Legionisci.com
LEGIONISCI.COM
Wywiad

Czas Boruca

czwartek, 22 kwietnia 2004 14:00
Artur Borucźródło: Przegląd Sportowy

Dla pana ten tydzień jest huśtawką nastrojów: porażka w Krakowie, nominacja do kadry i... porysowany samochód.

Artur Boruc: (śmiech). Rzeczywiście. Samochód poobijany był już wcześniej z tyłu, teraz z boku, ale najważniejsze jest zdecydowanie powołanie do kadry. Z tym jest, jak z piłką - czasem takich rzeczy nie da się przewidzieć. Jestem bardzo zaskoczony, ale tak samo szczęśliwy. Cieszę się, że ten tydzień tak optymistycznie się kończy, choć to właściwie dopiero początek - w czwartek czeka mnie mecz w Pucharze Polski z Jagiellonią, a w weekend kolejny mecz ligowy z Górnikiem Zabrze.


Jest pan znany z luzu, który zachowuje pan w bramce nawet w najważniejszych meczach. Czy tym razem będzie trema?

Trema jest, ale w zasadzie taka, jak przed każdym meczem. Musiałbym przecież nie mieć układu nerwowego, żeby było inaczej. Zawsze musi być ten pierwszy raz.


Jak daleko Artur Boruc jest od Jerzego Dudka?

Jak daleko? Hmm, poprzez to, że on gra w Liverpoolu, a ja w Legii, na pewno daleko. Jurek gra długi czas na wysokim poziomie, w lidze, gdzie kilka klubów cały sezon walczy o najwyższe cele. Nie oszukujmy się, tam dostają się tylko najlepsi.


A kto jest najlepszy? Prowadzi pan jakiś prywatny ranking bramkarzy?

Rankingu nie, ale to oczywiste, że staram się wzorować na tych najlepszych, i dla mnie taki jest w tej chwili Gianluigi Buffon z Juventusu Turyn. W ogóle włoscy bramkarze bronią na wysokim poziomie, a on jest jednym z najlepszych. Kto jeszcze? Amerykanin Tim Howard z Manchesteru United. A Iker Casillas z Realu Madryt? Nie do końca. Choć to przecież nie ja jestem od ich oceny.


A w Polsce?

Oj, tego to już na pewno się nie podejmę.


Może pan chociaż spróbować.

Gorszy nie czuję się od nikogo. Zresztą skoro dostałem powołanie do kadry, to chyba dowód na to, że nie muszę. Powiem inaczej - nie odbiegam od rywali do bramki w kadrze, no może poza Jerzym Dudkiem, bo jest on, a potem długo, długo nikt. Takie jest moje zdanie.


To dla pana wielka szansa, by na dłużej zadomowić się w kadrze. Wiadomo, że kłopoty klubowe mają inni aspirujący do gry w kadrze bramkarze - Maciej Nalepa, a ostatnio Grzegorz Szamotulski, a problemy z formą ma Mariusz Liberda.

Ja Liberdy bym tak szybko nie skreślał, bo każdy bramkarz popełnia jakieś błędy. A co do pozostałych dwóch - ja patrzę na swoje podwórko, tylko to mnie interesuje. Jeśli w Legii działoby się coś złego, to wtedy mógłbym się martwić.


Niebawem jednak eliminacje do mistrzostw świata, to pan jest teraz w uprzywilejowanej sytuacji...

Nie ma sensu mówić o przywilejach, bo to odległa perspektywa. Na razie skupiam się na najbliższym spotkaniu. Przecież zostałem powołany po raz pierwszy do reprezentacji.


Kogo z obecnej kadry zna pan najlepiej?

Nie wiem jeszcze nawet, kto dostał powołania, ale chyba z nikim dłużej nie rozmawiałem, będzie więc teraz okazja, by to nadrobić i lepiej się poznać podczas zgrupowania.


Czy pańskie powołanie to dobry znak dla reszty legionistów?

To co moi koledzy prezentowali w ostatnich kilku spotkaniach musiało na każdym robić wrażenie. Dlatego też sądzę, że kolejne powołania dla legionistów są tylko kwestią czasu.


Jeśli wystąpi pan choć kilka minut w meczu z Irlandią...

(śmiech)


...będzie pan mógł zagrać przeciwko takim sławom, jak Damien Duff, czy Roy Keane. Robi to na panu wrażenie?

Spokojnie, wszyscy jesteśmy ludźmi. Może oni mieli więcej szczęścia i umiejętności, że grają w lepszych klubach, ale to niczego jeszcze nie oznacza. Mam nadzieję, że chłopcy pokażą się na ich tle z dobrej strony.


Rozmawiał Przemysław Rudzki

Podaj ten news dalej: