Śledzi Pan losy swoich ziomków, których prowadził Pan w Legii?- Pewnie. Ze Stanko Svitlicą utrzymuję kontakt cały czas. Spotkaliśmy się kilka dni temu w Belgradzie - zapowiada walkę o miejsce w drużynie z Hanoweru. Wiem też, co się dzieje z Aleksandarem Vukoviciem. Nieznani mi kibice, którzy mają mój numer, wysyłają sms-y: będzie dramat, jeśli "Vuko" odejdzie do Wisły. Ajazdin Nuhi jest wypożyczony z Partizana do FK Sartid, z którym wystąpi w Pucharze Intertoto. Rudi Gusnić gra w naszej drugiej lidze. Co smutne, Bułgar Radek Stanew ma problemy zdrowotne i nie gra w Szinniku. Czytałem, że Sergiej Omeljańczuk jest podstawowym zawodnikiem Arsenału Kijów i był ponoć na liście życzeń Interu Mediolan.- Co Pan wyniósł z pracy w Polsce?- Przede wszystkim - przemiłe wspomnienia! Dużo też się nauczyłem, pracowałem ze wspaniałymi piłkarzami, którzy mimo problemów organizacyjnych i finansowych, okazali się prawdziwymi profesjonalistami i grali na maksa. Co najważniejsze - zdobyłem z Legią mistrzostwo i Puchar Ligi. Nauczyłem się też języka. Staram się teraz czytać po polsku i od czasu do czasu, tak jak dziś, praktykować w rozmowie. Jednak brakuje tego kontaktu na co dzień.- Jak widzi Pan pracę Dariusza Kubickiego, który przejął po Panu schedę?- Kiedy przyjechałem do Polski ostatnio, Legia nie miała dobrych wyników w lidze. Wszyscy mnie pytali, dlaczego tak jest; może klub zrobił błąd, rozstając się ze mną. Powiedziałem wtedy to, co kilkakrotnie już mówiłem, że Darek jest wspaniałym trenerem, i jeśli dostałbym propozycję prowadzenia Realu Madryt, jego właśnie wybrałbym na swojego asystenta. I to żadna kurtuazja. Kubicki jest po prostu konkretnym facetem: wie, co robi, robi to dobrze, nie poddaje się i świetnie się z nim rozumiałem, miło się pracowało. Cieszę się z jego zwycięstw. Do tego weszło ITI, więc może być tylko lepiej. A Puchar Polski, wraz z piłkarzami, Darek "odkuje" sobie za rok.- Artur Boruc miał już dwa występy między słupkami reprezentacji Polski.- Nie jest to dla mnie niespodzianka. Kiedy straciliśmy Stanewa, dużo osób myślało, że postawię na rodaka, Zorana Mijanovicia. Uważałem, że Artur zasługiwał na szansę i to od niego zależało, jak ją wykorzysta. Na początku były trudne momenty, ale miałem zaufanie do niego i jestem przekonany, że czeka go wielka kariera.- Wyciągnął Pan pomocną dłoń do Marka Saganowskiego.- I tu były kontrowersje. Gdy ściągnęliśmy go z Darkiem z Odry Wodzisław i siedział w rezerwach Legii - wiele osób pukało się w czoło, że marnuję piłkarza o takim talencie. Potrzebował czasu i proszę, zaczął strzelać gole. Wystarczyło trochę cierpliwości.- Niestety, wielu polskich działaczy jej nie wykazuje. Zwalniają po paru meczach trenerów, przyjmują nowych i tak w kółko. Na Bałkanach jest podobnie?- Owszem, nawet gorzej, bo pod koniec ligi mało który trener jeszcze pracuje w swoim klubie. A u was? Hm... polski trener nie ma lekkiego życia...- Zna Pan obrońcę Wisły Kraków, Nikolę Mijailovicia?- Nim pozyskali go z Żeleznika Belgrad, dzwonili do mnie z pytaniem o niego. Myślę, że to dobry, solidny zawodnik, choć troszkę nieokiełznany. Jest młody - gra w młodzieżówce Serbii i Czarnogóry, więc będą z niego mieli pociechę. Szkoda tylko, że nie w Warszawie...- Wygrał Pan już ligę z FC Obilić i Legią. Jaka jest recepta na sukces?- Trudno powiedzieć. Ja stawiałem na dobre przygotowanie fizyczne, ale najważniejsza jest atmosfera w zespole. Kiedy przychodziłem do Legii, niektórzy grali dla siebie i jak im się podobało. Parę osób zostało odsuniętych i po pewnym czasie stworzył się kolektyw, w którym wszyscy chcieli dobra klubu. Trzeba mieć też wspaniałych kibiców, którzy pomagają zespołowi w dobrych i trudnych chwilach. Nie brakowało ich z pewnością.- Sprawdziła się teza o gościnności Polaków?- Na początku było mi trudno w waszym kraju, bez rodziny. Gdy zacząłem odnosić sukcesy, wszyscy okazali się dla mnie wspaniali. Żyło mi się w Polsce super - podobna kultura, kuchnia, język, a nawet historia. Żal było wyjeżdżać, ale cóż - taki los.- Ostatnie mistrzostwa świata były nieudane dla słowiańskich drużyn. Czy jest w piłkarzach z naszego regionu coś, co uniemożliwia osiąganie takich sukcesów, jakie mają inne nacje, choćby Latynosi?- Krótko mówiąc jest tak: kłopoty finansowe, atmosfera, bałagan w federacjach i ucieczki zawodników z lig w pogoni za kasą. Ale jeszcze będzie dobrze.- Tak na zakończenie - czy Dragomir znaczy coś po polsku?- Przetłumaczyć się da... Coś w stylu Lubomira, a dokładniej miły, drogi czy przyjemny pokój. A skoro kończymy, to miło pozdrawiam drogich mi Polaków i życzę spokojnych wakacji!
Rozmawiał Tomasz Pazdyk
Wywiad
Obserwuję i tęsknię
czwartek, 3 czerwca 2004 09:21
Dragomir Okukaźródło: Życie