Sezon 2003/2004 był dla Legii niezwykły. I mimo, iż się jeszcze nie skończył i, że sprawa tytułu mistrzowskiego wciąż jest otwarta wielu z nas będzie pamiętać go przez długie lata.
Po długim okresie oczekiwania sprawa gruntów została wyjaśniona, nadszedł nowy inwestor, który sukcesywnie ma zamiar budować Legię europejskiego formatu.
Przed sezonem wielu wykluczało warszawski klub, jako zespół walczący o mistrzostwo Polski. I mieli po części rację. Sytuacja w klubie była bardzo zła. Zawodnicy nie otrzymywali zaległych premii i pensji. Legia w przerwie wzmocniła się tylko Piotrem Włodarczykiem. Odszedł Stanko Svitlica. Porównując skład do Groclinu, Wisły- do której przyszło ośmiu znanych piłkarzy, trudno było myśleć o pierwszym miejscu w lidze. Teraz, kiedy do końca rozgrywek pozostało siedem kolejek wielu zastanawia się, czemu zespół z Łazienkowskiej tak dobrze sobie radzi. Niemal pewne jest, że zagwarantuje sobie miejsce w europejskich pucharach. A przecież to Wisła miała być tą drużyną, która po koleii będzie miażdżyć rywali ( z Majdanem, Kukiełką, Kłosem i Uche w składzie).
Taka sytuacja dobitnie pokazuje, że same nazwiska nie są w stanie wygrywać meczu za meczem. Że potrzebny jest kolektyw ludzi, lubiących się na boisku i po za nim. A taka drużyną jest właśnie Legia, która od paru lat bez spektakularnych wzmocnień potrafi walczyć z najlepszymi- z najbardziej znanymi. Sytuacja jest obecnie, o tyle lepsza, że zawodnicy w końcu nie muszą myśleć o tym co im od dawna się należy. A to napawa jeszcze większym optymizmem.
Bez względu na to, jakie miejsce Legia zajmie po sezonie nowi włodarze, już teraz powinni zacząć myśleć o zatrzymaniu zawodników, którym kończą się umowy. A także zastanowić się o wzmocnieniach, na które Legię, w końcu stać.
Pierwszym piłkarzem, który prawdopodobnie zasili zespół z Łazienkowskiej będzie Marcin Radzewicz, którego przyciągnie za sobą Edward Socha. Sam zainteresowany mówi: "Jeśli kluby się dogadają, chciałbym grać w Legii. To klub, który walczy o mistrzostwo, a ja chcę o najwyższe cele, a nie o środek tabeli." Kolejnym, który jak mówi „Legii się nie odmawia” jest Ireneusz Jeleń- wicelider klasyfikacji strzelców. Jednak na Łazienkowskiej nie miałby, z góry pewnego miejsca, tak jak w „Petrze”. Niemal pewne jest, że do Legii z przyjemnością wróciłby Bartosz Karwan, który od dwóch lat grzeje ławę w Hercie Berlin. Jednak, by odzyskac dawną formę potrzebowałby 2- 3 miesięcy. Podobnie jest z Marcinem Kusiem, który po ośmiu miesiącach przerwy dochodzi do siebie. Tego jednak obowiązuje jeszcze roczna umowa z Romanowskim.
Mimo, iż obrona spisuje się praktycznie bezbłędnie, warto zastanowić się nad ostrą rywalizacją w tej formacji. Mam na myśli Lasockiego- wychowanka KSZO, grającego w Lechu Poznań. Jak sam mówi, do tej pory nic nie osiągnął, ale o przejściu do Legii na razie się nie wypowiada, bo zagra z nią w finale PP. Świetnym rozwiązaniem byłby też Ivica Kriżanac,ale za niego trzeba byłoby wyłożyć 650 tyś. euro.
Stanowcze nie Legii mówi pomocnik Groclinu- Sebastian Mila, którego ponoć kiedyś nie chciał Okuka. Dawidowski najprawdopodobniej wybierze grę w Wiśle Kraków. Może do Legii wróci Svitlica.
Dawno już nie było na Łazienkowskiej sytuacji, kiedy Legia myśli o wzmocnieniach wśród najlepszych. I bardzo dobrze. Ale nie dlatego, że będziemy mieli nazwiska, które od razu wejdą do pierwszego składu. W końcu będzie rywalizacja na bardzo wysokim poziomie w poszczególnych formacjach. Bo ci, którzy w Legii już grają, też są świetni i łatwo nie odpuszczą. Chyba będzie ciekawie.
Przełomowy rok 2003/ 2004
wtorek, 20 kwietnia 2004 08:10
Igoroźródło: Gazeta Wyborczana podstawie: Gazeta Wyborcza