Dla Legii Warszawa marzec był miesiącem częściowo udanym. W walce o utrzymanie legioniści kontynuowali serię meczów bez porażki, nie doznając jej smaku we wszystkich czterech marcowych spotkaniach. Mimo to warszawiacy długo nie potrafili opuścić czerwonej strefy na stałe, a ich forma był bardzo niestabilna.
Oprócz wygranego spotkania z Cracovią (1-0), w którym Legii udało się zachować również czyste konto, w każdym z meczów rozgrywanych w marcu legioniści jako pierwsi tracili bramkę. Za każdym razem udawało im się jednak doprowadzać do wyrównania. Zarówno przeciwko Jagiellonii Białystok (2-2), Radomiakowi Radom (1-1) czy Rakowowi Częstochowa (1-1), "Wojskowym" ostatecznie brakowało zacięcia, waleczności oraz charakteru, by przechylić szalę zwycięstwa na swoją stronę, więc musieli cieszyć się z tylko jednego punktu. Te wyniki pozwalały opuszczać strefę spadkową tylko na chwilę, a na koniec kolejki i tak lądowali poza bezpieczną częścią tabeli. Na zakończenie marcowych zmagań w końcu jednak mogli na chwilę odetchnąć i spędzić przerwę reprezentacyjną w lepszej atmosferze, poza miejscem objętym spadkiem z Ekstraklasy.
Zespół Legii nie mógł być jednak w pełni zadowolony ze swojej dyspozycji w marcu. Podopiecznym trenera Marka Papszuna brakowało stabilności, przeplatali lepsze momenty z gorszymi w poszczególnych meczach. Legionistom brakowało polotu, utrzymania koncentracji i pomysłu na grę przez pełne 90 minut, czy choćby całą jedną połowę. W zasadzie żaden z zawodników Legii nie potrafił przez cały miesiąc utrzymać stabilnej, wysokiej formy, która znacząco podniosłaby jakość zespołu. Największą równowagę w marcu prezentowali Juergen Elitim oraz Radovan Pankov, którzy zostali naszymi plusami miesiąca.
Kolumbijczyk po drobnych kłopotach zdrowotnych w marcu powrócił do gry w pierwszym składzie i był jej elementarnym punktem. Wybiegał na boisko od pierwszych minut we wszystkich marcowych meczach, zostając zmieniony tylko raz. Elitim do szczególnie udanych mógł zaliczyć występy przeciwko Cracovii i Radomiakowi, za które został przez nas oceniony pozytywnie. We wszystkich spotkaniach w tym miesiącu był jednak liderem środka pola Legii. Starał się budować i napędzać ataki warszawskiego zespołu, grać efektywnie, dzięki czemu przez cały marzec zaliczył aż 12 kluczowych podań. To również zamieniło się na 6 asystę w obecnym sezonie w spotkaniu w Radomiu. Kolumbijczyk był jednym z nielicznych legionistów, którego można w pełni pochwalić za marcowe występy. Elitim swoją postawą pokazywał, że cały czas warto na niego stawiać i w przypadku pewności utrzymania, przedłużyć z nim wygasający w czerwcu kontrakt.
Podobnie sytuacja wygląda z serbskim defensorem, który także może pożegnać się z klubem po zakończeniu obecnego sezonu. Pankov w marcu udowadniał jednak, że nadal może być wartością dodaną, a w zasadzie, był najsolidniejszym i najpewniej grającym obrońcą z całego trio defensywnego grającego w każdym meczu w tym miesiącu. Serb, podobnie jak Kolumbijczyk, także otrzymał od nas pozytywne wyróżnienia za występy przeciwko drużynom z Krakowa i Radomia, lecz również w pozostałych meczach nie zawodził. Grał dość pewnie, górował nad rywalami agresywnością, dzięki czemu w czterech marcowych meczach zanotował 11 udanych odbiorów, a jego skuteczność w pojedynkach z przeciwnikami stała na 70-procentowym poziomie. Pankov dobrze czytał grę, był skoncentrowany i wyzbywał się prostych błędów, co nie udawało się jego partnerom z linii obrony. Serb dołożył swoją cegiełkę również w ofensywie, zdobywając istotną, wyrównującą bramkę w spotkaniu przeciwko Radomiakowi, zresztą po dośrodkowaniu drugiego z plusów tego miesiąca. Choć we wcześniejszej części sezonu mało na to zwiastowało, po przyjściu do klubu trenera Papszuna, Pankov stał się nieodłączną częścią wyjściowej "jedenastki" i obecnie w zasadzie na jego barkach budowany jest cały zespół.

Tyle samo pozytywnych ocen, co wcześniejsza dwójka, w marcu od naszej redakcji otrzymał Patryk Kun. Lewy wahadłowy na początku miesiąca kontynuował dobrą grę z początku rundy wiosennej, udowadniając wpływ trenera Papszuna na jego dyspozycję. Był aktywny i efektywny zarówno w rajdach ofensywnych, jak i zadaniach obronnych. Z biegiem marca jego dyspozycja niestety spadła, a w ostatnim meczu, przeciwko swojemu byłemu zespołowi z Częstochowy, otrzymał już notę negatywną. 30-latek może być więc względnie zadowolony ze swojej marcowej dyspozycji i cieszyć się z przerwy reprezentacyjnej, która może mu pozwolić wrócić do świeżości, którą prezentował od początku roku. Mimo to Kun był jednym z lepszych i utrzymujących równą formę legionistów w minionych miesiącu.
Oprócz Elitima i Pankova marzec bez żadnej oceny negatywnej kończy także bramkarz warszawskiego zespołu - Otto Hindrich. Rumun w poprzednim miesiącu wygrał rywalizację o miejsce między słupkami bramki Legii i utrzymał je przez cały marzec. Hindrich prezentował naprawdę równą i pewną dyspozycję, szczególnie jeśli chodzi o swoje interwencje, którymi wykazał się 9-krotnie przy 13 celnych strzałach rywali. Golkiper w marcu musiał wyciągać piłkę z siatki 5-krotnie, jednak za żadnego ze straconych goli nie można go obwinić i powiedzieć, by mógł zachować się lepiej. Poza Rumunem jeszcze pięciu innych zawodników stołecznego zespołu otrzymało od nas przynajmniej jedną ocenę pozytywną, jednak nie potrafili utrzymać dobrej dyspozycji w innych występach, jak m.in. Rafał Augustyniak, Kacper Chodyna czy Kamil Piątkowski.

Zupełnie pogubionym zawodnikiem w marcu był natomiast Wahan Biczachczjan. Poza przeciętnym występem przeciwko Cracovii, w trzech pozostałych meczach Ormianin prezentował się słabo i za każde z nich otrzymał od naszej redakcji ocenę negatywną. Główną bolączką Biczachczjana w marcu był jego indywidualizm, którego kompletnie nie potrafił wykorzystać. Ofensywny pomocnik wielokrotnie podejmował złe decyzje, wybierał egoistyczne rozwiązania przy których był niestety niezwykle nieskuteczny. Próby efektowności w jego wykonaniu, które nie przynosiły żadnych pozytywnych efektów, a jego gra bardziej irytowała, niż napawała optymizmem. Biczachczjan w marcu otrzymywał wiele szans, by udowodnić swoją przydatność zespołowi, lecz nie potrafił ich wykorzystywać i kompletnie zawodził.
Na podobnym poziomie stały notowania Bartosza Kapustki. Pomocnik w marcu wystąpił tylko w dwóch pierwszych meczach i za oba te występy otrzymał minusa. Kapitan "Wojskowych" nie potrafił pokazać swoich umiejętności piłkarskich, w każdym swoim marcowym występie był hamulcowym, który zamiast pomagać zespołowi w napędzeniu akcji, niweczył starania reszty zawodników. Przed meczem z Radomiakiem pomocnik doznał kontuzji, która eliminuje go z gry na dłuższy czas. Tyle samo negatywnych ocen od naszej redakcji otrzymali w marcu Ermal Krasniqi oraz Wojciech Urbański. Szczególnie źle wygląda to w przypadku Kosowianina, który ani razu nie wybiegł w podstawowym składzie, trzy razy pojawiał się z ławki, z czego dwukrotnie w nieco większym wymiarze czasowym. Obie te zmiany nie przyniosły żadnych efektów, a Krasniqi był po prostu niewidoczny i nieprzydatny. Młody pomocnik również wystąpił w tylko dwóch spotkaniach i za obie te szanse został oceniony negatywnie. Zarówno w spotkaniu z Jagiellonią, w którym był zmiennikiem, jak i przeciwko Radomiakowi, gdy wybiegł w wyjściowej "jedenastce" całkowicie zawiódł, był poza grą i nie wykorzystał nielicznych szans otrzymanych od trenera Papszuna.

Przeciętną formę w marcu prezentowali ponownie atakujący warszawskiego zespołu. Do Milety Rajovicia dołączył również Rafał Adamski, który w poszczególnych meczach prezentował się znacznie gorzej, niż w swoich debiutanckich występach w poprzednim miesiącu. Napastnik sprowadzony do Legii zimą, poza fenomenalnym występem przeciwko Jagiellonii, nie potrafił w tym miesiącu zaprezentować pełni swoich możliwości. Będąc ustawionym bardziej z boku boiska, momentami znikał z radarów, nie pokazywał się do gry, a gdy otrzymywał futbolówkę emanował nieskutecznością i w prosty sposób przegrywał pojedynki z rywalami. Nie można odmówić mu chęci i waleczności, lecz w żadnym z następnych marcowych występów choćby w minimalnym stopniu nie nawiązał do swojej świetnej, przebojowej i skutecznej gry z Białegostoku. W kwietniu zdecydowanie częściej chcemy oglądać takiego Adamskiego, jak z tamtego spotkania.
Klasycznie już, jak w każdym miesięcznym podsumowaniu ocen, na dole klasyfikacji znajduje się duński napastnik. Gdy Rajović wybiegał w wyjściowym składzie Legii, zawodził na całej linii. Był ociężały, nieefektywny, nie dochodził do sytuacji strzeleckich, a jeśli już, to marnował je w spektakularny sposób, jak np. w Białymstoku, gdy uderzeniem z najbliższej odległości na pustą bramkę trafił w swoją drugą nogę. W dwóch marcowych spotkaniach atakujący usiadł więc na ławce rezerwowych, jednak pojawiał się na murawie w różnym wymiarze czasowym. Oba te występ, a szczególnie z Cracovią, gdy musiał wejść na boisko już w pierwszej połowie i zapewnił swoim trafieniem zwycięstwo warszawskiemu zespołowi, może zaliczyć do względnie udanych. Mimo to Rajović kolejny miesiąc z rzędu udowadnia, że w tym sezonie ciężko będzie mu już odnaleźć dobrą formę oraz skuteczność, a w następnych tygodniach raczej musi przygotować się do roli zmiennika.

Pełna klasyfikacja "Plusów i minusów" w marcu:
Juergen Elitim - 2
Radovan Pankov - 2
Patryk Kun - 2 / 1
Otto Hindrich - 1
Rafał Augustyniak - 1 / 1
Kacper Chodyna - 1 / 1
Kamil Piątkowski - 1 / 1
Rafał Adamski - 1 / 2
Mileta Rajović - 1 / 2
Kacper Urbański - 1
Bartosz Kapustka - 2
Ermal Krasniqi - 2
Wojciech Urbański - 2
Wahan Biczachczjan - 3

