Niedzielne starcie z Rakowem Częstochowa było spotkaniem o dużym ciężarze gatunkowym. Przed Legią pojawiła się kolejna szansa na opuszczenie strefy spadkowej, do czego potrzebny był przynajmniej remis. Legioniści jednak nie zamierzali podchodzić do tego hitowego starcia minimalistycznie i to zwycięstwo było głównym celem w tej rywalizacji. Potyczka Marka Papszuna z jego byłym klubem, w którym święcił sukcesy, nie była jedynym dodatkowym smaczkiem tego meczu. Do gry w wyjściowym składzie wrócił Jean-Pierre Nsame, który w Radomiu po raz pierwszy pojawił się na murawie po półrocznej przerwie spowodowanej kontuzją. Tym razem dostał szansę od 1. minuty, co bardzo ucieszyło kibiców zgromadzonych przy Łazienkowskiej, którzy już na rozgrzewce witali Kameruńczyka dużym aplauzem.
W 6. minucie meczu doszło do rzutu rożnego wykonywanego przez Karola Struskiego. Piłka spadła na głowę Brauta Brunesa, który uderzył ją na bramkę Otto Hindricha mimo krycia przez dwóch legionistów. Tor lotu piłki przeciął Nsame, który jednak w kuriozalny sposób skierował ją wprost pod nogi Diaby-Fadigi, który z metra wbił ją do pustej bramki.
Kameruńczyka należy obarczyć winą za stratę gola, ponieważ nie można w tak nonszalancki i nieodpowiedzialny sposób zachowywać się we własnym polu karnym. Oczywiście można to zrzucić na karb braku rytmu meczowego, ale nie można tego w żaden sposób tłumaczyć, ponieważ Legia po raz kolejny już na początku starcia musiała odrabiać straty.
Po słabym wejściu w mecz Kameruńczyka w 8. minucie zobaczyliśmy wygrany przez niego pojedynek powietrzny ze stoperem Rakowa. Zgranie przez niego futbolówki głową do Rafała Adamskiego mogło okazać się kluczowym podaniem, lecz niestety były napastnik Pogoni Grodzisk Mazowiecki nie zdążył do tego dogrania dobiec.
W niedzielnym spotkaniu mogliśmy po raz pierwszy zobaczyć współpracę Nsame z Rafałem Adamskim w dłuższym wymiarze czasowym. Widzieliśmy kilka akcji, w których nasi napastnicy wymieniali się piłką. W 31. minucie Adamski zagrał do Nsame na przysłowiową ścianę, a Nsame zagrał do niego piłkę zwrotną, lecz w to wszystko wtrącił się Jean Carlos Silva i oddalił zagrożenie spod bramki Rakowa.
Długo musieliśmy czekać na konkrety od kameruńskiego gracza w polu karnym przeciwnika. Ten zawodnik słynie z wykańczania akcji z zimną krwią i tego od niego oczekujemy. W 44. minucie Paweł Wszołek dostał podanie prostopadłe na wolne pole i umiejętnie dośrodkował na 5. metr, gdzie Nsame uprzedził Racovitana i w odpowiednim tempie wyskoczył do futbolówki. Imponować mogło to, w jaki sposób zawisł w powietrzu, lecz piłka przez niego uderzona przeleciała nad poprzeczką bramki Zycha, a legioniści musieli obejść się smakiem.

W doliczonym czasie gry pierwszej połowy widzieliśmy podobną sytuację w wykonaniu Jean-Pierre’a Nsame. Damian Szymański po wycofaniu piłki przez Pawła Wszołka dośrodkował na długi słupek, gdzie z Nsame nie mogli poradzić sobie Arsenic wespół z Silvą. Nasz napastnik po raz kolejny udowodnił, że doskonale czuje się w powietrzu i wygranie z nim takiego pojedynku graniczy z cudem. Niestety kolejne uderzenie przeleciało nad bramką. Te dwie sytuacje pokazują, że gdy tylko dośrodkowanie jest posłane na dobrej wysokości, to ostatnie, o co musimy się martwić, to czy popularny „Lew” będzie potrafił znaleźć drogę do piłki.
W drugiej połowie nie ujrzeliśmy zbyt wielu konkretów od zawodnika biegającego z numerem „18” na koszulce. Opłaciło się jednak trochę poczekać. W 68. minucie po dośrodkowaniu Kuna piłkę opanował Nsame i nie dał się przepchnąć Arielowi Mosórowi, a uderzając, trafił w jego rękę, i sędzia po wideoweryfikacji wskazał na wapno. Jedenastkę perfekcyjnie na bramkę zamienił Jean-Pierre i cały stadion oszalał ze szczęścia. W tej akcji tak naprawdę zgadzało się wszystko. Nsame wygrał pojedynek z Mosórem, opanował piłkę i oddał strzał, który, wydawało się, leciał na groźnej dla Oliwiera Zycha wysokości. Liczymy na więcej takich zachowań tego gracza w polu karnym rywala.
Jean-Pierre Nsame zakończył swoj występ w 73. minucie, gdy na murawie w jego miejsce pojawił się Mileta Rajović.
Powrót Jean-Pierre’a Nsame do wyjściowej jedenastki po kontuzji był słodko-gorzki. Podarował on prezent Rakowowi, gdy jego niefrasobliwe zachowanie pomogło gościom wbić piłkę do bramki Hindricha. Odkupił swoje winy w drugiej połowie, gdy wywalczył i skutecznie sfinalizował rzut karny. Najważniejsze jest jednak to, że udowodnił swoją jakość w wygrywaniu pojedynków ze stoperami i łatwość w dochodzeniu do sytuacji. Jest to rasowy lis pola karnego, czego nie do końca można powiedzieć o Milecie Rajoviciu. Cieszymy się, „Lwie”, że wróciłeś i wierzymy w to, że dasz nam w tym sezonie jeszcze wiele powodów do radości!
Statystyki Jean-Pierre'a Nsame w meczu z Rakowem Częstochowa:
Minuty: 73
Bramki: 1
Asysty: -
Strzały/celne: 4/1
Liczba podań / celne: 13/7
Podania kluczowe: 0
Dośrodkowania / celne: 1/0
Dryblingi / udane: -
Odbiory: -
Dystans: 7.63 km
Sprinty: 1
Żółte kartki: -
Czerwone kartki: -

