Legionisci.com
LEGIONISCI.COM
Wywiad

Matematyczna szansa

środa, 12 maja 2004 21:48
Marek Saganowskiźródło: lechsport.pl

Który klub jest bliższy pana sercu, Legia czy ŁKS?

Marek Saganowski: Oba są bardzo blisko. W ŁKS-ie wypłynąłem, po raz pierwszy pokazałem na co mnie stać. W Legii natomiast odrodziłem się i na dzień dzisiejszy jestem zadowolony z pobytu w tym klubie. Świetnie się w nim czuję.


Nie żałuje pan, że nie został na Zachodzie w przeszłości? Chociażby w Feyenoordzie?

Można teraz powiedzieć, że źle zrobiłem, iż nie zostałem na Zachodzie. Ale ja się w przeszłość nie zagłębiam, patrzę w przyszłość, a także na to co jest dla mnie ważne w danej chwili, czyli teraźniejszość.


Jeśli już jesteśmy przy przeszłości, czy po wypadku wsiada pan jeszcze na motor?

Kiedyś się jeździło, ale już od dłuższego czasu nie miałem styczności z motorami. W przyszłości na pewno zostanę jednak właścicielem motocykla i będę jeździł dalej. To moje hobby.


A czy ma pan w kontrakcie zapis, że nie może wsiadać na motor?

Owszem, dlatego tak jak powiedziałem, od dawna nie jeżdżę – z powodu tego paragrafu w umowie z Legią, ale także dlatego, by znów nie przytrafiło się coś głupiego.


Przejdźmy do teraźniejszości. W Pucharze Polski gracie z Lechem...

Lech z meczu na mecz gra coraz lepiej, im bliżej końca sezonu, tym mocniejszy jest to rywal. Wygrane mecze bardzo ich skonsolidowały. My jesteśmy jednak faworytem i będziemy chcieli zrobić wszystko, aby to udowodnić na boisku.


A w lidze wierzy pan jeszcze w dogonienie Wisły Kraków?

Oczywiście, jeżeli jest taka możliwość matematyczna, to trzeba wierzyć. Na tym polega ten sport, że do końca trzeba walczyć, bo wyniki czasem różnie się układają.


Ale patrząc na rywali Wisły w pozostałych kolejkach, jest to chyba tylko matematyczna szansa.

Może się zdarzyć, że skończy się tylko na matematyce. Ale dopóki jest jakakolwiek szansa, to trzeba wierzyć w sukces. Musimy wygrywać i zobaczymy co się dalej stanie.


Piotr Włodarczyk traci do pana w klasyfikacji strzelców już tylko jednego gola. Prowadzicie jakiś klubowy ranking?

Nie, żadnego takiego rankingu nie ma. Jak Piotrek przyszedł do Legii, to prowadził, później się wyrównało, potem znowu on był lepszy, teraz ja, ale nie prowadzimy żadnego rankingu. Najważniejsze żebyśmy strzelali bramki i udowadniali w każdym meczu, że ta para napastników jest na dzień dzisiejszy najlepsza w Legii.


Ale to chyba przynosi satysfakcję, gdy jest się wyżej w rankingu od kolegi z ataku?

Ja naprawdę na coś takiego nie patrzę, i myślę, że Piotrek też nie. Jedyne co mogę robić, to wyciągać wnioski z własnych doświadczeń i dążyć do zdobycia jeszcze kilku bramek. Nigdy nie zerkam natomiast na kogoś drugiego, bo nie powinno mnie to interesować.


Z kim się panu lepiej grało, ze Svitlicą, czy z „Włodarem”?

Wyniki mówią same za siebie. Z Piotrkiem gra mi się dużo lepiej, on o wiele bardziej absorbuje obrońców rywali, jest szybszym zawodnikiem niż Svitlica. Poza tym można mu z powodzeniem dograć piłkę i do nogi, i na wolne pole, a na pewno zrobi z tego coś pozytywnego. Stanko był natomiast typowym królem pola karnego, łowcą bramek. Wiele razy było tak, iż samemu musiałem pracować w defensywie, a Svitlica „tylko” strzelał bramki.


A czy teraz nie nastąpiło odwrócenie ról: Włodarczyk jest tym „starym Saganowskim”, a pan pełni rolę Svitlicy, który głownie kończy akcje?

Myślę, że nie można tego tak porównywać. Obecnie staram się grać tak samo jak wcześniej, czyli dużo biegać, absorbować obrońców, ale uczestniczyć także w grze destrukcyjnej Legii.


Z Włodarczykiem kolegujecie się także poza boiskiem. To pomaga na murawie?

Na pewno. Im bardziej się znamy, tym lepiej „czujemy” swoje zachowania. Spotykając się poza boiskiem możemy porozmawiać o tym, jak minąć daną obronę, jak podawać, jak ustawiać się na boisku, aby kolega częściej wychodził na czystą pozycję itp. Myślę, że to działa tylko na naszą korzyść.


Ostatnio nie strzelił pan dwóch karnych. Skąd ta nagła nieskuteczność, na treningach też nie wpada?

Na treningach jest właśnie odwrotnie, podczas nich wszystko wpada. Ale w meczu czasami tak bywa, że się nie strzeli.


Będzie pan jeszcze strzelał karne, czy Piotrek przejmie pałeczkę? A może Artur Boruc?

Chciałbym żeby przejął ją Piotrek. Kiedy nie idzie, to lepiej sobie odpuścić. Wolę strzelać bramki z akcji, a nie tak „na łatwo” z karnego.


Wcześniej jednak świetnie egzekwował pan jedenastki. Może nie ma co się poddawać? Argentyńczyk Martin Palermo tylko w jednym meczu nie strzelił trzech karnych.

