Maciej Weber: Odchodzi Pan z Legii? I to do Wisły?Aleksandar Vuković: Jeszcze nigdzie nie odchodzę. Po meczu Legii w Grodzisku zadzwonił mój menedżer i powiedział, że ma dla mnie bardzo konkretną propozycję. Takich telefonów miałem ostatnio sporo. Także z niepolskich klubów. Jestem zainteresowany, ale powiedziałem, że na razie myślę tylko o wtorkowym meczu z Lechem. Chcę do niego jak najlepiej i najspokojniej się przygotować. A potem zobaczymy.Ta informacja o Wiśle budzi zdziwienie. Kibice Legii zwykle Pana i Stanko Svitlicę stawiali za wzór przywiązania do barw klubowych. Mówili - patrzcie na tych polskich piłkarzy, ale ci Serbowie... I wiadomo było, że kiedyś zostawicie Legię, bo wyjedziecie z Polski. Ale dla drużyny najgroźniejszego rywala? Pan chyba też mówił, że w Polsce liczy się tylko Legia i nigdy by nie poszedł do Wisły.- Starałem się unikać takich deklaracji. Zawsze mówiłem, że nigdy nie zagrałbym w Crvenej Zvezdzie Belgrad, bo jestem z Partizana. W Polsce dla mnie liczą się tylko Legia i Wisła Kraków. Tylko z tych dwóch klubów mógłbym przyjąć oferty.Ale przyjmie Pan propozycję Wisły? Tak czy nie?- Jeszcze nic nie można powiedzieć. Jest oferta, ale ja nawet nie znam konkretów. Przyznam, że byłem nią troszeczkę zaskoczony. Rozważyć ją muszę, bo przecież istnieje prawdopodobieństwo, że nie dogadam się z Legią.Od Legii chciał Pan podwyżkę, i to sporą. Wisła zgodzi się na Pańskie warunki?- Jeszcze raz powtarzam, że na razie nie znam konkretów. Pieniądze są bardzo istotne, ale nie tylko one się liczą. Legia nie może mi zaproponować nawet połowy tego co zachodnie kluby. Z kilku ofert wybiorę tę najciekawszą pod każdym względem. Także sportowym, a wiadomo, że Wisła walczy o Ligę Mistrzów. W tych rozgrywkach chciałby wystąpić każdy zawodnik. A generalnie - jestem otwarty do rozmów z wszystkimi klubami. Chcę dalej się rozwijać.Czy w Wiśle miałby Pan do tego warunki? W Legii na środku pola rządzi Aleksandar Vuković. W Wiśle niepodważalną pozycję ma Mirosław Szymkowiak.- Nawet nad tym się nie zastanawiałem. Jak z kimś się spotkam w tej sprawie, wtedy będzie można podyskutować.Zawsze mówił Pan jednak o swoim przywiązaniu do Legii. To może ta Legia ma chociaż pierwszeństwo?- Nie stoi na straconej pozycji. Z nią także będę rozmawiać. Źle w ogóle się stało, że ta sprawa ujrzała światło dzienne jeszcze przed meczem z Lechem. Chciałem tego uniknąć i spokojnie zorientować się, na czym stoję. Nie rozmawiałem ani z trenerem Wisły Kasperczakiem, ani z prezesem Cupiałem. To wciąż tylko oferta, o której mi opowiedział menedżer.Co na to Legia?- Tu jeszcze nikt o tym nie wie. Nie mówiłem ani prezesowi, ani nikomu w zespole.A co powiedzą kibice w Warszawie? Czy przed meczem tradycyjnie będą skandować: "Zostań Vuko, zostań"? Czy możemy spodziewać się czegoś znacznie gorszego?- Nie wiem, co zrobią kibice. Niezależnie od tego ja o nich zdania nigdy nie zmienię. Są wspaniali, a jeżeli zainteresowanie Wisły moją osobą spowoduje, że zwrócą się przeciwko mnie, będę to w stanie zrozumieć.Jakie są szanse, że jednak porozumie się Pan z Legią?- Od ostatniej rozmowy z prezesem nic się nie zmieniło. Czekamy na decyzje. Prawdopodobnie wiele wyjaśni się po finale. Koniec się zbliża. Koniec niepewności.Rozmawiał Maciej Weber