W Wielkanocny Poniedziałek Legia Warszawa dokonała niemalże świątecznego cudu. Legioniści pokonali w Szczecinie Pogoń 2-0, wygrywając w wyjazdowym meczu w Ekstraklasie po raz pierwszy od ponad ośmiu miesięcy. Co więcej, "Wojskowi" przez całe spotkanie byli znacznie lepsi od rywala i w pełni zasłużyli na trzy punkty. Zapraszamy na oceny, jakie wystawiliśmy podopiecznym trenera Marka Papszuna za ten mecz.
Mileta Rajović - Duńczyk wywalczył miejsce w pierwszym składzie dobrą postawą podczas przerwy reprezentacyjnej i przede wszystkim hat trickiem zdobytym w sparingowym meczu z Rigą FC. Intuicja tym razem nie zawiodła trenera Papszuna. Rajovicowi udawało się z łatwością dochodzić do sytuacji bramkowych i w końcu je wykorzystywał. Pierwszą okazję na gola Duńczyk miał w 4. minucie, kiedy odebrał dośrodkowanie z lewej strony od Patryka Kuna, lecz zbyt lekko uderzył głową w światło bramki. Następną, z 32. minuty, już udało mu się wykorzystać. Rajović świetnie zachował się po dalekim wrzucie z autu - wygrał walkę o górną piłkę, podbił ją sobie i przestawiając obrońcę wślizgiem uderzył na bramkę. Choć w zdobyciu gola pomogła mu nieporadna interwencja bramkarza, to uderzył na tyle mocno, że piłka przebiła mu dłoń. Dobrze pod bramką przeciwnika zachował się także w 46. minucie, kiedy uwolnił się od krycia, znalazł miejsce tuż przed linią bramkową i wykończył świetną indywidualną akcję Rafała Adamskiego, notując swój pierwszy dublet w barwach Legii. Generalnie, zachowanie Rajovicia w polu karnym i pojedynkach z przeciwnikami mogło się podobać. Duńczyk był aktywny, waleczny i chciał angażować się w grę. Wygrał znaczną część starć w powietrzu, co pozwalało dojść do sytuacji strzeleckich nie tylko jemu, ale również partnerom z zespołu. Choć miał problemy w pomocy z budowaniem akcji po zmieni, momentami niecelnie odgrywał piłkę i przegrywał pojedynki, to jego wkład w grę i nacisk na rywali był naprawdę spory. Spokojnie można powiedzieć, że był to do tej pory jeden z najlepszych, o ile nie najlepszy, występ Rajovicia w barwach Legii. Opuścił murawę w doliczonym czasie drugiej połowy.
Rafał Adamski - Napastnik w pierwszych minutach niezbyt potrafił odnaleźć się na boisku. Był nieco poza grą, rzadko szukał piłki, jednak od początku był niezwykle aktywny w agresywnym nacisku i pressingu na graczach Pogoni. Z czasem zaczął jednak również rozkręcać się z piłką przy nodze i to w najlepszy możliwy sposób. Pokazywał się do gry bliżej lewej strony, ochoczo brał udział w rozegraniu akcji, ale nie bał się również wziąć ciężaru gry na swoje barki i decydować się na indywidualne akcje. Adamski pracował ciężko na całej długości boiska - można było zobaczyć go zarówno w polu karnym rywali, jak i we własnej "szesnastce", blokującego strzały gospodarzy. W 21. minucie był bliski dobicia odbitego przez bramkarza strzału Wahana Biczachczjana, ale bramkę zabrała mu ofiarna interwencja obrońcy. Napastnika trzeba pochwalić przede wszystkim za zachowanie z 46. minuty. Adamski pokazał się na prawej stronie pola karnego, wyłuskał odbitą przez Dimitriosa Keramitsisa piłkę i z dziecinną łatwością zabawił się z defensorem, ogrywając go i uwalniając się na pozycję. Adamski nie zdecydował się jednak na indywidualne rozwiązanie tej akcji, a świetnym podaniem z "zewniaka" między obrońcami obsłużył Miletę Rajovicia, który musiał dopełnić formalności. Ta bramka została wypracowana w pełni przez Adamskiego i można powiedzieć, że to on zdobył tego gola Rajoviciem. Ogólnie, współpraca tych dwóch napastników wyglądała naprawdę obiecująco - grali blisko siebie, rozumieli i uzupełniali się. Adamski również był bardzo dobry i pewny w pojedynkach powietrznych. W 57. minucie po wygranej główce Adamski wypuścił do sytuacji sam na sam Wahana Biczachczjana, którą Ormianin niestety zmarnował. Adamski był w tym meczu niezwykle waleczny i przebojowy, przy czym także skuteczny, co pozwoliło mu mieć pozytywny wpływ na grę zespołu i górować nad przeciwnikami.
