Z roku na rok zmienia się polska scena kibicowska. Coraz więcej ekip zgłębia tajniki ultras i stąd na polskich stadionach dzieje się coraz ciekawiej. Jedni prezentują się lepiej, inni gorzej. Od paru lat fani Legii nieprzerwanie plasują się w czołówce. Ten sezon był w naszym wykonaniu bardzo dobry, ale zawsze może być lepiej. Tak więc zamiast z zawieszonymi rękami czekać na kolejny, trzeba już zacząć działania.JesieńW minionym sezonie nie dane nam było podróżować po Europie. Patrząc wstecz, na ciekawe wyjazdy do Barcelony, Utrechtu, czy Gelsenkirchen, kręciła się łezka w oku. Niestety, piłkarze nie wywalczyli awansu do europejskich rozgrywek, więc skupiliśmy się na rozgrywkach krajowych. Sezon rozpoczęliśmy więc od wyjazdu do przygranicznego Wodzisławia. 350 osób to przyzwoita liczba legionistów na tym niezbyt atrakcyjnym wyjeździe. O oprawę tego meczu zadbali śląscy fanatycy Legii - Squadron. Pojawiły się balony, serpentyny, konfetti i kilka rac. Przed meczem młodzi fani z Warszawy mieli niemiłe przejścia z Unią Nowa Sarzyna.Wojna na linii piłkarze Legii - Przegląd Sportowy rozpoczęła się już przed rozpoczęciem sezonu. W gazecie tej pojawiało się wiele nieprzychylnych Legii artykułów, nie mających związku z rzeczywistością. Zbulwersowani kibice przygotowali na mecz z Górnikiem Łęczna transparent: "Przekręt Sportowy - Mniej kitów, więcej faktów!". Na pierwszy mecz w Warszawie wybrało się tylko 9 tysięcy kibiców, a także 50 fanów z Łęcznej. Na trybunach pojawiły się transparenty na dwóch kijach, małe flagi, a później 20 rac. Jaki przeciwnik - taka oprawa - można w tym przypadku podsumować.Nawet wytrawni geografowie mogli mieć problemy ze znalezieniem na mapie Gorzyc. Tym bardziej, że miejscowości o tej samej nazwie, jest w naszym kraju kilka. A właśnie w Gorzycach przyszło nam grać w II rundzie Pucharu Polski. Do miejscowości w okolicach Sandomierza dojechało ponad 250 fanów z Warszawy [mecz rozgrywany był w środę], czyli tyle ile był w stanie pomieścić sektor dla przyjezdnych. Zdecydowana większość podróżowała samochodami i autokarami. Kierowca jednego z nich, zobaczywszy z kim ma doczynienia, uciekł. Legionistom udało się przekonać innego kierowcę, aby zawiózł ich na...turniej komputerowy do Sandomierza ;-) Kibice Stali zaprezentowali się całkiem nieźle - przez cały mecz głośno dopingując swój zespół. Nasz śpiew również stał na wysokim poziomie, a wygrana naszych piłkarzy oznaczała awans do kolejnej rundy PP. W dobrych humorach mogliśmy wracać do Warszawy......do Warszawy, w której tylko jeden stadion nadaje się do rozgrywania spotkań pierwszoligowych. Stąd też derbowy pojedynek Polonia-Legia, rozegrano na Łazienkowskiej. Niestety, bezsensowne pomysły polonistów spowodowały, że mieliśmy tego dnia do dyspozycji jedynie trybunę odkrytą. Na niej zasiadło 5500 fanów. Po przeciwnej stronie - "gospodarze" tego meczu...300 polonistów. Już przed meczem swoim zachowaniem wystawili sobie laurkę. Wśród flag "nielicznych", pojawiło się płótno, które miało przedstawiać twarz Kazimierza Deyny, wkomponowaną w...gwiazdę Dawida. "Bez honoru, bez kibiców, bez boiska - dzisiaj szmato w łaskę przyszłaś" - transparent wywieszony na trybunie otwartej był łatwy do zrozumienia. Ponadto pojawił się ponownie transparent skierowany do PS - "Przekręt Sportowy łże!" Nasz doping tego dnia stał na naprawdę wysokim poziomie. Oprócz trzech naszych sektorówek, w asyście 35 rac, zaprezentowaliśmy okazjonalną foliową sektorówkę z hasłem: "Kibicu Polonii - gdzie jesteś?!". Na boisku nie brakowało emocji. Na szczęście po końcowym gwizdku sędziego, to my mogliśmy się radować.Już 5 dni później, w końcu mogliśmy w pełni zaprezentować swoje umiejętności. Tym razem przeciwnikiem Legii był poznański Lech. Z Poznania przyjechało tylko 400 fanów "Kolejorza", a na całym stadionie zasiadło 13000 widzów. Legioniści zaprezentowali szerokie transparenty, tworzące barwy naszego klubu oraz szarfy. Ponadto mogliśmy zobaczyć efekt akcji transparentowej, do