Robert Błoński: Jak trwoga, to do...
Jacek Magiera: Trener jeszcze nie ogłosił składu.
Nie ma co się bawić w kurtuazję, to przecież Pan zawsze wchodził na boisko z ławki rezerwowych jako zmiennik któregoś z pomocników, to Pan zmienił kontuzjowanego Tomasza Jarzębowskiego w Białymstoku.
- No tak. Trener dawał mi grać. Byłem pierwszym rezerwowym, jest więc nadzieja, że w Krakowie zagram od początku. W każdym razie jestem strasznie naładowany...
...mam nadzieje, że pozytywną energią?
- Oczywiście. Ale też i z tym "naładowaniem" nie można przesadzać. Ładnie to ujął Tomek Frankowski z Wisły, który jest w podobnej sytuacji jak ja. Czyli też wchodził na początku rundy z ławki rezerwowych. Powiedział, że zawsze jest przygotowany do gry, jednak z tym przygotowaniem nie przesadza, bo potem nogi mogą przestać nosić. Ja mimo że w tej rundzie nie grałem jeszcze całego meczu o stawkę, jestem gotowy. Musi być przecież ten pierwszy raz... Choćby i w Krakowie.
Meczów w IV-ligowych rezerwach Legii nie liczy Pan jako tych o stawkę?
- Nie. Sam chciałem zagrać w Pułtusku i z Hutnikiem Warszawa. Każdy mecz coś daje, zmusza do wysiłku. W IV lidze łatwo nie jest. Piłki pozbywać się trzeba dwa razy szybciej, bo można dostać po nodze. A na nierównych boiskach uczyć się techniki. Trzeba też więcej biegać... Ja chcę grać w ekstraklasie, ale IV liga to dla mnie nie problem.
Nie ma Pan żalu, że nie grał od początku rundy w pierwszej jedenastce?
- Żal to za duże słowo. Trener nie zmienił ustawienia, wymienił w nim jednego zawodnika. Ja, kiedy tylko wchodziłem na boisko, pokazywałem trenerowi, że zawsze może na mnie liczyć. Odrze strzeliłem gola, w spotkaniu z Polkowicami miałem asystę. Zrobię wszystko, by w podstawowym składzie zostać.
Może Pan uspokoić tych kibiców, którzy obawiają się, czy godnie zastąpi Pan Tomasza Jarzębowskiego?
- Nie muszę nikogo uspokajać. W tamtej rundzie większość meczów grałem w pierwszym składzie. Z Wisłą także. Znam swoją wartość i wiem, że w Krakowie nie pęknę. Nie mam 18 lat, by się stresować. Wiem, że będzie dobrze.
Mówi Pan o swojej grze czy drużyny?
- I o tym, i o tym. Nie powiem, że na pewno wygramy, bo to nie w moim stylu. Wyznaję zasadę: "Najpierw zrób, potem powiedz, że byłeś lepszy". Takie przedmeczowe gadanie niewiele daje, niewiele zmienia. Czas pokaże. Wierzę w siebie i Legię, w to, że damy radę.
Na czym opiera Pan ten optymizm?
- Na kolektywie, wyrównanym składzie, pewności siebie, tym, że każdy doskonale wie, co robić na boisku, na siedmiu ostatnich zwycięstwach, na tym, że jesteśmy na fali, gramy efektownie, rozpędziliśmy się, a cel przed nami jest jasny. No i w Krakowie Legia nie wygrała od siedmiu lat. Po prostu bardzo chcemy tej wygranej. Ale nie jest to tylko zwykłe "chciejstwo", ono jest poparte wynikami, umiejętnościami i możliwościami. Na pewno nie zagramy asekurancko, nie zamurujemy własnej bramki.
Który to Pana mecz w Krakowie?
- Bodaj siódmy.
Jakie ma Pan wspomnienia?
- Dobre. Po raz pierwszy zagrałem tam jako piłkarz Rakowa i, co dziś wydaje się niemożliwe, wygraliśmy 3:0. Jako piłkarz Legii wygrywałem 3:1, remisowałem 2:2, 1:1 i 3:3 oraz przegrywałem 1:2 - za trenera Okuki - i 1:4. To było w 1999 r. i boli mnie do dziś. Najmilej pamiętam wygraną 3:1 za kadencji Mirosława Jabłońskiego i remis 1:1, który dał nam tytuł mistrza Polski w 2002 r.
