Byliście zaskoczeni przyjęciem, jakie zgotowali kibicom i piłkarzom Legii kibice Lecha w meczu Pucharu Polski w Poznaniu?
Bosman: Oczywiście. Pewne rzeczy były ustalone długo przed tym spotkaniem, ale przyznam, że przyjęcie nas przeszło moje najśmielsze oczekiwania.
Czy podobnej gościnności mogą się spodziewać poznaniacy w rewanżu, na Łazienkowskiej?
- Bez przesady. Sytuacja w Poznaniu wymuszona była okolicznościami. Z pewnością z wódką nie będziemy ich tutaj witać, ale noży też nie będzie. Owszem, postaramy się jakoś wyjść z tego z twarzą.
Jak Pan się czuł, siedząc w tłumie kibiców Lecha, oklaskując legionistów? Nie bał się Pan?
- Było nieswojo. Ale o żadnym strachu nie było mowy. Byłem pod dużym wrażeniem ich organizacji. Kilku ludzi potrafiło zapanować nad przeszło 20-tysięcznym tłumem.
Czy to oznacza zawieszenie broni między wami? Czy może Pan obiecać, że w czasie meczów reprezentacji nie będziecie się bić?
- Mecze reprezentacji rządzą się swoimi prawami. Nie chcę tu składać żadnych deklaracji.
Co Pan myśli o tym, by na stadionach w Polsce znieść dwumetrowe płoty oddzielające kibiców od siebie i od murawy?
- Jak najbardziej popieram, bo czasem na meczach czujemy się jak w zoo. Na likwidację ogrodzeń jest jeszcze chyba za wcześnie.
Dlaczego?
- Do tego muszą dojrzeć wszyscy kibice. To jest kwestia kilku lat.
Rozmawiał Piotr Wierzbicki
Wywiad
Czujemy się jak w zoo
piątek, 21 maja 2004 09:50
Bosmanźródło: Życie Warszawy