których dołożone zostały małe flagi oraz elementy pirotechniczne. W drugiej odsłonie zaprezentowane zostały m.in. świece dymne, race, rzymskie ognie oraz zimne ognie w połączeniu z ogniami bengalskimi. Po raz kolejny pojawiły się szarfy, tym razem w asyście Wielkiej eLki. Mecz z Lechem wypadł okazale, zarówno na trybunach, jak i na murawie.Polkowice to nowa miejscówka, która pojawiła się na naszym rozkładzie jazdy [tylko na rok]. Przeszło 400 kilometrów za swoją drużyną przemierzyło ponad 250 fanów z eLką w sercu. Oprawą tego meczu zajął się Wild West. Była kartoniada w barwach, 9 rac, szarfy oraz balony. Ponadto naprawdę głośny doping. Nie udało się wygrać, ale nie mogło to popsuć naszych humorów. Rankiem, po kilkugodzinnej podróży, meldujemy się w Warszawie. Po krótkim śnie można było już myśleć o wyjeździe do Zabrza.Spotkanie z Górnikiem w 1/8 finału Pucharu Polski rozegrane było we wtorek. Termin ten wyraźnie nie leżał legionistom i stąd skromna, 150-cio osobowa grupa kibiców, która zasiadła w sektorze gości. Poza dopingiem, legijna brać odpaliła jedynie ognie bengalskie. Ci, którzy specjalnie na ten dzień wzięli urlop, aby jechać do Zabrza, nie mieli czego żałować - Legia wygrała 2-0 i awansowała do ćwierćfinału rozgrywek o PP.Na mecze Legii z Wisłą czeka cała Polska. Z reguły są to pojedynki wyrównane, a na trybunach można zaobserwować nowatorskie rozwiązania. Tym razem legijni ultrasi postawili na kartoniadę z jasnym przesłaniem. Na wyjście piłkarzy, na trybunie odkrytej pojawił się napis STO(L)ICA, w asyście transparentów. Później były białe świece dymne, rzymskie ognie, choreografia z szarf i transparentów oraz 45 rac wśród transparentów na dwóch kijach. Wygrana 4-1 była miłym zaskoczeniem dla piętnastotysięcznej publiczności. Po końcowym gwizdku wzajemnym podziękowaniom nie było końca.10 dni dzieliło nas od poprzedniej wizyty w Zabrzu, gdy ponownie trzeba się było wybrać na Roosevelta. Tym razem stawką meczu były ligowe punkty. Liczba fanów na naszym sektorze, była już bardziej przyzwoita od poprzedniej wizyty - razem z Zagłębiem zebraliśmy się w 400 osób. Gospodarze po 10 latach "przypomnieli" sobie...że trofeum z 1994 (wg nich) należy się Górnikowi. Po bramce Stanko Svitlicy nasz sektor rozbłyska ogniem z rac, wulkaników i bengali. Niestety, zarówno oprawa, jak i nasz doping tego dnia nie stały na najwyższym poziomie. Emocje natomiast były do końca, bowiem wyrównująca bramka Stanko, została zdobyta już w doliczonym czasie gry.Wyprawa do Kielc pewnie jeszcze długo by się nam nie trafiła, gdybyśmy nie "wpadli" na Koronę w ćwierćfinale PP. Jak przystało na pucharowe rozgrywki, mecz odbył się w najmniej piłkarski dzień tygodnia - wtorek. Mimo to, nie brakowało chętnych do podróży. Stowarzyszenie Sympatyków Legii Warszawa zorganizowało na ten wyjazd pociąg specjalny. Nim podróżowało ok. 500 kibiców z Warszawy. Niestety po drodze doszło do nieszczęśliwego wypadku i cała "wycieczka" dotarła na miejsce z lekkim opóźnieniem. Nie pomogła również jedna mała bramka, przez którą byliśmy wpuszczani. Na sektorze dla gości brakowało miejsca na legijne płótna. Na całym stadionie natomiast brakowało wolnych miejsc. Przyjazd Legii wzbudził spore zainteresowanie i poruszenie. W czasie meczu doszło do małej awantury. Kibice Korony próbowali dostać się w pobliże sektora gości - bezskutecznie. Wywiązała się tymczasem awantura z policją. Ci, nie znajdując innego sposobu [nie szukając innych sposobów] na uspokojenie kibiców, użyli broni gładkolufowej. Tak więc wyprawa do miasta "Scyzoryków" zalicza się do tych "z przygodami". O 21:20 cała grupa wróciła do Warszawy.Jak wyglądała akcja "Pełny stadion" mogliśmy zaobserwować choćby na meczu z Amicą. Choć rywal mało przyciągający, na trybunach zjawiła się 13-to tysięczna publiczność. Oprawa meczu była również niczego sobie. Na całej trybunie odkrytej pojawił się napis "LEGIA" z zimnych ogni, w otoczeniu kartonów i transparentów. Trzeba nieskromnie