Juergen Elitim - Dyspozycja Kolumbijczyka w środku pola była kluczowa w osiągnięciu pewnego zwycięstwa i zdobyciu ważnych trzech punktów. Elitimowi w pełni udało się zdominować środkową tercję boiska, w której wykonywał mrówczą pracę. Nie był to może mecz w stylu maestro - Elitim nie wykazał się żadnym spektakularnym podaniem, szczególną wizją. Był jednak jak pirania - agresywny i nieustępliwy, ale także niezwykle pewny. Pomocnik dominował nad przeciwnikami fizycznie, lecz również czuciem gry i tego, jak zachować się z piłką. Wykazał się aż 14 przechwytami i odbiorami, które pozwoliły Legii przejąć całkowitą kontrolę nad tym spotkaniem. Praktycznie wszystkie drugie piłki były zbierane właśnie przez Elitima, który zaraz po przejęciu starał się je rozrzucać i napędzać akcje własnego zespołu. Elitim był sprytniejszy od graczy Pogoni, potrafił poradzić sobie z rywalami w różny sposób, także fizyczny. Wiele z tych odbiorów miało zresztą miejsce jeszcze na połowie przeciwników, co nie pozwalało złapać im wiatru w żagle.
Damian Szymański - Szymański wraz z Juergenem Elitimem dopełnił środek pola. Były reprezentant Polski był bardzo uważny i skuteczny w przejmowaniu bezpańskich piłek. Bardzo dobrze zabezpieczał środkową tercję boiska i wspomagał Kolumbijczyka w osiągnięciu wyraźnej przewagi w tej strefie. Szymański nie pracował jednak tylko na swojej nominalnej pozycji, lecz był praktycznie wszędzie. W zdecydowanej większości akcji ofensywnych Pogoni pomocnik Legii schodził nisko do obrony i pomagał w asekuracji, starał się uczestniczyć także w atakach własnego zespołu, kilkukrotnie pokazując się pod polem karnym i szukając górnych lub prostopadłych podań na "szesnastkę". Choć w rozegraniu miał swoje słabsze momenty, szczególnie warto pochwalić go za działania defensywne. Szymański był niezwykle pewny w pojedynkach z przeciwnikami, zanotował również 4 skuteczne odbiory i 3 udane wślizgi. Miał na swoim koncie również 3 zablokowane strzały, a szczególnie blokada z 12. minuty po strzale Sama Greenwooda ze skraju pola karnego była niezwykle istotna i uratowała Legię przed stratą bramki. Szymański był w tym meczu pracowity i zaangażowany w wiele aspektów gry, a dodatkowo bardzo skuteczny.
