W ramach 25. kolejki Ekstraklasy Legia Warszawa zremisowała z Radomiakiem Radom 1-1. Mimo niezłej pierwszej połowy, w której legioniści stworzyli kilka sytuacji bramkowych i błyskawicznie zareagowali na szybko zdobytego gola przez gospodarzy, w drugiej części zabrakło im argumentów i zaangażowania, by pokusić się o zwycięstwo. Zapraszamy na oceny, jakie wystawiliśmy legionistom za ten 11 ligowy wyjazd z rzędu bez wygranej.
Radovan Pankov - 30-latek ewidentnie złapał dobry rytm. Serb w Radomiu udowodnił swoją zwyżkową formę. Był niezwykle stabilnym, pewnym punktem defensywy. Stanowił filar obronny, dzięki któremu gospodarze po zdobytym golu praktycznie nie zagrozili już bramce Legii, a na pewno nie z pola karnego. Dzięki dobremu czytaniu gry Pankov przewidywał większość zagrań graczy Radomiaka i niweczył ich akcje już w zalążku. To pozwoliło mu również na odczytywanie górnych prób radomian, przy których był bezbłędny, notując 6 skutecznych wybić. W pojedynkach z rywalami nie popełniał błędów. Dzięki swojej sile i nieustępliwości przegrał zaledwie 1 ze wszystkich 9 starć z przeciwnikami, notując prawie stuprocentową skuteczność w tym elemencie. Poza tym Serb błysnął również w ofensywie. W 7. minucie dobrze oderwał się od rywali, poszukał miejsca na bliższym słupku i pewnym strzałem głową doprowadził do wyrównania, zdobywając swoją pierwszą bramkę w tym sezonie. Jeszcze w pierwszej połowie Pankov doszedł praktycznie identycznej sytuacji, jednak przestrzelił ponad bramką. Przeciwko Radomiakowi Serb zaliczył praktycznie bezbłędny występ w defensywie i dołożył ważną cegiełkę w ofensywie.
Rafał Adamski - Był właściwie jedynym ofensywnym promykiem Legii w tym meczu. Szczególnie w pierwszej połowie, gdy atakujący stołecznej drużyny dostawał piłkę, w zasadzie było wiadomo, że zrobi z nią coś pożytecznego. Grał z futbolówką przy nodze odważnie, bez kompleksów. Szukał nieszablonowych rozwiązań, indywidualnych rajdów, dryblingów, nie obawiał się wejścia w pojedynek z przeciwnikiem. Przede wszystkim jednak był w tym niezwykle skuteczny - wygrał łącznie 12 starć z rywalami, zaliczył 5 udanych dryblingów z 7. Pokazywał, że mimo fatalnego stanu murawy, można na niej grać i robić różnicę. Jego odwaga uwidaczniała się także w decyzjach o zakończeniu akcji. Wielokrotnie dobrze pokazywał się pod polem karnym Radomiaka i po dobrym opanowaniu piłki próbował wykończyć ataki mocnymi strzałami. Łącznie oddał 3 celne strzały, wszystkie w pierwszej części meczu, a szczególnie dwa, sprzed "szesnastki", zmusiły bramkarza Radomiaka do trudnych interwencji. Choć w drugiej połowie nie miał już okazji bramkowej, w 86. minucie wypracował ją dla Jean-Pierre'a Nsame, wykorzystując błąd obrońców i dogrywając do niepilnowanego w polu karnym Kameruńczyka, lecz ponownie dobrze w bramce zachował się Filip Majchrowicz. Aż dziwne, że Adamski nie skończył tego meczu z jakąś "liczbą". Można powiedzieć, że napastnik był w tym meczu wszędzie. Wracał do defensywy, wspomagał środek pola, wysoko naciskał na rywali - robił wszystko, by zespół był jak najdłużej przy piłce. Szkoda, że do jego zaangażowania nie dorównali inni legioniści.