przyznać, że wyszło to efektownie. Później pojawiły się elementy pirotechnicze, m.in. 40 rac oraz sektorówka. Na płocie zawisła również niewielka flaga przedstawiająca nieco zmodyfikowane logo nowego sponsora Legii - Królewskiego. Nowy sponsor został entuzjastycznie powitany. A dramaturgia tego meczu była niesamowita. Dwie bramki w doliczonym czasie gry dały Legii zwycięstwo. Nowy sponsor, nowa jakość - taką nadzieję mieli kibice.O wyjeździe do Płocka napisaliśmy już chyba wszystko. Oj, dawno nie mieliśmy tak licznego wyjazdu. "Najazd na Płock" nie był pustym hasłem. W drogę wyruszyło 2500 legionistów, a dzięki uprzejmości prezesa Wisły, wszyscy zostali wpuszczeni na trybuny. Prezentacja tego dnia również była na najwyższym poziomie - była kartoniada, ok. 1000 małych flag, setki transparentów, race, wulkaniki oraz ognie bengalskie. Ponadto nasi piłkarze mogli czuć się, jakby grali przed własną publicznością - w kwestii dopingu zdystansowaliśmy płocczan. Tym razem w parze z prezentacją fanów, nie poszedł wynik sportowy. Pierwsza porażka w sezonie, stała się faktem.Rewanżowe spotkanie w 1/4 Pucharu Polski było dla piłkarzy Legii formalnością. Wśród warszawskich kibiców nie wywołało ono zbyt wielkiego zainteresowania. Frekwencja była znacznie poniżej średniej. Z dobrej strony pokazali się jedynie goście, którzy w 200 osób zawitali do Warszawy.Mecz Świt-Legia był drugim już meczem "wyjazdowym", rozgrywanym przy Łazienkowskiej. Ze względu na obustronną sympatię, nie było podziału trybun - kibice Legii i Świtu siedzieli razem. Na "Żylecie" pojawiła się młoda para i dla nowożeńców, kibice odśpiewali "Sto lat". W drugiej połowie, na koronie stadionu, odpalonych zostało 20 rac. "Przyjacielski" pojedynek zakończył się wygraną Legii 3-1.Frekwencja znacznie lepsza była na meczu z Groclinem. Nareszcie zapełnił sie również łuk - ten od Łazienkowskiej, bowiem sektor gości pozostał pusty. Nie przeszkodziło nam to w stworzeniu ciekawego widowiska. Kibice otrzymali kilka tysięcy legijnych koszulek z logo Królewskiego. Na rozpoczęcie, na środkowym sektorze, fani zaprezentowali Wielki Herb, natomiast po obu jego stronach powstała, z jednobarwnych transparentów, data powstania Legii - 1916. Na Krytej pojawiła się pirotechnika, a ponadto serpentyny i konfetti. Po przerwie, w trzech rzędach odpalone zostały race, w liczbie 50 (odkryta) i wulkany (Kryta). Jedynie remisowy wynik mógł popsuć nieco nastroje.Runda jesienna dobiegała końca...przyszedł w końcu czas na wyjazd do Łodzi. Wtedy nie wiedzieliśmy, że będzie to nasz ostatni wypad na "kamienny stadion". Ostatni przynajmniej na jakiś czas, bowiem Widzew spadł z ekstraklasy, a szans na szybki powrót raczej nie widać. Przywitanie łódzkich kibiców niewiele różniło się od tego, co spotykało nas przez ostatnie lata. Wprowadzona została jedynie mała zmiana - kamienie w większości zostały zastąpione przez szklane butelki. Na sektor udało się również wejść "nadmiarowej" części fanów i w "mieście włókniarzy" zameldowaliśmy się w 800 osób. Oprawa meczu, zarówno w wykonaniu gospodarzy, jak i gości, stała na wysokim poziomie. Ale czego innego można się było spodziewać po czołowych ekipach ultras w kraju? Nienauczeni zeszłoroczną wpadką, widzewiacy ponownie zostali przez nas "skontrowani". Gdy łodzianie przypominali nam o ostatnich zwycięstwach swojego klubu nad Legią, wyciągamy transparent "6:0. Raz, a dobrze!". Wcześniej nad naszymi głowami pojawiła się sektorówka z maską z "Krzyku", w której oczach pojawiły się race. Całość dopełniał transparent: "Legia - wasz koszmar z ulicy Łazienkowskiej". Mieliśmy ze sobą również flagi i transparenty, które wraz z pirotechniką i kolejnym transparentem "Ultra Inferno" stanowiły spójną całość. Po zwycięskiej bramce Svitlicy głośno skandujemy słowa, które już łodzianie słyszeli na wiosnę: "Jesteśmy w raju!". Bardzo ciekawym wyjazdem zakończyliśmy podróże za Legią w roku 2003. Czekał nas jeszcze mecz w Warszawie, z GKSem.Niestety fani GieKSy nie oglądali wspaniałego popisu warszawskiej publiczności [weszło tylko kilka osób, które wywiesiły transparent anty-chipowy]. Wszystkiemu winne firmowane przez PZPN czipy. Gieksiarze przez całą jesień podkreślali, że "nie są zwierzętami" i żadnych plastikowych wynalazków nie będą popierać. Taka postawa oznaczała, że mecz ten, przynajmniej na trybunach, toczyć się będzie do jednej "bramki". Mimo to było bardzo ciekawie. Gdy piłkarze obu drużyn pokazali się w tunelu, na trybunie odkrytej zaprezentowaliśmy choreografię złożoną z kartonów, folii i flag. Napis "Legia" bardzo ciekawą czcionką oraz "kopertowym" tłem, zrobił bardzo dobre wrażenie. Na bocznych sektorach powiewały małe, jednobarwne flagi, ułożone w nasze barwy. Później przyszedł czas na serpentyny, konfetti i sztuczne ognie na Krytej. Tego dnia zaprezentowaliśmy 2000 jednobarwnych flag. Po przerwie dookoła całego stadionu zapłonęło, bagatela, 100 rac. Następnie na Krytej pojawiły się pochodnie i wulkany. Kolejny hit tego dnia miał dopiero nadejść. Na odkrytej kibice podnieśli do góry kolorowe folie aluminiowe, które dały niesamowity efekt, w połączeniu z 300 ogniami bengalskimi. Na zakończenie wspaniałego show, na całym obiekcie rozbłysło 8000 zimnych ogni. Miłym akcentem rundę zakończyli również piłkarze, wygrywając 1-0.WiosnaPrzerwa zimowa była bardzo długa. Sporo fanów nie potrafiła tyle czasu wytrzymać bez atmosfery tworzonej na Łazienkowskiej i zimą regularnie chodzili na spotkania koszykarzy naszego klubu. Wysoka frekwencja możliwa była dzięki pomocy tygodnika "Nasza Legia", który drukował darmowe bilety na mecze w kosza. Moda na ultrasowanie nie ominęła hali na Bemowie. Legioniści zaprezentowali kilka ciekawych pomysłów, a atmosfera przez nas tworzona, była zaskoczeniem dla samych graczy.W końcu, po ponad 100-dniowej przerwie, wznowiła rozgrywki piłkarska ekstraklasa. 12 marca legioniści grali z Odrą Wodzisław przed własną publicznością. Na trybunach zebrało się 12 tysięcy kibiców spragnionych emocji. Razem z nami zasiedli przyjaciele z Sosnowca, Szczecina i Elbląga. Przed spotkaniem byliśmy świadkami "narodzin nowej świeckiej tradycji". W głośnikach zabrzmiała wszystkim nam znana pieśń śp Czesława Niemena, "Sen o Warszawie". Pomysł ten spodobał się kibicom i po chwili cały stadion śpiewał pieśń o naszym mieście. Zimą cała Polska zachwycała się kolejną porcją przygód Frodo Bagginsa i Sama Gumgee, bohaterów "Władcy Pierścieni". Pomysł zapożyczony od Tolkiena został zaprezentowany przez fanów Legii. Pierwszym jego elementem była kartoniada przedstawiającą legijną drużynę ultras, do której pojawił się transparent "Władca Stadionów: Drużyna Ultras". Na początku drugiej połowy obie trybuny zaprezentowały transparenty, flagi i pirotechnikę w sporej ilości, a do tego kolejną część transparentu: "Dwie Trybuny". Przyszedł w końcu czas na część trzecią - "Powrót Króla". Do tego hasła pokazaliśmy napis U(L)TRAS z rac, przy czym eLka w kółeczku utworzona została z sektorówki. Po przerwie zimowej od razu zaczęliśmy od mocnego uderzenia!Wyjazdy - to zawsze była mocna strona Legii. Nie mogła więc nikogo dziwić wysoka frekwencja w Łęcznej, tym bardziej, że mało kto miał wcześniej okazję odwiedzić to "egzotyczne" miasto. Na stadion Górnika dotarło 700 osób, które musiało się mocno ścisnąć, bowiem sektor gości liczy o połowę mniej miejsc... Ilościowo nie zawiedliśmy. Nie zawiedliśmy też jeśli chodzi o decybele - nasz doping stał na wysokim poziomie. O oprawę tego meczu zadbał fan club Legii, East Front. Na pierwszy gwizdek sędziego, z naszego sektora leci mnóstwo konfetti i serpentyn. Przez całe spotkanie powiewało kilka większych flag na kijach, było także 150 mniejszych. Co ponadto? Balony, wulkaniki, długie transparenty, sektorówki [Boras i herb] i zimne ognie. Podsumowując - bardzo przyzwoicie. Wysoka wygrana Legii oznaczała wesoły powrót do stolicy.Derby Warszawy w niczym nie przypominają tych rozgrywanych w Rzymie, czy Mediolanie. O ile w wielu miastach liczba fanów dwóch rywalizujących ze sobą drużyn, rozkłada się mniej więcej po równo, o tyle w Warszawie Polonii nie widać. Na spotkanie na Łazienkowskiej zebrało się ich ok. 400, wspomagani m.in. przez Broń Radom [która ma problemy, aby pokazać się w Radomiu]. Na sektorach zajmowanych przez gospodarzy panował niesamowity ścisk. 