W ramach 26. kolejki Ekstraklasy Legia Warszawa zremisowała z Rakowem Częstochowa 1-1, co było już 12. podziałem ligowych punktów w obecnym sezonie. Po meczu legioniści nie mogą czuć jednak większego niedosytu, gdyż prezentowali się w nim przeciętnie, szczególnie w fazie ofensywnej. Remis był sprawiedliwy i pozwolił "Wojskowym" wyjść ze strefy spadkowej po raz pierwszy w tym roku. Zapraszamy na oceny, jakie wystawiliśmy podopiecznym trenera Marka Papszuna za występ przeciwko jego byłemu zespołowi.
Jean-Pierre Nsame - Dla napastnika był to pierwszy mecz w wyjściowym składzie od rewanżowego spotkania eliminacji do europejskich pucharów ze szkockim Hibernianem. Kameruńczyk nie wszedł w ten mecz dobrze. W 6. minucie, przy dośrodkowaniu gości z rzutu rożnego, we własnym polu karnym popełnił kuriozalny błąd, wybijając piłkę lecącą do rąk Otto Hindricha i dostarczając ją graczowi Rakowa, który z najbliższej odległości wpakował ją do siatki. Ciężko zrozumieć proces myślowy Nsame w tej sytuacji i czemu w ogóle zdecydował się trącić futbolówkę, w jeszcze tak niepewny, ekwilibrystyczny sposób. Mimo to, napastnik zdołał podnieść się mentalnie po szybkim i kosztownym błędzie. Pracował ciężko w ofensywie, naciskał na rywali i był dość pewny w pojedynkach z nimi, szczególnie tych powietrznych, których wygrał 9 na 13. Znacznie mniej skuteczności miał w sytuacjach bramkowych, do których dochodził. W ostatnich minutach pierwszej połowy dwukrotnie mógł zamknąć dośrodkowania Pawła Wszołka z prawej strony, w obu sytuacjach wyskoczył najwyżej w polu karnym Rakowa i uderzył głową z dość komfortowych sytuacji, jednak przenosił piłkę ponad bramką. Ostatnią szansę na oddanie strzału z gry miał w 68. minucie, przy uderzeniu chyba się potknął i nie trafił celnie w piłkę, trafiając dzięki temu w rękę Ariela Mosóra i wywalczając rzut karny. Nsame niezwykle pewnym strzałem w lewe okienko zamienił "jedenastkę" na bramkę, ratując remis. Kameruńczyk szukał gry, był aktywny i pomocny, również w kwestiach mentalnych. Gdyby nie ten kosztowny błąd z początku meczu, można byłoby ocenić ten występ pozytywnie. Zszedł z boiska w 73. minucie.
Paweł Wszołek - Prawy wahadłowy również wrócił w tym meczu do podstawowego składu po wyleczeniu kontuzji. Początkowo Wszołek nie mógł złapać rytmu. Pokazywał się do rozegrania na prawej stronie, wychodził wysoko i szukał miejsca, ale ciężko było mu się realnie podłączyć do gry. Z biegiem czasu zaczynał łapać automatyzmy, dobrze wybiegał za obrońców, unikając pozycji spalonej, co pozwalało mu na posyłanie groźnych dośrodkowań na pole karne rywali. Łącznie wykonał osiem centr, z czego połowa była celna, a szczególnie dwie z końcówki pierwszej połowy wprost na głowę Jean-Pierre'a Nsame mogły, czy wręcz powinny, skończyć się dla Wszołka przynajmniej jedną asystą. W drugiej połowie wahadłowy był już znacznie mniej konkretny w ofensywie, widać było brak ogrania w ostatnim czasie i oznaki zmęczenia. Jeśli chodzi o grę defensywną, to było w niej różnie. Wszołek miał w niej lepsze i gorsze momenty, choć całościowo można powiedzieć, że dość dobrze radził sobie z asekuracją swojej strefy. Miejmy nadzieję, że po przerwie reprezentacyjnej prawy wahadłowy wróci już do pełni formy. Został zmieniony w 73. minucie.
