uzupełniła pirotechnika odpalona na samej górze. Niewielki pożar na górze trybuny już po prezentacji, który został bardzo szybko opanowany, został oczywiście wyolbrzymiony przez szukających sensacji pismaków.

Gniazdowy w pierwszej połowie dbał o to, by m.in. skandowane przez legionistów "Legia" przy tradycyjnym klaskaniu, niosło się z odpowiednią mocą. Efekt udało się osiągnąć bardzo szybko. Z kolei trzykrotnie zbieraliśmy się do odtańczenia walczyka labada, czekając aż swoje tańce rodem z Pyrlandii skończą przyjezdni. Na murawie niespodziewanie nasz zespół wyszedł na prowadzenie, wprowadzając nas w niesamowity nastrój. Tym bardziej byliśmy zdziwieni, że dokonał tego Rajović - gość, który od samego początku pobytu w naszym klubie wygląda, jakby piłkarzem został przypadkiem. Kiedy zawodnicy schodzili do szatni, przy wciąż korzystnym dla nas wyniku, usłyszeli: "Hej Legio, tylko zwycięstwo!".
W drugiej połowie spotkania "Opravcy" zaprezentowali w sektorze gości oprawę. Najpierw rozciągnęli malowaną sektorówkę przedstawiającą Obeliksa w pasiastych portkach na tle Pałacu Kultury, trzymającego hełm w legijnych barwach, którego niosą rzymianie, mający symbolizować (eLka z palców, Syrenka) Legionistów. Choreografię zwieńczyło odpalenie na górze 25 rac. Wobec wyniku na murawie, którym zakończył się ten mecz, choreografia Cracovii pozostała tylko marzeniem.

W drugiej połowie utrzymaliśmy wysoki poziom decybeli. Naprawdę do postawy fanów tego dnia nie można mieć żadnych zastrzeżeń. Było naprawdę fanatycznie, nikt nie żałował gardeł. Oczywiście punktem kulminacyjnym była pieśń "Gdybym jeszcze raz...", ale i wiele innych z naszego repertuaru brzmiało jak należy. Im bliżej było końca meczu i wywalczenia tak potrzebnych punktów, tym większą energię wkładaliśmy w śpiew. Parę słów poświęciliśmy arbitrowi, który naszym zdaniem podejmował niekorzystne dla nas decyzje. Chociaż właściciel klubu ostatnio rzadko pojawia się na trybunach, legioniści nie zapomnieli o osobie w dużej mierze odpowiedzialnej za burdel panujący w klubie od lat. "Mioduski! Co? Sprzedaj klub i spier..." - taki dialog pomiędzy trybunami zainicjowała Żyleta. Chwilę później zaśpiewano jeszcze doskonale znaną wersję "On jest temu winien, wypier... stąd powinien".

Ostatnie minuty dłużyły się niemiłosiernie, ale w końcu można było świętować komplet punktów. Jakże ważne trzy punkty w obecnej sytuacji. "Legia walcząca, Legia walcząca do końca" oraz "Walczyć, trenować, Warszawa musi panować" - skandowaliśmy w kierunku piłkarzy. I pomimo mocno przeciętnego poziomu widowiska, w dobrych humorach wracaliśmy do domów. Przed nami mecz przyjaźni w Radomiu, który rozegrany zostanie w najbliższy piątek. Na pewno bez Goncalo Feio na ławce Radomiaka, a być może do tego czasu przestanie on pracować w klubie z Radomia, bowiem kolejny raz Portugalczyk postanowił co nieco odpier...ić.
P.S. Na Żylecie wywieszony został transparent "Pestek PDW".
Frekwencja: 21 083
Kibiców gości: 915
Flagi gości: 11
Autor: Bodziach