14 tysięcy fanów wybrało się tego dnia na Estadio WP. Po raz kolejny przez meczem odśpiewaliśmy "Sen o Warszawie". Po chwili z ust spikera dowiedzieliśmy się, że ITI, które od dobrych kilkunastu tygodni zastanawiało się, czy przejąć Legię, podjęło decyzję i odkupi Legię od Pol-Motu. Informacja ta została odebrana jak najbardziej pozytywnie. Co tym razem przygotują legijni ultrasi - takie pytanie zadawało sobie z pewnością sporo osób. Na początek meczu przygotowana została choreografia przedstawiająca napis LEGIA z białych flag, dla których tło stanowiły czerwone i zielone folie aluminiowe. Do tego doszły race na obu trybunach. Chwilę później na płocie zaprezentowaliśmy 100-metrowy transparent "8 MISTRZOSTW, 12 PUCHARÓW POLSKI - WSZYSTKIE DLA CIEBIE WARSZAWO!". Przykrył on cały płot na trybunie odkrytej. Po przerwie "wjeżdża" pocięta sektorówka "Warszawa - 100% Legia", a po bokach nasze "standardowe" sektorówki oraz szarfy w barwach. Na Krytej pojawiły się balony w barwach naszego miasta i klubu. Przez całe spotkanie przy fladze z podobizną Kazimierza Deyny wisiał transparent: "Nie rusz Kazika bo zginiesz". Hasło odnosiło się do jesiennego zachowania Polonii. Piłkarze z eLką na piersi zagrali tego dnia niesamote zawody. Przy prowadzeniu...7-0 (!) na trybunach zaintonowana została okolicznościowa piosenka "07 zgłoś się". Ostatecznie mecz zakończył się wynikiem 7-2, a kibice "wojskowych" jeszcze przez pewien czas skandowali hasło skierowane do gości - "Ostatnie derby". Niestety, jak się później miało okazać, w przyszłym sezonie ponownie przyjdzie nam zmierzyć się z "nielicznymi".Po 4 latach w końcu mogliśmy bez przeszkód pojechać do Poznania. Chętnych na wyjazd do Pyrlandii było parę razy więcej niż biletów, ale do tego zdążyliśmy już przywyknąć. Stowarzyszenie "Sekcja Sympatyków" przygotowało dwa pociągi specjalne, którymi w kierunku Poznania ruszyło 1500 fanów. Podróżowaliśmy z małymi przygodami, przez co mocno spóźnieni dotarliśmy pod stadion. Małą bramką wchodzilibyśmy pewnie do końca spotkania. Taki stan rzeczy krótko miał miejsce, bowiem po chwili doszło do "wjazdu z bramą". W centralnym miejscu wywieszamy flagę "Jesteśmy waszą stolicą!". Gospodarze, którzy szczelnie wypełnili swój stadion, nie prezentowali się powalająco pod względem dopingu. Ten tak naprawdę był donośny, gdy...tematem pieśni była Legia. Naszą odpowiedzią była malowana sektorówka, przedstawiająca znanego w całym kraju dyrygenta, w szalu Lecha, a całość okraszona hasłem "Cały Poznań chórem!". Pomysł trafiony w dziesiątkę, o czym świadczyć mogła cisza na stadionie, na widok flagi. To nie jedyna atrakcja przygotowana przez warszawiaków. Zaprezentowaliśmy również nasz Wielki Herb. Po bramce dla Legii odpalamy kilkanaście rac. W 70 minucie ponad 1000 osób machało foliowymi flagami, do tego na górze odpalone zostały race. Ostatnim elementem oprawy z naszej strony był transparent "Ultrawersytet Warszawski". Po meczu niestety dała o sobie znać prewencja, która z broni gładkolufowej, zupełnie bez powodu, zaatakowała legionistów. Rannych zostało kilka osób, w tym kierujący dopingiem - "Różyk". Zachowanie funkcjonariuszy chyba już nikogo nie może dziwić... Do Warszawy wracamy z poczuciem dobrze spełnionego obowiązku.Spór pomiędzy CWKS a ITI, dotyczący herbu Legii, mocno niepokoił fanatyków stołecznego klubu. Fani postanowili pokazać swój stosunek do ewentualnej zmiany znaku, który wiele osób ma uwieczniony na ciele. Pierwszym elementem oprawy była sektorówka z eLką, wraz z jednobarwnymi flagami, tworzącymi barwy. Gdy spotkanie zbliżało się do końca, na "Żylecie" falowała sektorówka z herbem naszego