Stanowią dziś najlepszy duet napastników w polskiej lidze. Nierozłączny na boisku i poza nim.
"Wspominamy między sobą, co mówił Radzewicz. Przyjadą, wygrają, pojadą do Wodzisławia, tak? Łęczna nas miała powieźć czterema bramkami. Sarnat mówił, że mu się dobrze broni na Legii. Teraz Piotrek Reiss nas straszy. To fajnie, że tak dużo kibiców przyjdzie na Bułgarską. Zrobimy jednak wszystko, żeby ten tłum po meczu płakał. Ludzie nienawidzą Legii, ale na mecz z nią każdy chętnie przychodzi" - mówi Piotr Włodarczyk.
"Zespół Lecha mógłby dużo w lidze zrobić, ale nie w takiej formie. My nie możemy jednak na to patrzeć, bo na mecze z Legią gotowi są nawet kontuzjowani piłkarze. Pamiętam jak w 1998 roku ŁKS grał z Lechem. 25 tysięcy ludzi na stadionie, bo to były czasy, kiedy prezes Ptak za darmo wpuszczał ludzi. Strzeliłem wtedy na 1:0, w wygranym przez nas meczu i pognębiłem Lecha, który spadł do drugiej ligi. Nie boję się rywalizacji, bo ona daje kopa. Ktoś zepsułby jednak drużynę, która jest już zbudowana. Sukces opiera się teraz na tym, że jesteśmy bardzo dobrze zgrani. Niektórzy grają ze sobą 3-4 lata. Dla mnie robienie kardynalnych zmian byłoby błędem" - stwierdził Saganowski.
Sagan i Włodar przed Lechem
sobota, 3 kwietnia 2004 15:52
Mishkaźródło: Przegląd Sportowyna podstawie: Przegląd Sportowy