Czy ta niespodziewana wygrana z Groclinem przekonała Pana do tego, aby zostać menedżerem Polonii?
Jerzy Engel: W momencie kiedy się okazało, że nie zostanę w Legii, już wtedy padła propozycja przyjścia do Polonii. Musiałem ją przekonsultować, bo to nie była dla mnie jedyna oferta. Miałem propozycję z Chin. Była bardzo intratna. Ale moja rodzina na to się nie zgodziła. Małżonka nie chciała się wybierać w tak daleką podróż, i to na dwa lata. Była jeszcze jedna oferta krajowa. Prezes tego klubu nie upoważnił mnie do tego, aby o niej mówić publicznie.
Co skłoniło Pana do tego, aby wybrać właśnie walczącą o utrzymanie Polonię. Może po prostu fakt, że to warszawski klub. Nie musi więc Pan zmieniać miejsca zamieszkania?
- Wiele rzeczy miało wpływ na to, że wybrałem Polonię. Nie ukrywam, że jest to Warszawa, a ja jestem związany z tym miastem. Jak pokazuje moja statystyka pracy, to wychodzi na to, że na przemian pracowałem w Legii i Polonii. W Legii byłem trzykrotnie, teraz po raz trzeci rozpoczynam pracę w Polonii. Akurat tym klubom mogę najbardziej pomóc. W każdym z przypadków one dużo zyskały. Ostatni mój pobyt w Polonii, kiedy do niej przyszedłem w 1997 roku, zaowocował zaraz wicemistrzostwem Polski [1998 - red.], potem mistrzostwem Polski, bo budowałem zespół, który je osiągnął. Na bazie tych sukcesów kluby chcą mnie zatrudniać.
Nie przychodzi Pan do Polonii po to, aby odgryźć się na Legii?
- To media tak to opisują. Nikt na nikim się nie odgryza. To jest normalna praca. Miałem w Legii konkretne rzeczy do zrobienia i zrobiłem je. Mam nadzieję, że z bardzo dobrym skutkiem. Natomiast to, że nie znaleźliśmy konsensusu z nowym właścicielem, to zupełnie inna sprawa. Nie ma to nic wspólnego z tym, że jestem teraz w Polonii. Równie dobrze mogłem być w innym klubie i postawiłby pan to samo pytanie.
Jakich argumentów użył w rozmowach z Panem właściciel klubu Jan Raniecki?
- Nie chcę wybiegać daleko naprzód. Jeżeli damy radę utrzymać Polonię w I lidze, to od lipca wiele się zmieni w klubie. Jest program zmian infrastruktury, będą większe możliwości transferów piłkarzy. Te dwie rzeczy mnie przekonały.
Ale dzisiejsza Polonia znacznie różni się od tej, do której Pan przyszedł w 1997 roku?
- Wtedy w tabeli sytuacja była podobna. Byliśmy daleko, ale sytuacja kadrowa była dużo lepsza niż dziś i przecież w tym samym jeszcze sezonie Polonia zdobyła wicemistrzostwo. W związku z tym porównać tego nie można. Trener Broniszewski i ja zdecydowaliśmy się wziąć duże ryzyko, ale jeśli się nie ryzykuje, nie osiąga się wyników. Wierzymy w siebie, wierzymy w zawodników, że utrzymamy Polonię.
To jednak nadal nie jest jeszcze pewne...
- Utrzymanie jest tak samo realne jak innych drużyn. Polonia ma w tej chwili cztery punkty przewagi nad Widzewem, trzy nad Górnikiem Polkowice, ma trochę więcej punktów nad Świtem. Został nawiązany bezpośredni kontakt z Lechem. Ważny krok do przodu został zrobiony po zwycięstwie z Groclinem. Zespół pokazał, że drzemie w nim potencjał. Może to być ten mecz przełomowy, który drużynie bardzo pomógł.
Jakie są warunki kontraktu?
- Będzie to półtoraroczny kontrakt z opcją przedłużenia.
A finansowe?
- Do czerwca nie są najważniejsze warunki finansowe. Do czerwca najważniejsze jest utrzymać Polonię. Jeśli ten cel zrealizujemy, to będziemy myśleli, co zrobić, żeby na siebie zarobić.
Jakie ma Pan zadania?
- Zupełnie inne niż ostatnio w Legii. Tam wziąłem na swoje barki jeszcze marketing, czyli rzecz, która nie jest najbliższa mojemu sercu. W Polonii mam zająć się przede wszystkim polityką transferową i szkoleniem. Będę odpowiadał za to wszystko, co dotyczy wyników zespołu.
Ma Pan już pomysł na transfery do Polonii?
- Za wcześnie o tym mówić. Kiedy byłem w Polonii w 1997 roku, to zmiana, jaka nastąpiła w zespole, była zmianą kadrową. Do dziś grają jeszcze zawodnicy wtedy sprowadzani, jak choćby Jarosław Mazurkiewicz. Oczywiście będę o tym myśleć, kto będzie najbardziej potrzebny i skuteczny dla Polonii, bo trzeba pracować z dużym wyprzedzeniem. Nad sprowadzeniem samego Piotra Włodarczyka do Legii pracowałem pół roku.
Będzie Pan uczestniczył w treningach zespołu?
- Jeżeli trener Broniszewski wyrazi taką wolę, to z przyjemnością jestem gotów rozebrać się w dresik i pojawić się na boisku.
Jakie są relacje między Panem i trenerem Mieczysławem Broniszewskim?
- Zawsze były bardzo dobre.
Dobrze Pan się czuje w nowym starym biurze na Konwiktorskiej. Nie ma tu tych trofeów, które Pan m.in. zdobywał?
- Jestem pewien, że te puchary jeszcze tu wrócą.
Rozmawiał Olgierd Kwiatkowski
Wywiad
Nie odgryzam się
wtorek, 6 kwietnia 2004 08:24
Jerzy Engelźródło: Gazeta Wyborcza