klubu, a pod nią pojawił się transparent "To jest Legii święty znak". Przesłanie prezentacji, a także pieśni "Czarna eLka w kółeczku się mieni..." było chyba zrozumiałe dla szefów grupy ITI.W tegorocznym Pucharze Polski co i rusz trafialiśmy na przeciwników, z którymi nie mieliśmy okazji spotykać się często. W półfinale tych rozgrywek los przydzielił nam zespół Jagiellonii Białystok. Mecz po raz kolejny rozgrywany był we wtorek. Nie przeszkadzało to 800 legionistom, którzy ruszyli do Białegostoku. Nikt nie przypuszczał, jak skończy się cały wyjazd dla grupy warszawiaków. Już przed meczem miejscowa policja postawiła sobie za punkt honoru wyłapanie jak największej liczby warszawiaków. Ciężko doszukiwać się racjonalnego działania mundurowych, bowiem zatrzymywani byli zupełnie przypadkowi fani. Ci, którym udało się wejść na sektor, postanowili zająć dwa sektory, bowiem na jednym ciężko byłoby pomieścić się całej grupie. Nie spodowało się to policji. W ruch poszła armatka wodna i ulubione policyjne "zabawki" - broń gładkolufowa. Strzały padały gęsto, a nikt nie przejmował się celowaniem w określone regulaminem części ciała. Donoszone przez cały czas kolejne porcje amunicji, szybko kierowane były w stronę kibiców. Pomoc medyczna nie docierała już tak szybko. Dymili również gospodarze i sędzia nie czekał do 90 minuty, aby zakończyć zawody na boisku. Wynik 0-2 był bardzo korzystny dla Legii, ale tym faktem nie było kiedy się cieszyć. Cały czas trzeba było uważać na fruwające na wysokości twarzy naboje. Jedno nie ulega wątpliwości - stadion "Jagi" nie był zupełnie przygotowany do rozgrywania spotkania takiej rangi. Elementy stadionu dosłownie się rozsypywały. W pociągu okazało się, że jesteśmy bogatsi o jedną flagę białostocczan - "Emigranci". Niestety byliśmy ubożsi o kilku przyjaciół, którzy na dłużej musieli zostać w B-stoku...Sektor dla gości w Krakowie, w takiej formie, w jakiej funkcjonuje obecnie, nigdy nie będzie wystarczająco pojemny dla legionistów. Przy okazji dystrybucji biletów na mecz z Wisłą ponownie doszło do ostrych walk o bilety. Usatysfakcjonowanych mogło być jedynie 500 osób. Kolejne 200 ruszyło do Krakowa bez biletów, licząc że wejdą "na patencie". Ochronę firmy "Impel" znamy aż nadto dobrze, z poprzednich naszych wizyt w Grodzie Kraka. Swoje trzy grosze dołożyli policjanci i aż dziw bierze, że po takim zwierzęcym traktowaniu, kibice wciąż chcą jeździć na wyjazdy. W nieludzkich warunkach przyszło nam oczekiwać na przekroczenie bram stadionu. Gdy już nam się udało, trzeba było liczyć na szczęście przy "selekcji", którą zastosowali ochroniarze. "Ty nie wchodzisz" - usłyszało kilkadziesiąt osób. Dopytywanie się o przyczyny takiego stanu rzeczy, mogło się kiepsko skończyć dla zainteresowanego. Na płocie, oprócz 9 flag, wieszamy transparent "Jedyna gwiazda Wisły - Adam Małysz!". Prezentujemy również kilkaset małych flag i transparentów na dwóch kijach. Na koniec, mając świeżo w pamięci zachowanie policji w Białymstoku, wywieszamy transparent o wymownej treści: "Oko, szyja, potylica - tak pies strzela do kibica!". Wiślacy nie przyłączyli się do śpiewów o tych, którzy podobno mają pilnować porządku. Mecz kończy się naszą porażką, bowiem nasi zawodnicy nie potrafili pokonać Radosława Majdana. Golkiper Wisły nie wysłuchał prośby legionistów, aby pokazał tatuaż. Spokojni przez cały mecz kibice z Warszawy, o mało nie wszczęli awantury po meczu, kiedy "Imeplowcy" nie pozwalali piłkarzom podejść pod nasz sektor. Wszystko skończyło się szczęśliwie, gdyż piłkarze nie dali za wygraną i przybili z nami "piątki".Spotkanie rewanżowe z Jagiellonią ponownie przywoływało nieszczęśliwe wydarzenia z Białegostoku. Fani Legii zbierali pieniądze dla tych, którym pobyt w tym mieście niestety się wydłużył. Obok flagi "Cyberf@ni" pojawił się transparent dla naszego przyjaciela: "Hash - trzymaj się, czekamy!". Goście, którzy w 150 osób przybyli do stolicy, byli bardzo mocno obstawieni przez policję. Takiej mobilizacji