Runda zasadnicza Orlen Basket Ligi wchodzi w decydującą fazę. Do końca sezonu pozostaje jeszcze kilka spotkań, a warszawska Legia z bilansem 16-8 plasuje się w czołówce tabeli obok Kinga Szczecin, Śląska Wrocław oraz Trefla Sopot. - Trwa druga połowa sezonu, ale z każdym meczem rośniemy. Owszem, mamy nad czym pracować, ale jesteśmy pozytywnie nastawieni - powiedział Andrzej Pluta w nagraniu dla ligowych mediów.
Reprezentant Polski pytany o to, co jest trudniejsze - zdobycie mistrzostwa czy jego obronienie odparł: - Wydaje mi się, że obronienie. Aczkolwiek samo zdobycie nie jest łatwe. Niemniej to na pewno wyzwanie dla nas. Jednak ta drużyna była budowana pod to, żebyśmy mogli wywalczyć mistrzostwo i utrzymać tytuł.
Dodatkowo zawodnik Legii był gościem podcastu "Nie ma co gdybać" prowadzonego przez dwóch koszykarzy - Tomasza Gielo oraz Michała Michalaka. W ponad godzinnej rozmowie były poruszane również kwestie związane z warszawskim klubem, a także postawą samego zainteresowanego. - Początek sezonu mieliśmy trudny. Zaczęliśmy bardzo dobrze w lidze i pokazaliśmy się z dobrej strony w europejskich pucharach. Później mieliśmy problemy ze zdrowiem. W pewnym momencie wypadło nam aż czterech zawodników. Jednak im bliżej końca sezonu zasadniczego, im bliżej play-offów, tym lepiej będziemy wyglądać razem. Ta gra dojdzie do momentu, gdzie będziemy funkcjonować jak jedna maszyna - przekonywał Andrzej Pluta.
Kontuzja nowym doświadczeniem
W obecnych rozgrywkach podopieczny Heiko Rannuli prezentował zmienną formę, która była efektem urazu. - To był pierwszy raz, kiedy musiałem zmagać się z kontuzją w trakcie sezonu. Może ten uraz nie wykluczył mnie całkowicie z gry na długi czas, ale przeszkadzał mi. To było dla mnie nowe doświadczenie. Zobaczyłem co to być w rytmie meczowym, wypaść z niego, a potem wrócić. Pojawiło się trochę frustracji. Było dziwnie. Nie mogłem trenować, bo miałem problemy z kolanem, ale wracałem na mecze. Moje nogi nie były zbyt silne, żeby funkcjonować na parkiecie. Nie mogłem kreować sytuacji ani dla siebie, ani dla kolegów. Zawodziła moja decyzyjność. Zderzałem się ze ścianą, z rzeczywistością. Jednak od jakiegoś czasu wróciłem do siebie. Jest "feeling", złapałem pewność siebie - wyjaśnił 25-latek.
Aaron Cel kluczową postacią
Andrzej Pluta odniósł się również do okoliczności, w których trafił do Warszawy. Jak przyznał, kluczową rolę odegrał dyrektor sportowy Aaron Cel. - Jest to człowiek szczery, który nie zrobiłby Ci z premedytacją czegoś złego. Patrzysz na karierę Aarona i na niego jako człowieka. Jeśli dzwoni do Ciebie i przedstawia Ci ofertę, to ciężko jest odmówić. Tym bardziej, że ma pomysł na Ciebie i na zbudowanie drużyny. Odezwał się dość wcześnie. Widziałem, że Legii zależy. Na tamten moment rozmawiałem z ówczesnym trenerem Ivicą Skelinem. Jednak miałem już swoje w głowie po pierwszych rozmowach z Aaronem i zdecydowałem, że pójdę w tym kierunku.
- Po niespełna dwóch latach cieszę się, że zrobiliśmy sukces jako drużyna. Podziękowałem Aaronowi za zaufanie, bo co by nie było, to on miał plan i wiedział w jaki sposób mogę pomóc drużynie. Zaufał mi, klub zaufał projektowi. Wierzę, że odniesie niejeden sukces jako dyrektor sportowy lub będąc w innej roli. - podkreślił zawodnik.
O marzeniach
- Nie myślałem o marzeniach. Zdobyliśmy mistrzostwo i mogę się tym pochwalić. Jednak z jednej strony nie wybiegam zbyt daleko w przyszłość, ale na ten moment wyznaczyłem sobie jako cel obronę mistrzostwa. A co przyniesie przyszłość? Zobaczymy. - powiedział Andrzej Pluta.