Kamil Piątkowski - Defensora ustawionego najbardziej po prawo w trójosobowym bloku obronnym należy po tym meczu pochwalić szczególnie za jeden aspekt gry. Mianowicie chodzi o jego rajdy i podłączenia do ofensywy. Już w poprzednich spotkaniach rundy wiosennej Piątkowski pokazał, że ma więcej zadań w kontekście ataku i jest w tym aspekcie aktywny. Przeciwko Rakowowi był pod tym względem jednak jeszcze bardziej czynny i przede wszystkim skuteczny. Wielokrotnie decydował się na indywidualne rajdy zaczynające się na własnej połowie. Potrafił swobodnie poruszać się z piłką, połykać kolejne metry boiska i ze swobodą przenosić futbolówkę pod pole karne gości. Te akcje pozwalały Legii na przejęcie kontroli na prawej flance i dawały zespołowi wiele korzyści. Dodatkowo łączyło się to z owocną współpracą Piątkowskiego z Pawłem Wszołkiem - zawodnicy dobrze się rozumieli, wymieniali się pozycjami i pokonywali dzięki temu defensorów Rakowa. Nieco gorszy występ obrońca zaliczył pod względem defensywnym. Momentami był chaotyczny, brakowało mu skupienia, co powodowało błędy w ustawieniu i gubienie się przy ofensywnych akcjach gości. W interwencjach i starciach z przeciwnikami miał połowiczną skuteczność, co nie pozwoliło mu na wypracowanie przewagi nad nimi. Gdyby do ochoczych rajdów ofensywnych dołożył pewną grę w defensywie, mógłby ten występ zaliczyć do udanych.
Radovan Pankov - Serbski defensor nie miał w tym meczu łatwo. W wielu akcjach naprzeciwko niemu stawał dobrze dysponowany tego dnia Lamine Diaby-Fadiga. Pankov w większości z rywalizacji ze skrzydłowym Rakowa radził sobie dość dobrze. Był pewnym, stabilnym i twardym punktem. Jego strefa defensywy rzadko przeciekała, choć jemu także zdarzały się momenty dekoncentracji, jak m.in. na samym początku drugiej połowy, gdy Serb dał Diaby'emu-Fadidze uciec na wolną pozycję. Nieszczególnie dobrze zachował się także w zamieszaniu we własnym polu karnym z 76. minuty, będąc czołowym uczestnikiem momentu, po którym strzał w słupek oddał Jonatan Braut Brunes. Patrząc przez pryzmat całego meczu, pod kątem skupienia, reakcji i ustawienia w defensywie, Pankov był najszczelniejszym i najpewniejszym punktem obrony Legii w tym meczu.
Juergen Elitim - Kolumbijczyka trzeba po tym meczu pochwalić za aktywność. Był bardzo zaangażowanym zawodnikiem przez cały swój występ, starał się przejąć kontrolę i zrobić różnicę w środku pola. Szczególnie w pierwszej połowie wielokrotnie mu się to udawało. Elitim skutecznie pracował w środku pola, rozrzucał piłki do przodu i starał się napędzić ataki Legii. Przy wielu akcjach brakowało mu jednak koncentracji do samego końca i pomysłu w wykończeniu akcji. Mimo odwagi z piłką i aż 5 udanych z 6 prób dryblingów, w ostatnich fazach ataków bywały momenty, w których się gubił, nie wiedział co zrobić i gdzie oddać futbolówkę, przez co w jego grze pojawiały się również liczne straty i zaprzepaszczenia ataków. Nie miał także zbyt dużej skuteczności pod kątem dośrodkowań ze stałych fragmentów gry. Mimo braku skuteczności i celności w najważniejszych fazach, warto docenić jego zaangażowanie i pracę wykonaną pod kątem defensywnym. Kolumbijczyk wygrał 9 z 13 pojedynków z rywalami, zanotował także 4 skuteczne odbiory i 2 celne wślizgi. Te statystyki mogły przynieść Legii większe korzyści, gdyby Kolumbijczyk potrafił je lepiej wykorzystać w następnych fazach.