i zdeterminowania funkcjonariuszy w Warszawie już dawno nie widzieliśmy. Wywieszona została do góry kołami flaga "Emigranci", która przy okazji pierwszego meczu zmieniła właściciela. Oprawy z naszej strony nie było, czego powodów tłumaczyć chyba nikomu nie trzeba.W dniach 24-25 kwietnia, w Warszawie odbył się pierwszy Międzynarodowy Turniej Kibiców. Organizacji tej imprezy podjęło się Stowarzyszenie Sympatyków Legii Warszawa. Pod wrażeniem byli nasi goście - Pogoń Szczecin, Zagłębie Sosnowiec, Olimpia Elbląg, BKS Bielsko Biała, FC Den Haag, Zenit St. Petersburg, Werder Brema, Juventus Turyn i Diosgyor Miszkolc. Piłkarsko najlepsi byli Rosjanie. Nie zabrakło mniej oficjalnych konkurencji. Wspaniałą zabawę miał zwieńczyć mecz Legii z Górnikiem. Ultrasi również odpowiednio przygotowali się do tego meczu. Pierwsza prezentacja przedstawiała napis "I [serce] (L)", utworzony z balonów i folii. Przesłanie było czytelne dla wszystkich gości. Z Zabrza przybyło jedynie 80 osób i do nich skierowana była okazjonalna sektorówka, przedstawiająca ulubieńca "Żaboli" - Barta, kopiącego warszawskie metro. Jako, że widoczność z sektora pod zegarem nie należy do najlepszych, postanowiliśmy werbalnie wytłumaczyć Górnikom przesłanie sektorówki. Drugą połowę rozpoczynamy od odpalenia świec dymnych w barwach. Gdy dym opadł, wyłoniły się 3 nasze sektorówki. Niestety, ta największa nie została rozwinięta do końca. Była to nasza największa wpadka tego wieczora. Nie było mowy o załamywaniu się. Co więcej, rehabilitacja nastąpiła już po kilkunastu minutach. Cała odkryta zaczęła głośne odliczanie. Głośne "10, 9, 8..." wprawiało w zastanowienie fanów siedzących na Krytej oraz oba łuki. "...4, 3, 2, 1..." i w jednej chwili na całej trybunie odkrytej zaczęły powiewać tysiące flag, transparentów. Wśród nich odpalonych zostało 50 rac. Reakcja Krytej oznaczała, że wszystko wyszło rewelacyjnie. Goście z zagranicy byli pod wrażeniem. Do europejskiego poziomu na trybunach dostosowali się również nasi piłkarze, którzy zdobyli kolejne 3 punkty.W długi weekend majowy przyszło nam jechać do Wronek. Ze względów technicznych, pociąg specjalny nie mógł być zorganizowany. Fani ruszyli więc na własną rękę. Nie przeszkodziło to legionistom dotrzeć do "więziennego" miasta w liczbie pół tysiąca. Oprawą meczu Amica-Legia zajął się fan club Legii z zachodniej części kraju, Wild West. Rozpoczęli od pasów materiału i rac ułożonych w literę "L". Następnie były balony, wraz z ogniami bengalskimi, a 10 minut później stroboskopy. Folie aluminiowe zostały użyte również na tym wyjeździe. Ich blask potęgowały odpalone race i stroboskopy. Bardzo dobry doping był jednak podstawowym atutem Legii we Wronkach. Gospodarze w tym elemencie po prostu nie istnieli.Jesienną eskapadę do Płocka opisaliśmy powyżej. Przy okazji rewanżu można było powspominać nasz udany wyjazd. Z Płocka przyjechało jedynie 200 osób. Przyjaciele Wisły, fani Górnika, zostali zawróceni w Warszawie przez policję. Niestety nasza wielka legijna rodzina zmniejszyła się ostatnio, przez różne przykre wypadki. Przed meczem minutą ciszy żegnamy kibica Legii, który stracił życie w wypadku samochodowym. "Spieszmy się kochać ludzi..." - takie hasło zostało wywieszone na płocie. Po chwili refleksji, bierzemy się za robotę. Na trzech środkowych sektorach, z folii aluminiowych, powstaje "legijna konfederatka". Na środku pojawia się herb naszego ukochanego klubu. Po nieudanym wjeździe sektorówki na meczu z Górnikiem, tym razem wszystko jest zgodnie z planem. W końcówce cała odkryta odpaliła 10.000 zimnych ogni i kilkadziesiąt rac. Race zostały odpalone również po...końcowym gwizdku sędziego. Może nie byłoby w tym nic specjalnego, gdyby fani nie biegali z nimi wzdłuż całej trybuny.Po raz drugi w tym sezonie zmierzyliśmy się ze Świtem na Łazienkowskiej. Tym razem kibice gości, na własne życzenie, zasiedli pod zegarem. Mimo tego, doping prowadziliśmy wspólnie. Jeszcze przed rozpoczęciem spotkania, nagrodami