Legionisci.com
LEGIONISCI.COM
Wywiad

Nie mogłem patrzeć w lustro

środa, 19 maja 2004 14:00
Artur Borucźródło: Piłka Nożna

Od chwili tak wyczekiwanego debiutu w reprezentacji Polski imponuje pan pewnością siebie w meczach ligowych. To powołanie do kadry bardzo dodało wiary we własne umiejętności?

Artur Boruc: Na pewno czuję się dowartościowany. Wreszcie ktoś dostrzegł, że znajduję się w dobrej formie. Teraz co prawda gram pod większą presją, gdyż słabsze zagrania już mi nie przystoją, ale wpływa to na mnie tylko mobilizująco.


Ale drugi bramkarz biało-czerwonych to niezbyt wdzięczna funkcja? Przecież nie wygryzie pan ze składu Jerzego Dudka.

Na razie to ja nie jestem nawet tym drugim golkiperem. W kręgu zainteresowań selekcjonera znajduje się przecież także kilku innych i na pewno nikt łatwo nie zrezygnuje z walki o bluzę z numerem 12. Mam jednak dopiero 24 lata i już samo powołanie do kadry jest olbrzymim wyróżnieniem. Dudek też od razu nie wywalczył sobie miejsca w pierwszym składzie. A funkcja jego zmiennika jest również bardzo odpowiedzialna, bo najwyższa pora stworzyć jakąś alternatywę dla Jurka, któremu – odpukać – przecież może przytrafić się jakaś kontuzja.


Miał pan okazję do wspólnych treningów z bramkarzem Liverpoolu. W czym jest od pana lepszy?

To piłkarz światowej klasy i mogę się od niego tylko uczyć. Ma świetny refleks, imponuje pewnością chwytu i doświadczeniem. Daleko mi jeszcze do jego klasy.


A co sądzi pan o powołaniu Macieja Nalepy, którego na dobrą sprawę nikt w Polsce nigdy nie widział w akcji?

Ale też nikt nie wyrwał go z grządki pietruszki i wsadził do reprezentacji Polski. Skoro znalazł się w orbicie zainteresowań trenera Jacka Kazimierskiego, to znaczy, że dużo potrafi.


Czy zgadza się pan z Mariuszem Liberdą, że trener Kazimierski to trudny człowiek we współpracy?

Trenowałem z nim już w Legii i nie mam żadnych zastrzeżeń. Powiedziałbym nawet, że to sympatyczny facet.


Nie uważa pan, że selekcjoner Paweł Janas trochę nie docenia Legii? W kadrze na mecz z Irlandią z drugiej drużyny ekstraklasy znalazł się tylko Artur Boruc…

Ale na liście selekcjonera są też Tomasz Jarzębowski, Marek Saganowski i Łukasz Surma. Dwóch pierwszych przed meczem z Irlandią leczyło kontuzje, więc ich nieobecność była uzasadniona.


Wicemistrzostwo Polski będzie dla was sukcesem czy porażką?

Dla Legii zawsze liczy się tylko mistrzostwo i miejsce za plecami krakowian uznamy za porażkę. Tym bardziej, że w bezpośrednich bojach z Białą Gwiazdą mamy lepszy bilans. Jednak jakiś cień szansy na ich wyprzedzenie przecież, gdy rozmawiamy, istnieje.


Ale w najważniejszym meczu rundy wiosennej w Krakowie przegraliście…

Zabrakło Sagana w ataku i trochę szczęścia.


Puszcza pan ostatnio mało goli. Czy nie dlatego, że napastnicy innych drużyn boją się groźnej fryzury?

A bo ja wiem, czy ona taka znowu groźna? Efektowna na pewno, bo pracuję nad nią od kilku miesięcy. Zdecydowałem się zmienić swój imane, bo znudziłem się dotychczasowym widokiem w lustrze.


Chyba bardzo lubi się pan lansować?

Wiem, że krąży opinia, iż wykreowałem się na gwiazdę głównie fryzurą. Ale to nieprawda. Zapuszczając włosy w ogóle nie myślałem o innych, tylko o sobie. Nie lubię monotonii.


Mówi się, że bramkarz i lewoskrzydłowy to najbardziej szaleni ludzie w każdej drużynie. Pan zdaje się tylko potwierdzać tę prawidłowość…

Faktycznie, może coś w tym jest? Czasami nie wyładowuję całego napięcia podczas meczu i muszę dodatkowo odreagowywać. Kiedy w zeszłym sezonie wygraliśmy z Wisłą 1:0, byłem tak szczęśliwy, że parę godzin po ostatnim gwizdku, kiedy jechałem z żoną i znajomymi do restauracji, zatrzymałem się na rondzie w centrum Warszawy, wysiadłem z samochodu i zacząłem krzyczeć i skakać z radości. Wzbudziłem wtedy spore zainteresowanie przechodniów, ale właśnie w taki sposób wyładowałem nadmiar energii. Ci co mnie znają, już się przyzwyczaili.


Rozmawiał Michał Kołodziejczyk

Podaj ten news dalej: