Czy Jarzębowski, którego Pan zastępuje na boisku, może zapomnieć o miejscu w jedenastce?
Jacek Magiera: Tomek jest bardzo dobrym zawodnikiem i chciałbym, żeby jak najszybciej wrócił do zdrowia. Im nas jest więcej, tym będziemy lepiej grali.
Gol zdobyty przez Pana otworzył Legii drogę do zwycięstwa.
W trzeciej próbie wreszcie piłka wpadła do siatki. Zrobiłem sobie prezent na jubileusz. Mecz z Wisłą był moim dwusetnym występem w I lidze.
Która to Pana bramka w ekstraklasie?
Dwudziesta druga, a dla Legii czternasta.
Wcześniej miał Pan parę doskonałych okazji.
Siedząc w przerwie w szatni, powiedziałem sobie, że muszę trafić w bramkę. Co się odwlecze, to nie uciecze.
Zwycięstwo nie przyszło jednak łatwo.
Nieprzypadkowo Wisła nie przegrała w rundzie wiosennej żadnego meczu. Na dodatek pokonała nas jesienią w Płocku. Jeszcze niejednej drużynie napsuje krwi i odbierze punkty. Nie było nam łatwo, ale o dwie bramki okazaliśmy się lepsi.
Szkoda, że Saganowski nie strzelił karnego.
Tak, bo wynik byłby wówczas bardziej okazały. Ale proszę nie zapominać, że Marek zdobył wiele bramek. Często bardzo ważnych. Chciał się przełamać po niestrzelonym karnym w meczu z Górnikiem Zabrze.
Haruje Pan na boisku niczym mrówka. Ile zdrowia kosztuje Pana taki mecz?
Tracę sporo sił. Jestem zmęczony. Dużo wysiłku kosztuje mnie bieganie po boisku. Ale ja lubię biegać. Nie myślę o zabawie ani o innych przyjemnościach, bo ze zmęczenia ochota odchodzi. W piątek gramy kolejny, ważny mecz ze Świtem i muszę skupić się na nim. Po sezonie będziemy mieli dwa tygodnie na szaleństwa.
Rozmawiał Maciej Rowiński
Wywiad
Zrobiłem sobie prezent
poniedziałek, 10 maja 2004 09:24
Jacek Magieraźródło: Życie Warszawy