zostali obdarowani legioniści. Z okazji rozgrywania 400 meczu w barwach Legii, prezenty odebrał Jacek Zieliński. Kolejnym obdarowanym był Janusz Wójcik, który w prezencie otrzymał koszulkę z numerem 93, upamiętniającą zdobycie przez jego drużynę Mistrzostwa Polski w 1993 roku. Bohaterem tego dnia był jednak ktoś inny...będący w Legii od pół wieku - Lucjan Brychczy! Pan Lucjan otrzymał od przedstawicieli StowarzyszeniaKibiców, klubu i wielu innych osób mnóstwo prezentów i kwiatów. Na trybunie odkrytej kibice zaprezentowali choreografię poświęconą właśnie "Kiciemu". Na bocznych sektorach, w otoczeniu małych flag i folii, pojawiły się malowane: herb i eLka. Na samym środku tymczasem pojawiła się sektorówka z podobizną Pana Lucjana. Wszystko dopełniał spory transparent na płocie: "Pół wieku z Legią. Szacunek na zawsze!". Na płocie zawisła również flaga z podobizną "Kiciego". Na rozpoczęcie II części meczu, z korony stadionu odpalone zostały wrony, w liczbie 36 sztuk. Przyjacielska atmosfera trwała do końca. Nie sprawdziły się plotki, jakoby Legia miała podłożyć się drużynie z Nowego Dworu i mający podejrzenia wobec naszych piłkarzy, musieli się mocno wstydzić.Sprawa finałowych spotkań pomiędzy Legią a Lechem elektryzowała fanów obu ekip. Atmosferę podkręciła decyzja prezydenta Poznania i policji, zabraniająca przyjazdu kibicom Legii na pierwszy mecz. Sytuację próbowali ratować fani Lecha, urządzając pikietę pod Urzędem Miasta. Dzień przed meczem, gdy już wiadomo było, że prezydent zdania nie zmieni, kibice obu drużyn doszli do porozumienia, że...wspólnie obejrzą ten mecz. Około 150 fanów Legii, dzięki uprzejmości lechitów, zasiadło na nowej trybunie i mogło dopingować Legię. Poznańscy politycy na dwie godziny przed meczem...anulowali zakaz wpuszczania kibiców gości. Ich postawa była śmiechu warta. Warte odnotowania było kulturalne zachowanie fanów obu drużyn. Zamiast obelg i niewybrednych epitetów, piłkarze Legii przywitani zostali oklaskami, a przez pełne 90 minut obie strony dopingowały tylko i wyłącznie swoją drużynę. Zawodnicy "Kolejorza", w opinii wielu "ekspertów", zagrali najlepszy mecz na przestrzeni kilku lat i przed rewanżem mieli dwubramkową przewagę. Dodajmy jeszcze, że Lech wywiesił transparent: "Piłka nożna dla kibiców". Legioniści tymczasem przygotowali transparent z hasłem "Warszawa - Poznań. Dzieli nas wszystko, jedno łączy...", z przekreślonym policjantem na końcu.Cztery dni po podróży do Poznania, wyruszyliśmy w drogę do innego wielkopolskiego miasta - Grodziska. Fani z Warszawy podróżowali na różne sposoby. Zdecydowanie najpopularniejsza była opcja podróży samochodem, bądź autokarem. Znalazło się także 7 osób, które ze stolicy wyruszyły koleją. Do Grodziska zajechało ok. 270 fanatyków Legii. Wśród nas byli także fani z Legnicy, Brodnicy, czy fan clubu Wild West. Ci ostatni przygotowali oprawę tego meczu. Na pierwszy ogień poszły świece dymne. Później układamy czerwono-biało-zielone barwy z balonów oraz folii. W drugiej połowie pojawiły się karotny z eLką w kółeczku, w asyście kilku rac i świec dymnych. Były też szarfy z balonami, kilkadziesiąt ogni bengalskich oraz sektorówka, znana ze spotkań naszych koszykarzy. Doszło niestety do małego zgrzytu, kiedy ochrona postanowiła bez przyczyny zawinąć wodzireja - "R.". Na szczęście wobec zdecydowanej postawy warszawian, prowadzący doping wrócił na swoje miejsce. Remis Legii z Groclinem oznaczał koniec marzeń na wywalecznie Mistrzostwa Polski w tym roku...Rewanżowe spotkanie w finale Pucharu Polski z Lechem miało być wielkim świętem w stolicy. Kiepski wynik pierwszego meczu nie miał negatywnego wpływu na frekwencję - na trybunach zasiadł nadkomplet widzów, a sporo osób odeszło spod kas z kwitkiem. Do Warszawy przyjechało, głównie dzięki pomocy legionistów, ponad 1800 lechitów. W planach mieliśmy podziękowanie Lechowi za ich postawę sprzed dwóch tygodni. Piłkarzy z Poznania przywitały oklaski. Na płocie wywieszamy transparent dla chłop