Bardzo zmieniła Legia, którą pan opuścił i do której pan powraca?- Minęły dwa lata, ale czuję się jakby to wszystko wydarzyło się miesiąc temu. Jest kilku zawodników, których znałem wcześniej, kilku takich przeciwko którym grałem w polskiej lidze. Do tego są młodzi piłkarze. Oni mają stanowić w przyszłości o sile tego zespołu.Na panu spocznie największa odpowiedzialność. Jest pan gotowy sprostać takiej presji?- Zdaję sobie sprawę, że oczekiwania kibiców są spore. Kibice liczą, że dużo wniosę do zespołu i pomogę Legii. Ale nie jestem pewien, czy trzeba jej pomagać, bo przecież w minionym sezonie grała dobrze. Z drugiej strony normalną rzeczą jest stawianie sobie coraz wyższych celów. Ja jestem przygotowany na taką presję. Niektórzy rozważają się czy odnajdę się po powrocie do Warszawy. Myślę, że nie będzie z tym problemu. Kwestia aklimatyzacji nie istnieje. Czuję się wciąż lagionistą, mam tu przyjaciół, mieszkanie.Może obawiają się o pana formę?- Nie grałem regularnie meczów na najwyższym poziomie przez dwa lata. Ale nie roztrząsajmy tej kwestii. Proszę tylko kibiców o odrobinę cierpliwości. Teraz najważniejszy jest okres przygotowawczy. Zawsze składało się tak, że omijały mnie jakieś perturbacje, urazy, lubiłem okresy przygotowawcze. Dlatego jestem dobrej myśli.Nie udało się panu podbić Bundesligi...- Tak, i mam na ten temat swoje przemyślenia, ale niespecjalnie chciałbym się nimi dzielić.Nie był pan po prostu za słaby?- Tego bym nigdy nie powiedział. Zrobiłem wszystko, żeby grać tak jak najlepiej. Stać mnie było na występy w Bundeslidze. Za mało dostałem jednak szans, może zabrakło szczęścia. Przed rokiem, kiedy pojechałem z Hertą na obóz, prasa pisała, że mogę być pierwszym piłkarzem przewidzianym do gry w podstawowej jedenastce. Nawet dla mnie to było zaskoczenie. I zagrałem. Z Werderem, który wówczas był liderem. Przegraliśmy wysoko. Dwóch piłkarzy grających wówczas trafiło na ławkę rezerwowych – ja i młody Bułgar Mladenow. Ale sportowo zyskałem na pobycie w Berlinie. Nabrałem doświadczenia i to jeszcze zaprocentuje.Ponoć pana wymagania finansowe nie były w Legii zbyt duże?- Z Hertą rozstaliśmy się za porozumieniem stron. Straciłem finansowo, ale tych kwestii w ogóle nie brałem pod uwagę. Chciałem wrócić do Legii. Teraz chcę z nią grać o najwyższe cele, może wrócić do reprezentacji.Polska liga nie jest taka słaba. Pokazały to konfrontacje Herty z Groclinem.- Jako zawodnik Herty byłem zły na wynik tamtego spotkania, ale z drugiej strony czułem jakąś satysfakcję. Jeszcze większa była wówczas, kiedy graliśmy w czasie okresu przygotowawczego z Legią, zaraz po moim przyjściu do Herty i przegraliśmy 0:1.Teraz jest pan z powrotem w Legii. Jakie macie szanse z Wisłą w wyścigu po mistrzostwo Polski?- Rzeczywiście, Wisła poczyniła poważne transfery. W zeszłym sezonie również była mocna i tylko do meczu z Legią sprawa mistrzostwa była otwarta. Te papierowe wyliczenia pokazują, że Wisła jest silna kadrowo, ale ja bym nie skreślał Legii. Nie można powiedzieć, że to jedynie perspektywiczna drużyna. Pokazała to już w ostatniej rundzie. Teraz wzmocniła się kilkoma piłkarzami. Mam nadzieję, że są to przemyślane transfery i sprowadzeni zawodnicy będą faktycznymi wzmocnieniami. W Legii są fachowcy, pod okiem których rozwinie się młodzież. Jestem przekonany, że plan, który założyli sobie nasi włodarze, się sprawdzi i za trzy lata Legia będzie liczyła się nie tylko w Polsce, ale także w Europie. Kto wie, może uda się nam w niej zaistnieć już w tym sezonie, dzięki grze w Pucharze UEFA.