Damian Szymański - Dla pomocnika był to pierwszy marcowy występ w wyjściowej jedenastce. Dużo go było w tym spotkaniu na boisku. Starał się angażować w każdy aspekt gry drużyny. W akcjach obronnych schodził nisko do defensywy, pomagał w asekuracji i gorzej dysponowanemu tego dnia Rafałowi Augustyniakowi. Dobrze ustawiał się i czytał grę, co pozwoliło mu na 5 udanych odbiorów i kilka ważnych wybić piłki. Gorzej wyglądał w aspekcie pojedynków z przeciwnikami. Nie był tak pewny i skuteczny, dawał się przepychać i brakowało jego siły oraz agresji, przez co zaliczył niecałe 40% skuteczności. Od Szymańskiego rozpoczynała się duża część akcji Legii. Pomocnik nie przetrzymywał długo piłki, starał się szybko ją oddawać i przyspieszać akcję. Parokrotnie próbował także zaskakiwać rywali prostopadłymi podaniami za linię obrony, co pozwoliło mu na wykonanie 4 kluczowych podań, które otwierały defensywę Rakowa. Mimo wszystko, Szymańskiemu często zdarzało się zbyt późno przesuwać pozycję. Często brakowało go w nominalnym ustawieniu, przez co rywale łapali więcej przestrzeni i kontrolowali środkową tercję boiska.
Otto Hindrich - Bramkarz Legii nie miał w tym meczu wytężonej pracy. Musiał wyciągać piłkę z siatki już w 6. minucie, lecz był zaskoczony i rozczarowany zachowaniem w tej sytuacji jego partnerów z drużyny. Poza tym gracze Rakowa oddali na jego bramkę jeszcze trzy celne strzały. Wzmożoną czujność musiał zachować jednak tylko w 77. minucie przy technicznym strzale z dystansu Iviego Lopeza, który golkiper odbił na rzut rożny. Hindrich wykazał się także koncentracją trochę ponad dziesięć minut wcześniej, kiedy odważnym wyjściem poza pole karne i odważnym wślizgiem uratował drużynę przed stratą bramki po błędzie Rafała Augustyniaka. Można pochwalić go za reakcję również po strzale w słupek Jonatana Brauta Brunesa - bramkarz w ostatnim momencie uchylił się przed odbitą od obramowania piłką, dzięki czemu ta nie trafiła w niego i nie skierowała się w światło bramki. Generalnie był pewnym punktem zapewniającym spokój i odpowiednie reakcje w najważniejszych momentach.
Rafał Augustyniak - Od początku meczu środkowy obrońca był najsłabszym i najmniej pewnym punktem zespołu. Jego działania obronne powodowały ogromne zagrożenie. Augustyniak w prostych sytuacjach tracił głowę i koncentrację. Tak było m.in. w 6. minucie przy akcji bramkowej gości, bo choć obrońca nie mógł spodziewać się tak złego zagrania Jean-Pierre'a Nsame, to nie powinien odpuszczać krycia ofensywnego zawodnika we własnym polu karnym do samego końca. Tym razem jednak Augustyniak dał się wyprzedzić zawodnikowi Rakowa i pozwolił mu wpakować piłkę do siatki z najbliższej odległości. Miał wiele takich momentów, w których po prostu odpuszczał. Miał przez to ogromne problemy z Jonatanem Brautem Brunesem, który górował nad obrońcą Legii nie tylko fizycznie, ale w tym meczu przede wszystkim sprytem, a swoimi atakami sprawiał, że Augustyniak popełnił najprostsze błędy. Stoper nie zauważał, że już inny z jego partnerów podejmował interwencję, wcinał się w jego poczynania, co powodowało dużo zamieszania, jak m.in. przy strzale napastnika Rakowa w słupek na kwadrans przed końcem meczu. Pod wieloma względami był to po prostu niezwykle nieodpowiedzialny występ, który nie powinien się zdarzać tak doświadczonemu zawodnikowi.
