Śni się Panu jeszcze po nocach mistrzostwo Polski sprzed dwóch lat?
- Zawsze będę o nim pamiętał, ale, niestety, w snach nie wraca.
A tegoroczny tytuł?
- Na razie staram się o nim nie myśleć. Koncentruję się za każdym razem na najbliższym meczu. W rundzie jesiennej wielokrotnie lekceważyliśmy teoretycznie słabszych rywali. Nie podchodziliśmy do spotkań z nimi z takim zaangażowaniem jak do potyczek z Wisłą czy Amicą. To nas gubiło i traciliśmy punkty. Dlatego teraz wszystkie spotkania traktujemy jednakowo.
Przed rundą wiosenną powiedział Pan, że gdybyście zdobyli mistrzostwo Polski, to byłby cud. Dlaczego?
- Nasza forma była zagadką. Nie wiadomo było czy Piotrek Włodarczyk zdoła zastąpić bramkostrzelnego Stanko Svitlicę. Cały czas czekaliśmy na decyzję ITI o przejęciu klubu. Na szczęście wszystko idzie dobrze. ITI w czwartek zakupi akcje Legii. Piotrek Włodarczyk doskonale rozumie się z Markiem Saganowskim i obaj strzelają gole. A zespół jest w doskonałej formie. Nic, tylko się cieszyć.
Pana forma również rośnie. W ostatnim meczu z Lechem był Pan królem środka pola. Zupełnie jak w mistrzowskich czasach Legi...
- Będąc w Legii, od początku bardzo się starałem grać jak najlepiej, choć nie zawsze wychodziło. Ostatnio mogę być faktycznie zadowolony z dyspozycji.
Przy Piotrze Świerczewskim wyglądał Pan jak Zinedine Zidane przy juniorze.
- Cóż, nie był to pewnie najlepszy mecz w wykonaniu Piotrka. Ocena gry piłkarzy przez kibiców czy dziennikarzy jest jednak uzależniona od wyniku. Ja mogę być z niego zadowolony, podobnie jak ze swojego występu.
Po mistrzostwie Polski w 2002 roku kibice wywieszali transparenty, prosząc, by Pan nie odchodził z Legii. Nie żałuje Pan tej decyzji?
- Nie! Pamiętam tę wzruszającą chwilę. Przypadkowo trafiłem do Warszawy i od razu zdobyłem mistrzostwo Polski. Spędziłem tu najpiękniejsze chwile w karierze.
Ma Pan podpisany kontrakt tylko do końca czerwca 2004. Co dalej?
- Na razie nie zaprzątam sobie tym głowy. Najważniejsza jest dla mnie koncentracja przed kolejnym meczem - z Górnikiem Polkowice. Nad rozmowami z przedstawicielami klubu pomyślę po zakończeniu rozgrywek. Szczerze mówiąc, w tej chwili nie wiem, czy zostanę w Warszawie.
Odeszli już Pańscy rodacy Dragomir Okuka i Stanko Svitlica. Nie czuje się Pan w Legii osamotniony?
- Ależ skąd. Drago i Stanko pomagali mi na samym początku. Namawiali, bym uczył się języka polskiego. Teraz jestem tu już trzy lata i czuję się tu, jakbym był Polakiem.
Przed wami mecze z Górnikiem Polkowice, a po świętach pucharowa potyczka z Jagiellonią Białystok.
- Najważniejszy jest mecz z Polkowicami i do niego trzeba się przygotowywać. W Polkowicach nie potrafiliśmy ich pokonać, mimo sporej przewagi. Teraz musimy zrobić wszystko, by wygrać.
Mecz z Górnikiem rozegracie już w czwartek. Święta będziecie mieli wolne?
- Nie do końca. W niedzielę musimy stawić się na popołudniowym treningu. Ale cieszę się, że gramy w czwartek. Tym bardziej że nasze (prawosławne - red.) i wasze święta wypadają w tym samym czasie. Będę więc mógł spędzić je z rodziną. Do Warszawy przyjadą ojciec i siostra. Żałuję tylko, że nie będzie mojej dziewczyny Bojany, która niedawno wyjechała do Belgradu ze względu na egzaminy.
Rozmawiał Maciej Rowiński