Wróćmy do meczu z rundy jesiennej w Warszawie. Niektórzy do dziś nie wierzą, że przy strzale w okienko piłka nie zeszła Panu z nogi...
- Niech mówią, co chcą. Strzeliłem i wygraliśmy - to najważniejsze. Życzę, żeby tym, którzy uważają, iż nieczysto trafiłem w piłkę, zawsze tak wszystko schodziło z nogi...
W sobotę w bramce Wisły nie będzie już Adama Piekutowskiego.
- Tak. A Radosławowi Majdanowi gola w lidze jeszcze nie strzeliłem... Ale może to dlatego, że mało przeciwko sobie graliśmy?
Przed najważniejszym meczem rundy wypada dwóch kluczowych zawodników - defensywny pomocnik i napastnik...
- Obaj grali dotąd rzeczywiście świetnie. Z przyjemnością patrzyło się na to. Ale życie jest brutalne. Przykrość jednego oznacza szansę innego. Co ja mogę powiedzieć? Jak najszybciej wracajcie do zdrowia i składu.
Kogo trudniej będzie zastąpić? Jarzębowskiego czy Saganowskiego?
- Grają przecież na innych pozycjach. Trudno więc powiedzieć.
No to w takim razie, znając sytuację kadrową Legii, kogo łatwiej?
- Obaj mają dobrych zmienników. A kogo łatwiej? Powiem po meczu. Ja jestem innym zawodnikiem niż Tomek. A Marek inny niż Radek Wróblewski, a ten z kolei ma inny styl niż Manuel Garcia. No w każdym razie powiem tak: nie ma ludzi niezastąpionych.
Na czym polega różnica między Panem a Tomaszem Jarzębowskim?
- Tomek gra bardzo dobrze głową, potrafi włączyć się do akcji ofensywnej, strzelić, odebrać piłkę... Ma tylko pecha, prześladują go kontuzje. Ja? Na pewno głową gram gorzej. A zresztą, niech mnie oceniają inni.
Jesienią Legia na mecz z Wisłą zmieniła ustawienie. Z 4-4-2 na 3-5-2. Czym obecna Legia i Wisła różnią się od tamtych?
- U nas nie zmieniło się wiele. Wisła ma bodaj ośmiu nowych graczy. To inna drużyna. Oni nie pamiętają tego, dla nas niezapomnianego, pojedynku w Warszawie. Na pewno na trybunach będzie inna atmosfera. Nie będzie takiego dopingu dla Wisły, jaki na Legii jest dla nas. Ale tak naprawdę na boisku ciężko będzie czymkolwiek zaskoczyć. Choć próby pewnie będą.
My musimy zrobić wszystko, by zdominować Wisłę. Jej z kolei nie pozwolą na to i kibice, i umiejętności. Wisła umie, lubi i potrafi grać bardzo ofensywnie. Nie możemy pozwolić jej się rozkręcić. Kluczem do wszystkiego będzie druga linia. Kto dłużej utrzyma się przy piłce, będzie prowadził grę, więcej atakował - ma więcej szans na wygraną.
Wisła jest inna, ale jaka? Lepsza, gorsza czy słabsza od tej z jesieni?
- Widziałem jej dwa mecze. Z Polkowicami brakowało zgrania, w Zabrzu pokazała próbkę wysokich umiejętności. Jednak moim zdaniem, wymieniając ponad pół drużyny, nie osiąga się sukcesów.
Jak Pan oceni środkowych pomocników Wisły?
- Mirka Szymkowiaka znam bardzo długo. Potrafi strzelić z daleka, podać, doskonale się rozumie z Maciejem Żurawskim. Trzeba być blisko niego, utrudniać przyjęcie piłki, nie pozwolić się rozpędzić, odwrócić przodem do naszej bramki. Cantoro prezentuje podobny styl. Obaj czasem zapominają o defensywie.
Czy ten mecz zadecyduje o tytule mistrza Polski?
- Nie. Choć zwycięzca zrobi duży, wielki, ogromny krok. Taka wygrana doda skrzydeł. Ale przecież do końca pozostanie jeszcze siedem kolejek. Oba zespoły bardzo będą chciały wygrać.
Czyli mecz zakończy się remisem?
- Nie wiem... Legia chce wygrać każdy mecz.
Rozmawiał Robert Błoński
Wywiad
Nie pęknę. Obiecuję
piątek, 16 kwietnia 2004 23:00
Jacek Magieraźródło: Gazeta Wyborcza