W poprzednim spotkaniu, z Irlandią, nie miał Pan nic do roboty. Tym razem Grecy sprawdzili Pana przydatność w reprezentacji.Atrur Boruc: Cieszę się, że nie straciliśmy gola, ale to przede wszystkim zasługa kolegów. Moja postawa jest konsekwencją dobrej gry defensywnej całej reprezentacji. Sytuacja sam na sam z Kafesem? Akurat stałem tam, gdzie strzelał (śmiech).Chwalił Pana po meczu Jerzy Dudek?Nie. Po prostu pogratulowaliśmy sobie wzajemnie zerowego konta.Łatwiej grać, mając za plecami tylu kibiców na trybunie?Ojej, zdecydowanie tak! Zwłaszcza że kibice Pogoni przyjaźnią się z legionistami. Od razu po wejściu na boisku poczułem się jak w domu. Grało mi się znacznie spokojniej. Wiedziałem, że nie spotkam się z objawami niechęci czy nienawiści do mojej osoby (podczas sparingu z Amicą we Wronkach część miejscowych kibiców gwizdała na bramkarza Legii - przyp. red.). Starałem się odwdzięczyć dobrą postawą.Doszło do tego, że w pewnym momencie fani w Szczecinie zaczęli dopingować Pana klubowy zespół.I od razu zrobiło mi się cieplej w sercu... Natychmiast przyklasnąłem tym okrzykom, chyba to zauważyli.Grecy, typowani przez niektórych na czarnego konia Euro 2004, nie pokazali w Szczecinie nic specjalnego.Gra się tak, jak przeciwnik pozwala. Nie pograli sobie przy naszych obrońcach.Od tygodnia boryka się Pan z lekką kontuzją kolana. Ciągle boli?Tak, ale to nie jest ból, który uniemożliwia mi występy w meczu. Wkrótce przejdzie.W niedzielę wraca Pan samolotem ze Szczecina do Warszawy, a już we wtorek czeka Pana rewanżowy mecz finału Pucharu Polski z Lechem. Po takim występie jak przeciwko Grecji powinno być Panu łatwiej.Nie sądzę, czeka mnie kolejna ciężka próba. Ale nie biorę pod uwagę myśli, że możemy nie zdobyć pucharu.Rozmawiał Maciej Białek