Spotkanie pomiędzy Pogonią Szczecin a Legią Warszawa w ramach 27. kolejki Ekstraklasy klasyfikowało się jako starcie o przysłowiowe „6 punktów”. W obliczu ogromnego ścisku w dołu tabeli Legia celowała w komplet oczek, by choć na chwilę złapać głębszy oddech i zdobyć niewielką, choć jakże istotną zaliczkę nad strefą spadkową. Przegrana dla gospodarzy oznaczała uwikłanie się na dobre w walkę o utrzymanie. Mieliśmy więc do czynienia z meczem, obok którego nikt nie mógł przejść obojętnie. Po dobrym występie i zdobyciu 3 bramek w sparingu z Riga FC szansę od pierwszych minut dostał Mileta Rajović, a tym razem spotkanie z ławki rezerwowych rozpoczął Jean-Pierre Nsame. To właśnie występowi Duńczyka przyjrzeliśmy się bliżej.
Ciężko ukryć fakt, że oczy sympatyków Legii Warszawa były zwrócone w stronę duńskiego napastnika już od pierwszych minut tego starcia. Kolejną szansę od trenera Papszuna Rajović dostał kosztem Nsame, który jest ulubieńcem kibiców i który co istotniejsze udowadnia, że w polu karnym czuje się jak ryba w wodzie, a tego póki co nie można było powiedzieć o byłym graczu Watfordu FC.
Już w 4. minucie po świetnym dośrodkowaniu Patryka Kuna między stoperów Pogoni do piłki dopadł Duńczyk, który próbował uderzeniem głową pokonać Valentina Cojocaru. Należy Duńczyka pochwalić szczególnie za odnalezienie się w polu karnym i wygranie pojedynku z obrońcami gospodarzy. Ciężko winić go w tej sytuacji za brak umieszczenia futbolówki w siatce, ponieważ wykonywał on wyskok z jednego kroku i kolokwialnie mówiąc nie miał z czego uderzyć.
Potwierdza się teza dotycząca tego, że im dalej od bramki przeciwnika tym przydatność Rajovicia maleje. W momentach, w których potrzebne jest skanowanie przestrzeni i udział w rozegraniu widzimy, że tych umiejętności Duńczykowi na ten moment brakuje. W 5. minucie rywalizacji Rajović dopadł do bezpańskiej piłki i zgrał ją głową do Szymańskiego, który już na starcie miał gorszą pozycję od Ulvestada i zmuszony został do sfaulowania Szweda, by w porę zakończyć tę fazę przejściową „Portowców”. Miał czas i miejsce, by tę piłkę przyjąć i chwilę przytrzymać, czekając na lepsze ustawienie partnerów.
W tym samym elemencie gry mieliśmy okazję zobaczyć Rajovicia kilkanaście minut później. W 20. minucie napastnik dobrze odegrał swoją rolę, gdy opanował dośrodkowaną w jego stronę piłkę, świetnie zabrał stopera ze sobą i jeszcze ciałem odegrał piłkę w stronę Wahana Biczachczjana. Ormianin miał do wykonania tak naprawdę „jedenastkę”, z tą różnicą, że w świetle bramki było kilku graczy „Portowców”. Takich zachowań oczekujemy od profilu napastnika, jakim jest Mileta Rajović - wykorzystywanie jego warunków fizycznych może przynieść dużo korzyści w schematach taktycznych Marka Papszuna.
Kilkadziesiąt sekund później byliśmy świadkami kolejnej dwójkowej akcji z udziałem Rajovicia i Biczachczjana. Ofensywny pomocnik zagrał „na ścianę” do naszego napastnika, który sprytnie odegrał piłkę na jeden kontakt, jednak Biczachczjan ją stracił będąc wziętym w kleszcze przez kilku graczy Pogoni. Na palcach jednej ręki możemy policzyć mecze, w których Duńczyk potrafił grać dla drużyny i co najważniejsze - robić to skutecznie.