Rafał Augustyniak - Centralny z tria środkowych obrońców emanował w tym meczu niezwykła pewnością i skutecznością. W działaniach obronnych był po prostu nie do przejścia. Świetnie czytał grę i zamiary przeciwników. Odpowiednio ustawiał się w polu karnym, dzięki czemu udało mu się zanotować 6 skutecznych wybić. Przede wszystkim jednak przewyższał rywali swoją tężyzną fizyczną i sprytem. Augustyniak potrafił się odpowiednio zastawić i przepchnąć, by zyskać przewagę nad przeciwnikiem i znacznie utrudnić grę. W głównej mierze dzięki temu przyczynił się do tego, że "Portowcy" nie potrafili zbytnio zagrozić bramce Legii. Augustyniak jednak pracował w tym meczu nie tylko pod własnym polem karnym. Również wspomagał środkowych pomocników w przejmowaniu drugich piłek, a po odbiorach, których w tym meczu wykonał aż 6, potrafił odważnie zabrać się z piłką i podprowadzić ją na połowie przeciwnika. Skutecznym rozegraniem, które stało u niego na poziomie 85%, także przyczynił się do wielu składnych akcji własnego zespołu. Ochoczo zabierał się także za wykonywanie wyrzutów z autu w okolicach pola karnego gospodarzy. Wielokrotnie powodowały one sporo zamieszania pod bramką Pogoni, a w 32. minucie jeden z takich dalekich wyrzutów przyczynił się do zdobycia gola i wyjścia na prowadzenie. Taką pewność, zaangażowanie i przede wszystkim bezbłędność chcielibyśmy oglądać w wykonaniu Augustyniaka w każdym meczu do końca sezonu.
Radovan Pankov - Do Serba po tym meczu również nie można mieć najmniejszych zarzutów. Pewnie radził sobie z poczynaniami rywali na lewej stronie, a będący ostatnio w dość dobrej formie Paul Mukairu nie mógł nic zrobić w pojedynkach z defensorem Legii. Poza jednym obcięciem z końcówki pierwszej połowy, gdy Pankov dał się zwieść skrzydłowemu, obrońca był nie do pokonania i skutecznymi interwencjami przerywał akcje "Portowców". Serbski defensor był także niezwykle pewnym punktem jeśli chodzi o grę w powietrzu. Praktycznie każde dośrodkowanie gości kończyło się interwencją Pankova, który wygrał 4 z 6 pojedynków powietrznych i zanotował 5 udanych wybić. Pankov w tym meczu skupił się na defensywie, rzadziej można było zobaczyć go przy piłce czy w polu karnym rywali, jednak wykonywał swoją pracę w najlepszy możliwy sposób, a swoją siłą, pewnością i świetnym czytaniem gry zapewniał zespołowi wiele pożytku i ochronę. Niestety, Pankov musiał opuścić boisko w 86. minucie z powodu urazu. Miejmy nadzieję, że nie będzie to nic poważnego, bo strata Serba mogłaby być bardzo bolesna.
Kamil Piątkowski - W zasadzie identycznych określeń, co w przypadku Rafała Augustyniaka i Radovana Pankova, można użyć w kontekście występu trzeciego z defensorów. Piątkowski uzupełnił trio niezwykle pewnych defensorów, którzy nie pozwolili graczom Pogoni na rozwinięcie skrzydeł i skutecznie bronili dostępu do własnej bramki. Były reprezentant Polski w zasadzie uniemożliwił swobodną grę ważnemu elementowi gospodarzy - Kamilowi Grosickiemu - i praktycznie całkowicie wykluczył go z gry. Piątkowski przewyższał swoich rywali szybkością, dobrymi reakcjami, ale także sprytem i siłą. Łącznie zanotował 6 skutecznych wybić, ale również wygrał 4 z 5 wszystkich pojedynków z przeciwnikami oraz odebrał im piłkę 5-krotnie. Poza tym włączał się aktywnie w rozegranie piłki i budowanie akcji ofensywnych. Klasycznie już, odkąd trenerem Legii jest Marek Papszun, Piątkowski podłączał się wysoko do linii ataku, współpracował dobrze m.in. z Pawłem Wszołkiem, a koronkową grą udawało im się z łatwością pokonywać rywali. Piątkowski miał bardzo pozytywny wpływ zarówno w obronę, jak i ataki, czym także przyczynił się do pewnego zwycięstwa.
Otto Hindrich - Bramkarzowi Legii nie można po tym meczu nic zarzucić. Nie był jednak główną postacią tego meczu, jego bohaterem i postacią, która uratowałaby trzy punkty. Miał w Szczecinie bardzo mało pracy. Choć gospodarze oddali w tym spotkaniu aż 14 strzałów, zaledwie jeden z nich był celny. Hindrich poradził sobie z nim bez większych problemów, wybijając do boku mocny strzał z dystansu Sama Greenwooda. Poza tym nie musiał wykazywać się na linii. Przez cały mecz jednak był czujny, dość dobrze reagował na przedpolu i przy kilku próbach dalekich podań za linię obrony Legii z głębi pola, przy których zgarniał piłkę do swoich rąk. Trochę do życzenia pozostawiały jego wybicia piłki, które były celne tylko w niecałych 40%, a partnerzy mieli problemy, by uprzedzić w nich przeciwników. Generalnie, był to przyzwoity, ale mało pracowity wieczór dla bramkarza Legii.
Patryk Kun - Lewego wahadłowego można po tym meczu pochwalić w pełni za około 30 minut. W dwóch pierwszych kwadransach meczu był niezwykle zaangażowany i wybiegany. Non stop pokazywał się do gry na lewej stronie, podłączał wysoko do ataków i dawał opcję do rozegrania w ofensywie. Starał się wykańczać te ataki dośrodkowaniami, a po jednym z nich w 3. minucie do sytuacji strzeleckiej doszedł Mileta Rajović. Z minuty na minutę jego uczestnictwo w ofensywnych wypadach jednak malało, a w drugiej połowie był praktycznie niewidoczny w tym elemencie. Poza aktywnością zmalała również jego skuteczność, gdyż wiele dograń Kuna okazywało się bardzo niedokładne. Nie można odmówić mu jednak zaangażowania i chęci w pomocy defensywnej. Wahadłowy cofał się nisko do obrony i przy linii bocznej asekurował ataki gospodarzy. Nie był w tym elemencie w pełni skuteczny, zdarzały się momenty, w których rywale swobodnie sobie z nim radzili, lecz i parę razy to Kun znacznie utrudnił im rozegranie akcji i przebicie się na pole karne. Kun nie może być całkowicie zadowolony ze swojego występu, ale determinacją, zapałem i pracowitością na pewno w jakimś stopniu pomógł zespołowi w osiągnięciu korzystnego wyniku. Został zmieniony w 86. minucie.
Wahan Biczachczjan - Dla ofensywnego pomocnika był to 50. mecz w barwach warszawskiego zespołu. Ormianin nie zapamięta go jednak pozytywnie. Jego występ przeciwko byłemu zespołowi ponownie był niezwykle irytujący. W zasadzie poza kilkoma wygranymi pojedynkami z boku boiska i strzałem z 20. minuty z 11. metra, którym zaskoczył bramkarza i zmusił go do interwencji, nie można przypisać mu nic dobrego. Nie potrafił zrobić korzyści dla zespołu, gubił się z piłką w okolicach pola karnego. Podejmował dziwne decyzje, szczególnie wchodząc w tłok i bezpośrednie pojedynki z kilkoma rywalami na raz, które z kretesem przegrywał. Po raz kolejny był po prostu indywidualistą, lecz z jego samolubności nic pozytywnego nie wynikało. Stracił piłkę aż 16 razy przy zaledwie 40 kontaktach z nią, co tylko pokazuje, jak nieporadny był to występ. Wiele z tych strat napędzało gospodarzy i niweczyło ataki własnego zespołu. Dopełnieniem słabego meczu w wykonaniu Biczachczjana była sytuacja z 57. minuty. Ormianin po zgraniu głową od Rafała Adamskiego wybiegł z piłką za obrońców i znalazł się w sytuacji sam na sam z bramkarzem, lecz zmarnował ją w fatalny sposób, trafiając prosto w niego. Dodatkowo Biczachczjan tak niefortunnie złożył się do strzału, że nabawił się kontuzji mięśnia czterogłowego, która może wyeliminować go z gry na dłuższy czas. Patrząc na ostatnią formę Ormianina, przerwa od gry przyda mu się, lecz szkoda, że będzie ona przymusowa. Życzymy mu dużo zdrowia.
Paweł Wszołek - Prawy wahadłowy już chyba na stałe powrócił do gry po kontuzji, która dręczyła go od początku rundy. Niestety, na razie brak mu formy. Nie można odmówić mu, by w Szczecinie grał bez zaangażowania, co więcej, Wszołek był bardzo oddany i często podłączał się do ofensywny. Emanował jednak niestarannością i nieskutecznością. Pokazywał się do podań, ale nie potrafił zrobić różnicy z piłką. Szczególnie wiele do życzenia pozostawiały jego dośrodkowania, które w większości były niecelne, przeciągnięte. Nawet przy drugiej akcji bramkowej centra Wszołka nie dotarła do partnera, a odbiła się od obrońcy, co pozwoliło dopaść do futbolówki Rafałowi Adamskiemu. W 29. minucie Wszołek zdecydował się na indywidualne rozwiązanie, wykorzystał sporo wolnej przestrzeni i wbiegł w pole karne z prawej strony, układając sobie piłkę na lewej nodze, ale technicznym strzałem minimalnie spudłował obok bramki. Poza tym, przez swoje liczne wypady do ataków Wszołek pozostawiał mnóstwo wolnego miejsca za swoimi plecami, które gracze Pogoni starali się wykorzystać. Wahadłowy miał problem z szybkimi powrotami i nadążaniem za kontratakami gospodarzy. Gdy jednak był już dobrze ustawiony w defensywie, był dość pewny i skoncentrowany na swoich zadaniach.
Zmiennicy
Artur Jędrzejczyk, Arkadiusz Reca, Ermal Krasniqi - Obaj defensorzy pojawili się na boisku w 86. minucie, natomiast skrzydłowy w trzeciej minucie doliczonego czasu drugiej połowy. Cała trójka grała zbyt krótko, by ocenić ich występ.
Kacper Urbański - Młodzieżowy reprezentant Polski dostał nieco więcej minut, gdy w 60. minucie musiał zmienić kontuzjowanego Wahana Biczachczjana. W żaden sposób jednak nie wykorzystał swojej szansy. Był bardzo niepewny, niedokładny, a można nawet powiedzieć, że widać było w jego grze oznaki braku zaangażowania. Przez ponad pół godziny gry dotknął piłkę zaledwie 17 razy. Grał ospale, bez żadnego przyspieszenia, wybierając najprostsze rozwiązania. Mimo to był w nich niezwykle nieskuteczny, notując 6 strat. Miał problemy fizyczne, więc gdy już wchodził w pojedynki z rywalami, na starcie był na przegranej pozycji i ostatecznie udało mu się wyjść z tarczą zaledwie 2 razy ze wszystkich 6 starć. Pomocnik przyczynił się także do największego zagrożenia bramce Legii w tym meczu. W pierwszej minucie doliczonego czasu drugiej połowy doskoczył do Leonardo Koutrisa przed polem karnym, lecz poszedł "na raz", przez co z dziecinną łatwością, prostym przełożeniem Grek ograł legionistę i wyszedł na czystą pozycję, trafiając następnie w poprzeczkę. Tak słabym wejściem z ławki rezerwowych Urbański na pewno nie poprawił swoich notowań zarówno w oczach kibiców, jak i przede wszystkim trenera Marka Papszuna. Wydaje się również, że mógł przekreślić swoją szansę na zastępstwo kontuzjowanego Biczachczjana w następnym meczu i występ od pierwszej minuty.

