- Przede wszystkim podziękowania dla naszych kibiców za świetną atmosferę i kapitalny doping. Szkoda tylko, że nie wygraliśmy i nie odwdzięczyliśmy się za to, jednak tak to czasami bywa. Walczyliśmy, staraliśmy się - powiedział trener Legii, Marek Papszun.
- To nie był dla nas łatwy mecz z tego względu, że podarowaliśmy bramkę przeciwnikowi i graliśmy od początku od 0-1. Właściwie to był samobój, banalna sytuacja. Grało się na pewno wtedy trudniej, bo Raków umiejętnie wybijał nas rytmu przez wydłużenie czasu. Do tego umiejętnie utrzymywał się przy piłce, nie dążąc do kreowania. Nasze dążenia przyniosły wyrównanie, jednak później zabrakło dociśnięcia w tych ostatnich 20 minutach.
- Stracony gol najbardziej boli, takie sytuacje, które są, że tak nazwę dziwnymi trochę. Musimy się tego wyzbyć, bo za dobrze pracujemy - według mojej opinii - żeby takie banalne błędy popełniać. Widać, że na razie jesteśmy na to skazani. Musimy to wyplenić i po prostu iść dalej. Po meczu w szatni nie padły miłe słowa, więc nie będę kontynuował tego wątku. Na pewno to nie był miły przekaz, resztę można sobie wydedukować.
Pierwszy raz przeciwko Rakowowi
- Nie było nadzwyczajnych emocji, bo mecz jest meczem, natomiast fajnie było zobaczyć tych zawodników, tych ludzi, którzy byli współautorami sukcesów Rakowa, wielu zawodników czy też członków sztabu, którzy pracowali ze mną kilka lat, nawet przez dwie kadencje. Może to nie były emocje, ale na początku dziwnie się poczułem, będąc trenerem innej drużyny niż tej, którą do tej pory prowadziłem.
- Do każdego przeciwnika przygotowujemy się podobnie. Teraz było łatwiej się przygotować, bo Raków jest od lat taką drużyną powtarzalną. Wiedzieliśmy jak ten mecz generalnie będzie wyglądał, może nie spodziewaliśmy się tylko tak długich piłek.
Plany na przerwę na kadrę
- Kluczowym elementem zawsze jest kompleksowość. Musimy wykorzystać nadchodzące dni, przez pierwszy tydzień będziemy trenowali do piątku, a potem gramy sparing. W kolejnym tygodniu już będziemy się przygotowywali do meczu w Szczecinie, który gramy dopiero w poniedziałek. Mamy sporo czasu. Chcemy ten czas wykorzystać na taki rozwój we wszystkich aspektach gry, żeby w tych ośmiu kolejkach zapunktować maksymalnie, ile będzie można. Na początku tygodnia ogłosimy, z kim rozegramy sparing.
Przemyślenia po pierwszym etapie pracy
- Widać, ile znaczy mental, ile głowa rozdaje kart w tej grze. Tutaj najbardziej chyba jestem zaskoczony, ale od początku byłem zbudowany tym, jak ta drużyna pracuje, jak chce pracować. Jestem dzisiaj troszeczkę może też rozczarowany, że nie pokazujemy tego, na co już teraz nas stać. I o to trochę taka złość była z mojej strony, że nie pokazujemy tego, co już moglibyśmy dzisiaj pokazać.
Radość czy frustracja?
- Utrzymanie to jedno, a granie w Legii to drugie. Oczywiście to nie jest łatwa sytuacja, w której jesteśmy, jednak sami doprowadziliśmy do tego i teraz musimy dźwigać ten krzyż. U siebie musisz wygrać każdy mecz. Jeśli jest inaczej, to jest rozczarowanie. Bez względu na to czy walczysz o mistrzostwo czy bronisz się przed spadkiem. W tych trzech remisach byliśmy bliżej wygranej - zarówno w Białymstoku, jak i w Radomiu. Dziś dążyliśmy mocno do wygranej. Wiedziałem, że początek będzie dla nas trudny, że mamy urazy na skrzydłach i mieliśmy kłopoty, również ze stabilizacją w linii obrony. Trudno wtedy o dobre wyniki. Teraz łapiemy stabilizację. Wrócił Paweł Wszołek, co podnosi rywalizację, a do tego są gracze, wydawało się skreśleni, a byli nieoczywiści, jak Patryk Kun czy Kacper Chodyna. Rywalizacja jest nadal. Kacper dostał szansę, ale niewiele z tego wynikało, więc Wahan Biczachczjan dostaje więcej minut. Rafał Adamski wszedł "z buta" do drużyny. Na pewno Wahan powinien więcej wykorzystać ze swojej pozycji, z wejść w pole karne. Dziś też mógłby podjąć lepsze decyzje.
START: 15.03.2026 / KONIEC: 01.04.2026
Przedmeczowa absencja
- Było zagrożenie, że nie będę dziś dostępny. Nie mogę mieć pretensji do zawodników o podejście do przygotowania, bo bardzo dobrze pracuje się z nimi. Sztab to profesjonaliści, więc mogłem zostawić drużynę w ich rękach, choć monitorowałem przygotowania w miarę możliwości, byliśmy w stałym kontakcie. Wszystko odbywało się normalnie.