W 32. minucie w końcu Rajović zrobił to, czego od niego oczekujemy. Mając na plecach Loñcara potrafił przyjąć piłkę tyłem do bramki, obrócić się i oddać strzał w kierunku bramki Cojocaru, który zakończył się golem. Rumuński golkiper w tej sytuacji nie popisał się, jednak warte odnotowania jest to, że do tej pory zawodzący Rajović zrobił wszystko, jak należy. Swoją rolę w tej akcji odegrał również Radovan Pankov, który skupił na sobie uwagę aż dwóch broniących zawodników Pogoni.
Mileta Rajović wydaje się zawodnikiem, który potrzebuje kilku strzelonych bramek, by nabrać pewności siebie i złapać odpowiedni luz w polu karnym rywala. W 36. minucie Duńczyk po dośrodkowaniu z rzutu rożnego instynktownie odnalazł się w okolicach 5. metra i uderzył piłkę piętą, która gdyby nie interwencja Ulvestada wpadłaby do siatki, lub dopadłby do niej niepilnowany Paweł Wszołek. Z każdą minutą tego starcia coraz bardziej zauważalne było to, jak odmieniony mentalnie jest kupiony w letnim okienku transferowym napastnik.
W żadnym dotychczasowym występie w koszulce z „eLką” na piersi Mileta Rajović nie zdobył dwóch goli. Taki stan trwał aż do 46. minuty spotkania rozgrywanego w Poniedziałek Wielkanocny. Po indywidualnej akcji Rafała Adamskiego, który wygrał pojedynek z Dimitriosem Keramitsisem Adamski zewnętrzną częścią stopy zagrał ją wzdłuż bramki do Rajovicia, a ten tylko dołożył nogę, wbijając piłkę do pustej bramki. Czy w tej sytuacji zawodnik grający z numerem „29” na plecach zrobił coś nadzwyczajnego? Nie, był ustawiony w przestrzeni, do wypełnienia której gracz pełniący rolę „dziewiątki” jest zobligowany. Jednak do tej pory i tego w grze Rajovicia brakowało, także należą mu się brawa za wyciągnięte wnioski i zapewne dużo ciężkiej pracy na treningach.

Niewiele brakowało, a w 49. minucie Mileta Rajović dołożyłby kolejną liczbę do swojego występu. Po błyskotliwej akcji Rafała Augustyniaka lewym skrzydłem adresatem podania okazał się Rajović, który wbiegł przed Borgesa i piętą zagrał wzdłuż linii bramkowej. Jego intencji nie odczytał jednak Adamski, który nie wystartował do tej piłki i ta wyleciała za linię końcową boiska.
Bramka zdobyta w domowym starciu z Cracovią oraz hattrick w sparingowej rywalizacji spowodowały, że duński zawodnik zaczął wyglądać na boisku zdecydowanie lepiej. Potrafi wykorzystywać swoje warunki fizyczne, dzięki którym wygrywa pojedynki zarówno te w powietrzu, jak i na ziemi. W polu karnym ustawia się w miejscu, w którym spada piłka, dzięki czemu dochodzi do sytuacji strzeleckich. Zaczął również te sytuacje skutecznie finalizować, zachowując zimną krew i nie kalkulując w prostych sytuacjach. Przyznam szczerze, że sam zacząłem już wątpić w to, że ten zawodnik się odblokuje, mimo, że staram się zawsze widzieć szklankę do połowy pełną. Ukłony w stronę samego zawodnika i sztabu szkoleniowego za to, że z pewnością włożyli ogrom starań, aby w końcu coś się w tej kwestii zmieniło. Profilem Rajović przypomina Tomasa Pekharta i jeżeli choć w jakimś stopniu dorówna on Czechowi to z całą pewnością będziemy mieli jeszcze z Duńczyka sporo pożytku.
Statystyki Milety Rajovicia w meczu z Pogonią Szczecin:
Minuty: 90
Bramki: 2
Asysty: -
Strzały/celne: 5/3
Liczba podań / celne: 15/9
Podania kluczowe: 1
Dośrodkowania / celne: 0/0
Dryblingi / udane: 1/1
Odbiory: -
Dystans: 10.1 km
Sprinty: 8
Żółte kartki: -
Czerwone kartki: -