W swojej karierze pięć razy podchodziłem do wykonywania rzutów karnych. Trzy razy trafiłem, ostatnio dwa razy nie... Na razie jest więc przewaga tych wykorzystanych.


I tak powinno zostać?

Dokładnie. Na pewno nie chciałbym pobijać rekordów w statystyce niewykorzystanych karnych w jednym meczu (śmiech). Trzeba patrzeć na te pozytywne liczby.


Czemu zawdzięcza pan tak znakomitą formę przez całą tą rundę? Praktycznie w każdym spotkaniu zostawał pan bohaterem lub przynajmniej jednym z głównych autorów zwycięstwa.

Okres przygotowawczy, który przeszedłem, bardzo mi pomógł. Jak zwykle zresztą podszedłem do niego bardzo profesjonalnie. Myślę, że przyjście Piotrka miało dla mnie także duże znaczenie. Poza tym cała drużyna grała dobrze, więc nie pozostało mi nic innego, jak tylko strzelać gole. Pomimo porażek w sparingach, potrafiliśmy się zmobilizować na ligę i to dało efekty. Nasz wynik jest na dzień dzisiejszy niesamowity. Dziewięć meczów, osiem zwycięstw, jedna przegrana. Cieszę się, że mam swój wkład w to osiągnięcie.


Ale ta jedna przegrana chyba w najważniejszym meczu sezonu – z Wisłą Kraków. Pan w nim nie zagrał.

Strasznie tego żałuję. Oddałbym wszystkie spotkania z Pucharu Polski, aby zagrać w tym jednym meczu z Wisłą Kraków. Na dzień dzisiejszy wygląda na to, że rzeczywiście to spotkanie może zadecydować o mistrzostwie. Oby jednak stało się inaczej.


Legia jest w tej rundzie jakby odmieniona, także mentalnie. Nie przytrafiła wam się jak dotąd porażka ze słabszym zespołem, a w przeszłości różnie z tym przecież bywało...

To nie jest tak, że jest to odmiana mentalna. Zostaliśmy po prostu świetnie przygotowani przez trenera Kubickiego na te trzynaście meczów. Już początek mieliśmy znakomity. To nas dodatkowo podbudowało.


Długi okres przygotowawczy wam służy?

Długie przygotowania może nie za bardzo, ale ich jakość z pewnością. Treningi, które przeszliśmy były w porządku. Wyniki świadczą zresztą same za siebie.


Jest to dla pana najlepszy sezon w życiu?

Nigdy w życiu nie strzeliłem w jednym sezonie dwunastu bramek. Miałem co prawda na koncie jedenaście, ale na tej liczbie się kończyło. Wisiało nade mną jakieś fatum - a to kontuzja, a to zostałem sprzedany do Rotterdamu. Teraz udało mi się strzelić tą dwunastą, zrealizowałem swój cel i na dzień dzisiejszy jest to najlepszy wynik w mojej karierze.


Ale Macieja Żurawskiego już pan chyba nie dogoni?

(śmiech) Nie, byłoby bardzo ciężko. Ja tę rundę zaczynałem z trzema bramkami. Maciek miał dwanaście, także troszeczkę nadrobiłem, ale to chyba nie wystarczy. Być może jednak uda mi się „dojść” chociaż Ireneusza Jelenia.


Po tak udanym sezonie pewnie znajdzie się niejeden dobry klub, który zechce pana pozyskać. Czy w kontrakcie wpisana jest suma odstępnego za ewentualny transfer?

Tak, jest wpisana taka suma, ale nie chciałbym jej podawać. Na pewno będą jakieś okazje do wyjazdu. Zobaczymy co życie przyniesie.


Chciałby pan odejść gdyby przyszła konkretna oferta i dla pana, i dla klubu?

Wszystko będzie uzależnione od władz Legii - czy będą one chciały budować zespół, który będzie walczył o mistrzostwo Polski, i czy będzie chęć zatrzymania mnie w składzie.


Rozumiem więc, że jeśli warszawski klub grać będzie o najwyższe cele, to pan zostanie?

Może inaczej – Legia zawsze chce walczyć o najwyższe cele. Po prostu najpierw będę chciał się zorientować, jak silna będzie moja pozycja w klubie po ewentualnych wzmocnieniach i jak działacze będą widzieć moją przyszłość w Legii.


A pana wymarzony klub to?

Kibicuje strasznie Realowi Madryt, ale ograniczam się tylko do kibicowania. Nie myślę nawet o tym, że kiedyś mogę tam zagrać, jestem realistą i wiem „co jest grane”. Jeśli chodzi o ligę, do której najbardziej chciałbym się przenieść, to jest to angielska Premiership.


W Polsce Wisła Kraków szuka napastnika. Tam się pan chyba jednak nie wybiera?

Na pewno nie.


No to może Widzew?

(śmiech) Też nie.


A teraz już poważnie. Do Legii weszło ITI. Co się zmieniło od tego czasu patrząc z perspektywy piłkarza klubu?

Wszystko jest o wiele lepiej poukładane. Największa zmiana dotyczy finansów. Wszystko wypłacane mamy w terminach, a i zaległości w większości zostały już uregulowane. Nic tylko występować jak najlepiej w każdym spotkaniu.


Zdaniem Marka Saganowskiego – będzie w Warszawie wielka Legia?

Myślę, że jeżeli wszystko będzie szło w tym kierunku co teraz, to sukces nadejdzie szybciej, niż ktokolwiek się tutaj spodziewa.


Rozmawiał Wojciech Szaniawski

Podaj ten news dalej: