W piątek po raz ostatni wystąpił Pan w roli prezesa Legii.
Edward Trylnik: Mieliśmy w klubie spotkanie wielkanocne. Przy okazji pożegnałem się ze współpracownikami i piłkarzami. Pracowałem w Legii przez 20 miesięcy. Na spotkaniu byli też przyszli, a właściwie w tej chwili już aktualni właściciele klubu - szefowie ITI.
A Pański następca?
Nie i na razie nie znamy jego nazwiska.
Odchodzi Pan z ulgą czy żalem?
Na pewno będę mieć teraz więcej czasu dla rodziny, ale też i szkoda. Ta praca jest bardzo wciągająca, dająca stały przypływ energii. Nie wywodziłem się ze środowiska piłkarskiego, to było dla mnie nowe doświadczenie. Ale też przychodząc do Legii, zdawałem sobie sprawę, że Pol-Mot szuka firmy, której odsprzeda akcje i w każdej chwili mogę spodziewać się zakończenia pracy.
Te 20 miesięcy to raczej pasmo kłopotów, w tym scysje z zawodnikami.
Nie mogę mieć pretensji. Klub miał wobec nich spore zaległości finansowe, dopominali się przecież o swoje. Ja byłem ich pierwszym przeciwnikiem, który na co dzień musiał dopasowywać życzenia do możliwości. Trudno działać bez zasilania wewnętrznego.
Piłkarze mówili jednak o Panu z przekąsem - "prezes Drybling".
Ta praca w tych specyficznych warunkach polegała na tym, żeby różne sprawy wypośrodkować. Za największy sukces poczytuję sobie, że klub jest w tym miejscu, w którym jest. Mogło bowiem być znacznie gorzej. Gdy przychodziłem do klubu, miał już spore długi. Ich wzrost udało się zahamować. Poza tym załatwiliśmy kilku sponsorów. Wystarczy porównać, jak teraz wyglądają koszulki piłkarzy, a jak wyglądały niecałe dwa lata temu.
Ale na początku pańskiej kadencji mówiono o zadłużeniu rzędu 8-9 mln zł, gdy teraz - przy okazji sprzedaży klubu i opublikowaniu komunikatu giełdowego okazuje się, że wynosi ono 19 mln.
Tak naprawdę od początku wynosiło 14,5 mln zł. Różny szacunek polegał na tym, czy mówiono o długach krótko-, czy długoterminowych. Przez cały czas musieliśmy też uważać na odsetki. Dług urósł poważniej dopiero w ostatnim okresie, gdy ITI pożyczyło nam na bieżące potrzeby 2,5 mln. I z faktycznych 16,5 mln zrobiło się 19.
Jednak ITI szybko udało się załatwić to wszystko, czego Pol-Motowi nie udało się załatwić od początku okresu, w którym inwestował w Legię.
ITI to bardzo silny partner. Ma dużo większe możliwości. Załatwił dla Legii dzierżawę terenów, zapewnił środki na poprawę infrastruktury, oświetlenia. Do tej pory to jednak my ponosiliśmy koszty związane z utrzymaniem stadionu. Mimo że na szczęście nie musieliśmy ponosić kosztów związanych z dzierżawą, to jednak samo takie utrzymanie i tak sporo kosztuje. Wyprowadziliśmy siedzibę klubu ze starych baraków do nowych pomieszczeń. Piłkarze mają teraz nowe szatnie, jedne z najlepszych warunków w kraju. O tym też należy pamiętać.
Przyjmijmy więc, że były sukcesy. Ale były i niepowodzenia?
Za największe traktuję sposób, w jaki Legia zakończyła poprzedni sezon, i fakt, że nie zakwalifikowała się do europejskich pucharów. Runda wiosenna przed rokiem kończyła się jednak w bardzo specyficznym okresie. Legię miał wtedy przejmować inny niż teraz nowy właściciel, były już z nim wywiady w prasie, witano się z nowym trenerem. Nagle to wszystko pękło. Dragomir Okuka jeszcze przed końcem rozgrywek już wiedział, że odchodzi. Trzeba było nie patrzeć na okoliczności, tylko działać, jakby nic się nie działo. I rozmowy na temat przejęcia klubu się urwały. Znowu z kłopotami musiał radzić sobie Pol-Mot.
Nie ze wszystkimi współpraca układała się Panu idealnie. Choćby z Jerzym Engelem.
Engel ma bardzo silną osobowość. Jego działalność w Legii będzie można ocenić dopiero po pewnym czasie, ale sądzę, że w sumie miała wydźwięk pozytywny. Nie było pomiędzy nami konfliktu, chociaż oczywiście nie zawsze się zgadzaliśmy. Jeżeli chodzi o najgłośniejszą sprawę, czyli odejście Stanko Svitlicy do Hannoveru, dyrektor Engel chciał, by zawodnik został i proponował mu dużą podwyżkę. Ja widziałem, z jaką radością Svitlica odlatywał z Cypru do Niemiec. On bardzo chciał odejść. Nie ma co robić ludziom wody z mózgu.
Co dalej z Panem?
Zostaję w Pol-Mocie. Trudno określić, czym dokładnie będę się zajmować. W naszym holdingu to rzecz płynna. Na pewno wieloma sprawami.
A sport? Zostaje Pan przy futbolu?
Nie zawodowo. Będę natomiast nadal chodził na mecze Legii. Zawsze interesowałem się sportem, teraz wciągnąłem się jeszcze bardziej. Wciągnąłem też żonę. Chodzimy razem na mecze. Oczywiście już nie będę na meczach wyjazdowych Legii (jako prezes byłem na prawie każdym), bo czas na to nie pozwoli. Jednak jak zdarzy się okazja, to czasem pojadę.
Prezes Pol-Motu Andrzej Zarajczyk powiedział, że obaj zamierzacie zapisać się do Stowarzyszenia Kibiców Legii. Mamy to traktować poważnie? Jakoś nie pasujecie do grupy.
Myślimy o tym. Może kibice dadzą nam szansę i zostaniemy członkami honorowymi? Jakąś formułę się znajdzie.
Rozmawiał Maciej Weber
Wywiad
Były i sukcesy
piątek, 9 kwietnia 2004 21:15
Edward Trylnikźródło: Gazeta Wyborcza