Wahan Biczachczjan - To był głupi, bezmyślny występ w wykonaniu Ormianina. Jego dobre decyzje w tym meczu można policzyć na palcach jednej ręki. W trudnych sytuacjach, w tłoku, gdy powinien szukać lepiej ustawionych kolegów z drużyny, oddawał bezsensowne strzały, które najczęściej były blokowane przez defensorów Rakowa. Łącznie decydował się na uderzenie 7 razy, z czego raz celnie - w środek bramki, w prosty sposób do obrony dla golkipera gości. Kiedy natomiast miał bardziej komfortową pozycję, mógł szukać strzału, decydował się na bezsensowne dryblingi lub próbował oddawać piłkę krytym partnerom. Oglądając poczynania Biczachczjana w tym meczu, można było czuć duże rozgoryczenie i rozczarowanie, a widząc go z piłką przy nodze, mieć myśli, że zaraz akcja zostanie zaprzepaszczona. Ormianin jako ofensywny pomocnik powinien wykazywać się znacznie większą kreatywnością i pomysłowością, a Biczachczjan po raz kolejny pokazał swoją narcystyczną, nic nie wnoszącą do zespołu stronę. Zszedł z boiska w 86. minucie.
Rafał Adamski - Napastnika w spotkaniu z Rakowem było po prostu mało. Zanotował zaledwie niecałe 30 kontaktów z piłką i nie popisywał się zbyt dużą skutecznością. Prawie połowa jego dotknięć piłki kończyła się stratą, żadna z jego 4 prób dryblingu nie zakończyła się powodzeniem, a na 15 pojedynków z rywalami wygrał zaledwie 5. Dużo do życzenia pozostawiała także jego celność podań, która ostatecznie oscylowała na poziomie nieco ponad 70%. Adamski w zasadzie kiedy otrzymywał piłkę, nie potrafił zrobić z nią nic specjalnego. Był przewidywalny, mało dynamiczny i nie pokazał żadnego błysku, a przez dużą część spotkania był po prostu niewidoczny. Poza nieznaczną pracą w pressingu nie można pochwalić po tym meczu za nic więcej.
Patryk Kun - Lewy wahadłowy nie dojechał zbytnio na mecz przeciwko swojemu byłemu zespołowi i zaliczył jeden z najgorszych występów w ostatnich tygodniach. Przede wszystkim miał wyraźne problemy w defensywie. Nie radził sobie z dynamicznymi atakami, jakie prezentował Lamine Diaby-Fadiga. Skrzydłowy Rakowa z łatwością go pokonywał, wyprzedzał i stwarzał zagrożenie flanką pilnowaną przez Kuna. Wahadłowy Legii często uciekał się do fauli. Kun nie potrafił także wnieść nic dobrego do ofensywny. Miał problemy z podejmowaniem decyzji, rzadko decydował się na bezpośrednie wykończenie akcji, a jego poczynania były proste i przewidywalne. W tym aspekcie pochwalić można go jedynie za centrę z 68. minuty na pole karne do Jean-Pierre'a Nsame, po której Kameruńczyk wywalczył rzut karny. Zszedł z murawy w 86. minucie.
Zmiennicy
Kacper Chodyna - Wszedł na boisko w 73. minucie. Nie miał żadnego wkładu w ofensywę. Rzadko podłączał się do akcji, pozostawał raczej w asekuracji i miał więcej zadań defensywnych. Z nich wywiązywał się dość dobrze, nie zaburzył pracy obrony na swojej flance.
Mileta Rajović - Pojawił się na boisku w 73. minucie. Jak na niego, był zaskakująco zaangażowany. Schodził nisko do podań i starał się uczestniczyć w akcjach. Odegraniami z pierwszej piłki próbował przyspieszać ataki i uwalniać partnerów, jednak z biegiem czasu był w tym coraz mniej skuteczny. Zapewniał pewne korzyści w pojedynkach z rywalami, w których potrafił się zastawić i wygrać pozycję, choć nie przyniosło to większych efektów.
Arkadiusz Reca, Kacper Urbański - Pojawili się na murawie w 86. minucie. Grali zbyt krótko, by ocenić ich występ.

