Potwierdzają się nasze dzisiejsze informacje na temat tego, że turniej Deyna Cup nie odbędzie się na Łazienkowskiej. Dla Gazety Wyborczej wypowiedziały się osoby odpowiedzialne odpowiedzialne za turniej:Jacek Bednarz, rzecznik prasowy KP Legia: "Musimy przeprowadzić remont płyty boiska, a nie możemy tego zrobić w innym terminie. Miasto nie zgodziło się na przeniesienie terminu rozpoczęcia prac. Potrwają one pięć-sześć tygodni i mogą rozpocząć się na początku lipca. Przed turniejem nie uda się skończyć. Niestety więc turnieju na tym stadionie nie będzie."Natomiast według pozostałych współorganizatorów dałoby się murawę położyć szybciej gdyby zrobiła to np. niemiecka firma [w 2,5 tygodnia bez względu na pogodę - przyp. Redakcja].Roman Gałązka, Olimpiady Specjalne: "Wszystko zależy od wykonawcy. Są tacy, którzy mogą to zrobić w dwa tygodnie. Wczoraj o godz. 11 zadzwonił do mnie pan Jan Wejchert, prezes ITI, i poinformował o problemie. Zaproponowałem, że wymiana płyty mogłaby rozpocząć się dzień po naszej imprezie. Potrwałaby do połowy sierpnia. W tym czasie Legii w lidze przypadałoby tylko jedno spotkanie. Mamy zapewnienie od prezesa PZPN Michała Listkiewicza, że nie widzi problemu w jego przełożeniu. Wszystko zależy więc od dobrej woli klubu. Prezes Wejchert obiecał skonsultować się z Legią i ostateczna decyzja miała zapaść w poniedziałek. Dlatego jestem bardzo zaskoczony, że podjęto ją już teraz. Żadne zmiany terminów nie wchodzą w rachubę. Turniej musi się odbyć tu i teraz. Wszystko jest zaplanowane na 24 lipca. Do klubów zostały przysłane bilety lotnicze. Do Warszawy ma przyjechać żona Deyny, syn, rodzina. Będą tu pierwszy raz od jego śmierci, czyli od 15 lat. Także jego wielu kolegów z boiska. Mamy nadzieję, że to wszystko da się odwrócić."Roman Kosecki: "To byłoby niepoważne. Ale nadal walczymy, nie wszystko stracone. Grałem dla Legii, mam wielki sentyment dla tego klubu i chcę z nim być w dobrych stosunkach. Wierzę, że coś jeszcze można zrobić. Załatwiliśmy już sponsorów, warunki transmisji telewizyjnych, hotel. W przedsięwzięcie jestem zaangażowany nie tylko ja, także Jacek Ziober. Jeździliśmy do poważnych europejskich klubów. Gdyby turnieju nie było, ucierpiałaby na tym także nasza reputacja."