Jurgen Elitim - Kolumbijczyk także bardzo dużo pracował dla zespołu. Był praktycznie osamotniony w środku pola, chcąc nie chcąc, musiał wziąć na siebie ciężar rozegrania, a większość akcji Legii przechodziła przez jego nogi. Trzeba przyznać, że Elitim dość dobrze wytrzymał presję i odpowiedzialność. To dzięki jego wizji gry i celnym podaniom do dwóch sytuacji strzeleckich w pierwszej połowie doszedł Rafał Adamski. To również Kolumbijczyk zagrywał za linię obrony, rozpoczynając akcje, po której szansę na gola miał Jean-Pierre Nsame. To po jego celnym dośrodkowaniu na bliższy słupek z 7. minuty bramkę wyrównującą zdobył Radovan Pankov. Również po jego centrze ze stałego fragmentu gry Serb miał drugą taką sytuację. Elitim był w tym meczu po prostu konkretny, a swoimi zagraniami potrafił zrobić różnicę i rozmontować defensywę Radomiaka. Kolumbijczyk zanotował 5 kluczowych podań i 6. asystę w tym sezonie. Wydaje się, że gdyby nie stan murawy, takich prób ważnych podań miałby jeszcze więcej. W doliczonym czasie pierwszej połowy Kolumbijczyk miał również swoją okazję strzelecką - ze skraju pola karnego uderzył technicznie z pierwszej piłki na dalszy słupek, jednak minimalnie przestrzelił ponad poprzeczką. Poza tym, że był liderem środka pola, miał też wyraźny wkład w defensywę i asekurację. Szczególnie w drugiej połowie wyraźnie wspomagał linię obrony, wykazał się 5 odbiorami i dobrą skutecznością w pojedynkach, po których starał się wyprowadzać kontrataki. To był naprawdę dobry mecz w wykonaniu Elitima.
Patryk Kun - Lewemu wahadłowemu po raz kolejny nie można odmówić zaangażowania i chęci gry. Podłączał się do ofensywy na swojej flance, pokazywał się do gry i chciał uczestniczyć w akcjach zespołowych. Właściwie duża część z nich, w szczególności przed przerwą, przechodziła przez Kuna, bo legioniści chcieli zaskakiwać radomian głównie lewym skrzydłem. Wahadłowy nie bał się wziąć piłki i przebiec z nią paru metrów. Dobrze czytał grę, potrafił pograć z pierwszej piłki, koronkowo i przyspieszyć akcję zespołu. Tym razem Kunowi brakowało jednak skuteczności i celności. W ostatnich fazach akcji mało co mu wychodziło, poza świetnym podaniem do Milety Rajovicia z 11. minuty. Gubił się w tych najważniejszych momentach, zagrywał niedokładnie, często prosto pod nogi rywali, co sprawiło, że zanotował aż 14 strat. W drugiej połowie jego wkład ofensywny był już mizerny. Prezentował się za to dość pewnie w defensywie. Nie pozwalał przeciwnikom zbytnio rozwinąć skrzydeł na swojej stronie, trzymał się blisko nich i nie popełniał większych błędów. Jeden, dość kosztowny, popełnił na samym początku meczu, już w pierwszej akcji faulując blisko pola karnego Jana Grzesika, a ten sprokurowany rzut wolny w dalszej sekwencji doprowadził do straty bramki. Był to więc nieco gorszy występ Kuna niż ostatnio przyzwyczaił, choć wciąż na przyzwoitym poziomie. Zszedł z boiska w 80. minucie.
START: 15.03.2026 / KONIEC: 01.04.2026
Rafał Augustyniak - Stoper nie rozpoczął tego meczu w najlepszy sposób. Był jednym z piłkarzy, którzy mogli znacznie lepiej zachować się przy akcji bramkowej gospodarzy. Mimo teoretycznie lepszego ustawienia, Augustyniak przegrał rywalizację o górną piłkę z nadbiegającym Mauridesem, wyskoczył nie na piłkę a do góry, licząc, że futbolówka spadnie na jego głowę, przez co dał się uprzedzić napastnikowi Radomiaka. Z biegiem czasu obrońca pozbierał się po tym błędzie i powrócił do pewności i solidności. Stanowił dobrą zaporę w środkowej części defensywnego trio Legii, ciężko było go pokonać, dzięki czemu zanotował wysoką skuteczność w pojedynkach i łącznie uzbierał 7 odbiorów oraz przechwytów. Klasycznie, był także najbardziej zaangażowanym z defensorów w budowanie akcji, często podłączał się wyżej do rozegrania, notując prawie 90-procentową skuteczność podań. Kilkukrotnie próbował także dalekich wyrzutów z autu na pole karne Radomiaka, choć mało z nich wynikało. Szkoda, że nie udało mu się utrzymać w tym meczu koncentracji od pierwszego gwizdka, ale dobrze, że szybko do niej powrócił i wytrzymał do końca meczu.
Kamil Piątkowski - Podobnie jak w przypadku Rafała Augustyniaka, to nie był idealny występ w wykonaniu Piątkowskiego. W wielu akcjach defensor miał wyraźne problemy z pokryciem szarżującego Luquinhasa. Stoper dawał się ogrywać Brazylijczykowi, nie mógł poradzić sobie z jego przebojowością i szybkością, co często kończyło się naginaniem przez niego przepisów gry. Po zejściu byłego gracza Legii z boiska, czyli przez całą drugą połowę, Piątkowski zyskiwał pewność i już znacznie lepiej radził sobie z akcjami gospodarzy przeprowadzanymi jego stroną. Całościowo zanotował 60-procentową skuteczność w pojedynkach z przeciwnikami, ale dołożył do tego również kilka ważnych odbiorów i przejęć piłki. Z nią przy nodze nie grzeszył skutecznością. Był w tym meczu przeciętny w elemencie wyprowadzenia piłki, co wychodziło mu z połowiczną skutecznością i doprowadziło do 11 strat. Piątkowski nie zaliczy tego występu do szczególnie udanych, ale też nie można powiedzieć, by zagrał na minus.
Otto Hindrich - Bramkarz także nie zachował się najlepiej przy straconej bramce. Zawahał się przy dośrodkowaniu z rzutu rożnego, nie wiedział czy wyjść do piłki, czy pozostać na linii. Podjął decyzję o pozostaniu w bramce, która była błędna i kosztowała golkipera brakiem szans na jakąkolwiek interwencję. Na szczęście, Hindrich również powrócił po tej akcji do pewności i przy następnych wielu próbach wysokich dograń w wykonaniu gospodarzy reagował już bez zarzutów i wielokrotnie wyłapywał piłkę. W kwestii obron nie miał zbyt wiele do roboty, gdyż radomianie oddali na jego bramkę tylko jeden celny strzał. Miał za to dużo pracy jeśli chodzi o grę nogami. Przy słabym stanie murawy golkiper często rozpoczynał akcje Legii dalekimi podaniami na połowę gospodarzy i nie można powiedzieć, by robił to źle. Rumun dogrywał w większości celnie, tam gdzie chciał, lecz ofensywni partnerzy mieli problemy, by z tych podań skorzystać i wygrać pojedynki o nie z przeciwnikami. Hindrich nie mógł przy nich zrobić wiele więcej.
Mileta Rajović - Jak pokazał występ w Radomiu, przełamanie przeciwko Cracovii kompletnie nie wpłynęło na jego dyspozycję. Rajović ponownie wyszedł w pierwszym składzie i znów przeszedł obok meczu. Był nieprzydatny i nieskuteczny. I nie chodzi tu już o dochodzenie do sytuacji bramkowych i wykończenie. W tym elemencie dobrze zachował się w 11. minucie, dobrze przyjmując piłkę po górnym podaniu i momentalnie uderzając, co zmusiło do interwencji bramkarza. To był chyba zresztą jego jedyny kontakt z piłką w polu karnym przeciwnika w tym spotkaniu. Jego nieskuteczność objawiała się więc głównie w pojedynkach z przeciwnikami, czy najprostszych elementach gry, jak przyjęcie piłki. Duńczyk nie potrafił zastawić się, był fatalny w grze tyłem do bramki, a przy próbach opanowania futbolówki, odskakiwała mu ona na kilometr i padała łupem rywali. Przez to zaledwie 22 jego kontakty z piłką zakończyły się aż 11 stratami. Zachowywał się także fatalnie przy zwykłych odegraniach piłki - celność jego podań stała na poziomie 40%, a na połowie Radomiaka już tylko nieco ponad 25%. Rajović po prostu nie zasługuje na grę i wręcz sabotuje własny zespół. Spotkanie w Radomiu zakończył w 65. minucie.
Wahan Biczachczjan - W pierwszym kwadransie Ormianin był aktywny i starał się wziąć na siebie ciężar gry. Był jednak nieskuteczny, co kończyło się licznymi stratami, a z biegiem czasu wyłączeniem z gry ofensywnego pomocnika. Biczachczjan po prostu znikł, nie podejmował żadnych prób, nie szukał dryblingów czy pojedynków z rywalami. Stał się w zasadzie całkowicie nieużytecznym zawodnikiem. Zapamiętać można było go tylko z akcji w 40. minucie, kiedy dobrze poszedł z piłką środkiem pola i po zamieszaniu oddał niecelny strzał z dystansu. Poza tym był wyłączony z meczu, przez 74 minuty zanotował tylko 27 kontaktów z piłką, co przy ofensywnie nastawionym zawodniku jest statystyką zatrważającą.
Kacper Chodyna - Po kilku lepszych występach wahadłowego w ostatnich tygodniach przyszedł w końcu słaby mecz w jego wykonaniu. Był bardzo mało zaangażowany w grę ofensywną zespołu. W pierwszej połowie praktycznie w ogóle nie podłączał się do ataków, a zespół musiał przeprowadzać akcje tylko jedną stroną. Gdy już to robił, nie grzeszył skutecznością. Jego akcje można zawrzeć w opisie - przyjęcie, sprint, próba dośrodkowania. Choć podejmował najprostsze decyzje, popełniał przy nich błędy, co przekładało się na liczne straty. Szczególnie dużo do życzenia pozostawiały jego próby centr, czy to z gry, czy stałych fragmentów, które w większości były przeciągnięte i nie zapewniały żadnych korzyści. Zdecydowanie zabrakło jego przebojowości, chęci do gry i choćby prób zrobienia czegoś bardziej kreatywnego. W defensywie także nie radził sobie za dobrze. Wygrał tylko 1 z 5 pojedynków z przeciwnikami, szczególnie szybkościowo nie radził sobie z ofensywnymi zawodnikami Radomiaka, co dawało im sporo przestrzeni i swobody. Tym meczem raczej nawiązał do większości swoich występów w barwach Legii niż poprzednich dwóch spotkań. Został zmieniony w 80. minucie.
Wojciech Urbański - Młody pomocnik otrzymał drugą szansę na występ od pierwszej minuty w rundzie wiosennej. Niestety, kompletnie jej nie wykorzystał. Przez znaczną część swojego występu był bardzo anonimowy. Nie angażował się w grę, rozegranie i budowanie akcji. W zasadzie bardzo rzadko można było zobaczyć go z piłką przy nodze. Był schowany, skryty i po prostu niezaangażowany w te elementy gry. Wyglądał, jakby bał się wziąć na siebie większą odpowiedzialność, pokazać swoje umiejętności. Pomagał tylko w nacisku na rywala, choć ten i tak nie był aż tak intensywny jak w poprzednich jego występach. Również w kwestiach defensywnych nie zanotował szczególnie dobrych "liczb". Mimo chęci pomocy w asekuracji, przegrywał większość pojedynków z przeciwnikami i nie był stabilnym elementem w tej układance. Oczekiwaliśmy od niego znacznie więcej przebojowości i zaangażowania. Zszedł z boiska w 74. minucie.
Zmiennicy
Jean-Pierre Nsame - Został wprowadzony na boisko w 65. minucie. Dla Kameruńczyka był to powrót do gry po 194 dniach żmudnej rehabilitacji po poważnej kontuzji odniesionej w końcówce sierpnia. Od początku występu napastnika było widać wzmożone zaangażowane, radość z powrotu do gry i chęć pokazania się. Już w pierwszej akcji wywalczył rzut wolny tuż przy polu karnym rywali. Z biegiem minut stracił jednak trochę skuteczności. Choć wygrywał pojedynki z rywalami, szczególnie te powietrzne, to zgrywane przez niego piłki rzadko trafiały do partnerów z drużyny. Nsame miał także piłkę meczową, która mogła przesądzić o zwycięstwie. W 86. minucie dobrze uwolnił się od krycia na polu karnym, mógł uderzyć z niepilnowanej pozycji na bramkę, jednak piłka podskoczyła mu na murawie w ostatnim momencie. Choć Kameruńczyk nieczysto w nią trafił, to i tak posłał celny strzał, który zmusił bramkarza to wytężonej interwencji. Nie była to może perfekcyjna zmiana, ale przez te kilka minut pokazał, że mimo tylu miesięcy bez gry, może być znacznie bardziej przydatny i dać zespołowi więcej niż regularnie grający Mileta Rajović.
Damian Szymański - Wszedł na boisko w 74. minucie. Nie zmienił szczególnie oblicza tego meczu. Próbował angażować się w rozegranie piłki, choć przyspieszanie akcji nieszczególnie mu wychodziło, raczej tylko odgrywał piłkę do partnerów. Stanowił jednak przyzwoity punkt w asekuracji i wspomógł drużynę w obronie w końcówce meczu, szczególnie wykazując się 2 ważnymi odbiorami. Pod tym względem można nazwać go jakimś wzmocnieniem z ławki, choć Legia potrzebowała raczej bardziej kreatywnego zawodnika niż przecinaka.
Arkadiusz Reca, Paweł Wszołek - Pojawili się na murawie w 80. minucie. Grali zbyt krótko, by ocenić ich występ. Cieszy, że prawy wahadłowy powrócił po kontuzji odniesionej na początku rundy.
Ermal Krasniqi - Wszedł na boisko w 74. minucie. Opis Kosowianina będzie krótki i dosadny, a w zasadzie zawrze się w jednym, kluczowym pytaniu. Po co on w ogóle wbiegł na murawę? Zakładamy, że miał wnieść świeżość w ofensywę, podnieść grę drużyny w tym elemencie. Tymczasem zanotował równo 4 kontakty z piłką, co przy mniej więcej 5 doliczonych minutach daje około 1 kontakt na minutę gry Krasniqiego. Całkowicie bezsensowna zmiana.

